piątek, 13 listopada 2015

Świerk w 12 obrazkach ;-)

Domowa demolka w postaci wymiany rur i całej wodnej instalacji od paru dni przykuła mnie do domu. W kurzu, hałasie, nieco podłamana widokiem mojego do niedawna domowego zacisza uciekam w obrazy z lepszego świata, z mojego ogródeczka na Młocinach. 

Oglądając zdjęcia z kolejnych lat odkrywam zapomniane, a czasem już nieistniejące zakątki sprzed lat. Z przyjemnością śledzę zdjęciową historią sadzonych przeze mnie roślin. Jedne rosły lepiej, drugie gorzej, niektóre w ogóle nie przetrwały. Tak czy inaczej oglądając te zdjęcia uświadomiłam sobie ile pracy, wysiłku, nadziei wpakowałam w ten kawałek ziemi, przecież nie zawsze osiągając zamierzone efekty, a i raz osiągnięte wcale wieczne nie są, bo to natura, bo wszystko przemija.

Kataloguję teraz moje roślinne historie i właśnie skończyłam obrazkowy przegląd pod tytułem Świerk.

Oto moja mizerota, gratisowa roślinka, która przyjechała do mnie w czerwcu 2012 roku. Tu stoi sobie jeszcze w domu na tarasie.
 

Już rośnie, tylko prawie jej nie widać, a i działka po blisko roku od jej 'narodzin' też pustawa i głównie trawiasta. 


W grudniu 2012 roku.


Maj 2013.

W maju 2013 roku świerk dostał towarzystwo.



Po roku, w czerwcu 2014  w maju, lipcu i listopadzie.




A to już lipcowa susza 2015.


Jesień 2015, listopad.


W listopadzie poza 'płonącą' Pigwą zielony świerk cieszy w pustym ogrodzie.


Byle do wiosny, a domowa demolka powoli dobiega końca, tylko jeszcze trzeba to wszystko posprzątać i doprowadzić do ładu. Ogródek wysprzątany dwa dni temu po szalejącej wichurze poczeka do wtorku.

Ciekawe czy pierwiosnek, który zakwitł jakby specjalnie na nasze narodowe święto, jeszcze nadal będzie się żółcił.

Zdjęcie marniutkie, bo teraz nie wożę ze sobą aparatu i dopóki nie odzyskam czterech kółek - jeśli odzyskam - jakoś nie mam ochoty robić zdjęć.

piątek, 6 listopada 2015

Zimnica, brrr...

Zimno aż kąsa. Dziwne to, bo temperatura nie taka niska a ręce grabieją, bez rękawiczek ani rusz.

Ale co tam, jest robota ogrodowa trzeba działać.Wreszcie koniec grabienia liści, a że deszcz nadchodzi porobiłam snopki z włosistej. Inne trawy na razie zostawiam bez wiązania, ale Frosted Curls z mojego doświadczenia źle znosi takie jesienne szarugi.



Wytrzepałam też skutecznie moje Szmaragdy. Zebrałam 3 spore wiadra tego suszu ze środka tujek. Teraz wyglądają jakby odmłodzone, chociaż i tak były w świetnej kondycji. Po deszczu natomiast, te suche gałązki w środku to ryzyko chorób grzybowych.


Azalia czerwienieje.


Dębolistna w kolejnej odsłonie


A Głogownik znowu dostaje czerwonych kropek


Jeszcze tylko kompost rozrzucić po rabatach i właściwie to by już był koniec prac na ten rok. 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Ostatnie liście

Pojechałam - komunikacją miejską! - na Młociny. Zgodnie z moją życiową zasadą, że nic mnie złamać nie da rady, dzisiaj już przestałam martwić się brakiem samochodu, czy tym jaki będzie werdykt ubezpieczyciela. Co ma być to będzie, a ja i tak coś wymyślę. Jak całe życie, zawsze dawałam radę, to i teraz też dam.

A na Młocinach prawie nie ma liści. Nie ma na drzewach, ale na trawniku oczywiście był puchaty dywan. Wysprzątałam do ostatniego listka, przycięłam pęcherznice, róże pomarszczone, wycięłam pędy jeżyn, wyczyściłam rabatki do czysta. Taka praca to idealna metoda na wszelkie smutki:-)

A to tytułowe ostatnie liście, bo pewnie lada moment i te opadną.



Trawki cudne.


Zdjęcia z telefonu, bo aparat ciężki i trochę nie chciało mi się go dzisiaj nosić. Zresztą zbyt wiele do uwieczniania to już teraz nie ma, więc to tylko takie bieżące migawki z kolejnego dnia.

Słońce, ciepło, jednak piękny dzień :-)

czwartek, 29 października 2015

Pustoszejący ogrod

Grabienia nadal mnóstwo, ale na drzewach i krzewach z każdym dniem coraz mniej liści i pusto się robi niestety.



Po liliowcach, żurawkach, hostach, piwoniach, i wielu innych bylinach ani śladu, teraz tylko czekam aż wszystkie liście opadną by rozsypać kompost, wygrabić rabatki i zostawić na zimę.

Tu jeszcze troszkę weselej


 
Pogoda póki co sprzyja jesiennym porządkom. Dzisiaj znów sporo godzin przy grabiach, na czyszczeniu rabat, sama radość ;-)



wtorek, 27 października 2015

Pięknie, jesiennie, kolorowo...

Po zimnym poranku dzień od południa bajecznie piękny. Jesień w słońcu niezwykle jeszcze kolorowa, sporo liści nadal na drzewach i krzewach, widoki dokoła takie, że aż chce się żyć :-)

A ja kiedy dotarłam na Młociny, pomyślałam sobie, że może ten mój ogródeczek malutki, nic specjalnego, ale dla mnie to cudo, moje cudo!

A w jesiennych barwach i pełnym słońcu taki był dzisiaj kolorowy












 
Jak widać liście wszędzie. Toteż najpierw posprzątałam wszystkie liście. No, prawie wszystkie liście ;-). Potem skosiłam trawnik, powycinałam resztki bylin, host, liliowców, piwonii, resztki tego co już ładne nie jest i cieszyłam się kolorami Dębolistnej.







Trawy tez nadal ciekawie wyglądają. To mój Gnome po podziale. Długo nie mógł się zebrać, dopiero teraz wszystkie kępy kudłate. No ale z dwóch mam teraz pięć. 


Frosted Curls  niezawodne o każdej porze roku.



Miłka, jedna z wielu kęp, też po podziale.


I jeszcze widok po porządkach ;-)


Cztery godziny ostrej pracy, jakże ja to lubię, szczególnie jak dzień taki jak dzisiaj. Moje 185 metrów!
 

piątek, 23 października 2015

Ogniste Berberysy

Dla odmiany cudny dzień !
Sporo słońca, dość ciepło, tylko wichura rozsiewa liście bez końca. Mam 3 jabłonki, wielką gruszę, 3 morwy i sporo drzew w okolicy. W efekcie masa liściasta jest u mnie przeogromna. Grabię to co roku cierpliwie, bo lubię te moje drzewa, nawet niesłychanie brudzącą morwę. W tym roku mróz odebrał mi urodę przebarwiającej się morwy. Ściął wszystkie liście w jedną noc.

Poza grabieniem oczyściłam dzisiaj Hortensję pnącą z resztek liści. Lubię jej bezlistną wersję, te powyginane pędy z pięknymi pąkami. 


Ma też kolorowe otoczenie, bo tu są te moje ogniste berberysy.






Zebrinus żółknie powoli, już nie zakwitnie, a bardzo chciałam zobaczyć te jego kwiaty.


Cabaret też zmienia kolor.


Trzcinnik wyjątkowo ładny w tym roku.


A Rokitnik w wersji, która lubię najbardziej.


Razem ze Śnieguliczką koralową to mój ulubiony duet.


Posprzątane. Tyle że mam świadomość, że to do czasu. Jak przyjadę w poniedziałek wszędzie będzie znowu tyle samo liści, albo więcej. I tak jeszcze przez miesiąc, aż wszystkie opadną.

Takie uroki drzew liściastych w ogrodzie, ale trudno, bo przez większość roku cieszą urodą, dają cień no i owoce ;-)

Teraz czekam aż Hortensja dębolistna się przebarwi, bo w tym roku wyjątkowo długo jest nadal zielona. A Trzmielina oskrzydlona już goła. Cieszyła czerwienią przez niemal miesiąc, teraz tylko czerwony dywan u jej stóp pozostał.