wtorek, 12 kwietnia 2016

Mix działkowy

Tytuł stąd że jednak te moje dwa ogrodowe królestwa zmuszają mnie do ciągłego przeplatania planów dla obu ogrodów, a czasem sporo się dzieje na Młocinach, by Borków miał to, co mu potrzebne. Ostatnio zwiozłam z Borkowa na Młociny deski na ścieżkę nad stawem, a dzisiaj pocięłam je na odpowiednie kawałki. Mam tylko elektryczną pilarkę, a że w Borkowie nie mam prądu, to większe cięcie muszę wykonać na Młocinach.

Warsztat rozstawiony ;-)


Pocięte deski już w samochodzie, jutro pojadą do Borkowa, a w domu rosną Tawliny też do Borkowa.


Poza tym w domu rosną też sadzonki z tych paskudnych kapersowych zakupów i chyba udaje mi się jednak coś wyhodować.


Sadziec


Jarzmianka


Nie zmienia to mojego zdania o takich zakupach - to loteria, do tego wymaga dodatkowych kosztów na donice, ziemię. Gdyby te kapersy były w cenie 1/3 ceny ukorzenionych roślin w doniczkach, to co innego. Ale są w cenie właśnie takich już gotowych do wysadzenia do ogrodu oferowanych w innych sklepach.

Poza tym nadal kilka z tych sadzonek marnie rokuje.

A na Młocinach dalszy rozwój.


  Hiacynty niskie w tym roku. Może jeszcze podrosną.





Ubiorek zaraz zakwitnie.


To nowo posadzony clematis Violet Pink. Już kwitnie!


Szafirki też słabiutkie


Za to hosty rosną wielkie ;-)


I Bodziszki wspaniałe!


Najsilniejsza z moich żurawek Obsydian pięknie rośnie.



Wiesiołek trzeci rok z rzędu taka sama kępa.

 
Trawnik rośnie a z nim chwasty. Jeszcze nie kosiłam, na razie wyrywam i wycinam chwasty i sypię kompost w dziury  po nich. Poza tym rejestruję straty, a są w tym roku ogromne. 2 pięciorniki, jeden pigwowiec, wszystkie turzyce w liczbie kilkunastu, cebulowe marne, lawenda do wymiany, nie wiem co z budleją i krzewuszkami. Boję się też o rodgersje, bo nie dają znaku życia. Taki to los ogrodnika.

Jutro Borków i zakwaszanie stawu torfem. Może walka z glonami będzie skuteczniejsza.




czwartek, 7 kwietnia 2016

Wreszcie jest kolorowo!

Po poniedziałkowej wizycie na Młocinach i wtorkowej wpadce z roślinami z netu byłam nieco przygnębiona. Na działce sucho, szaro, jakoś bez życia wyglądało wszystko. Na szczęście dzisiaj to już przeszłość.

Kolory i zieleń przywróciły mi dobry nastrój i radość z ogrodu.












Do tego udało mi się zrobić większość zaplanowanych prac. Pomalowałam i ustawiłam kratkę dla nowego clematisa.




Podlałam na ile starczyło przywiezionej wody. W ROD nadal nie ma jeszcze wody i ma być dopiero około 20 kwietnia. Sucho jest paskudnie. Czekam na zapowiadane deszcze.

Jeszcze raz posprawdzałam stan traw i niestety. Oto długa rabata padniętych turzyc. Jeszcze trzymam te suche kępy, licząc że może odbiją, ale to raczej płonna nadzieja.

 
Z traw doskonale ma się Trzcinnik



I niby trawa czyli Kosmatka Śnieżna. Muszę ją jeszcze dokładniej wyczyścić z suchych ździebeł, ale jest super. Wszystkie jej kępy i kępki tak wyglądają.


Zostało mi sporo drewnochronu po pomalowaniu kratki, to odnowiłam moją drewnianą ścieżkę. Znak rozpoznawczy mojego ogrodu.


To już jej 4. rok. Trzyma się doskonale i chyba jeszcze długo będzie służyć.

Piękny, słoneczny i ciepły dzień. 


wtorek, 5 kwietnia 2016

Wielki zawód

Od rana czekałam na kolejne rośliny. 

Jarzmianki, trojeście, jeżówki, trzykrotkę białą, kolejnego sadźca. W sumie 9 roślin.

Wreszcie kurier przybył i wręczył mi pudełeczko 20 x 30 cm od firmy Bilscy. W środku były małe plastikowe woreczki z suchym torfem i praktycznie niewiele więcej. Ten zakup kosztował mnie 80 zł.

Parę zdjęć tych cudów :-(






Nie wiem ile z tego wyhoduję, ale wiem jedno - nigdy, niczego z tej firmy nie kupię. Na stronie są piękne zdjęcia roślin i zero informacji o sposobie ich dostarczania.

Zabrałam się za ratowanie roślin, tzn. wyciągnęłam z piwnicy doniczki, kupiłam dobrą ziemię i zamieniłam taras w szkółkę. Wcześniej otworzyłam te plastikowe woreczki i namoczyłam trochę te suchulce.


Rosną.



Co z tego będzie, to nie wiem. Wiem natomiast, że nigdy, niczego nie kupię w tej firmie i nie polecam!

środa, 30 marca 2016

Krawędzie trawnika

Od paru dni planowałam zająć się poszarpanymi krawędziami trawnika i dzisiaj wreszcie kawałek obrobiony. Dodatkowo usunęłam tu drewniane krążki, które służyły jako dróżka do chodzenia, ale zarosły i nie za bardzo dawało się to poprawić. Krążków nie ma, dosypałam ziemi, dosiałam trawy, rozgrabiłam kompost, a kiedy skończyłam zaczął padać deszcz. No po prostu idealnie, tyle że wyglądać to będzie dobrze, jak trawka podrośnie.



Ostatnio to miejsce wyglądało tak


W październiku 2015


W  maju 2014 roku


W kwietniu 2013. Właśnie posadziłam lawendy i przetaczniki.


Ma ta rabata długa historię, jak zresztą każde miejsce w Młocińskim ogrodzie, zmieniane wiele razy.
 
A tutaj to jeszcze wspomnienie poniedziałku, kiedy było tak pięknie.


A teraz znowu szaro, zimno, pada...

poniedziałek, 28 marca 2016

Coraz bliżej wiosny

Wczoraj przed moimi wędrówkami po nadwiślańskich chaszczach wpadłam na krótko do Młocińskiego ogródka. Cisza tam, ani żywej duszy. Wiadomo! Niedziela Wielkanocna znaczy rodzina przy stole. A ja sprawdziłam stan mojego clematisa, ucieszyłam się z forsycji bliskiej kwitnienia, nie ucieszyłam z rozmiarów i byle jakości moich krokusów, popatrzyłam i poszłam nad Wisłę.






Trzcinnik wielkanocnie zielony ;-)


Głogownik nadmarznięty, ale nic mu nie będzie. Przywykł.


Dzisiaj też tam będę, pogrzać się w słońcu i nacieszyć moja prywatną wiosną. Dobrze jest mieć takie ogrodowe miejsce.