piątek, 11 listopada 2016

Usprawiedliwiona nieobecność zewnętrzna ;-)


Spędzenie takiego domowego dnia bez wychodzenia dokądkolwiek, zwykle uważam za mało akceptowalne. Tyle jest zawsze do zrobienia w ogrodach, albo spraw do załatwienia, czyli tzw. kwerend, że bardzo rzadko decyduję się na pozostanie w domu przez cały dzień. 

Ale kiedy za oknem taki widok,



a obchody święta zablokowały mi praktycznie wyjazd z domu, bo to okolice biegu niepodległości, czuję się całkowicie usprawiedliwiona. 

Takie domowe dni to często czas na długie filmów oglądanie w ulubionym fotelu wyszperanym na ebayu za 5 funtów

 
To takie binge watching. Dzisiaj czeka na mnie Królowa, w najnowszej wersji historii Elżbiety II  - The Crown. Serial ma tak wysokie notowania i takie recenzje, że spodziewam się uczty teatralnej wręcz. 

Ale zanim zalegnę w fotelu zrobiłam dzisiaj przegląd moim domowym zielonym - hojom, krotonom i innym tropikalnego pochodzenia roślinom, takim jak araliowiec, monstera i najnowszego okazu tropikalnego kopytnika - Ipomea pres-caprae. To jest wilec, tyle że tropikalny o liściach w kształcie kozich kopytek, stąd moje skojarzenie z kopytnikiem pospolitym, chociaż to zupełnie inny gatunek.

Oto moje nowe sadzonki. Jedna to typowy przedstawiciel Ipomea pes-caprae, drugi to Morning glory. Oba rosną na piaszczystych wydmach w strefie subtropikalnej i bardzo się boję, czy niedostatek światła ich nie zaszkodzi. Inna sprawa że to jedne z najbardziej odpornych odmian, których wegetacja pojawia się jako pierwsza na terenach po kataklizmach wszelkiego rodzaju. Zobaczymy.



A to moja domowa zielenina :-)


Zamiokulkas z historią i hojowy parapet. Poza tą najbardziej znana hoją Carnosa jest tu Multiflora po lewej i Flavida po prawej.


Na pierwszym planie hoja Flavida



Kwitnąca hoja Multiflora


Monstera i Araliowiec. Bardzo lubią swoje towarzystwo. Od kiedy przestałam wystawiać araliowca na lato na taras, przestał też tracić liście na zimę.



Kuchenne krotony i kolejny hojowy parapet


Rosną tu od lewej: Lacunosa, Australis tenuipes, Australis Lisa, DS-70 (ex Tsangii), która właśnie kwitnie.





 Australis Lisa




 Bardzo kocham to moje miejsce ;-)



Ale właśnie nadeszły wieści z Borkowa, zaraz napiszę co się dzieje, a dzieje się, oj !

środa, 9 listopada 2016

Zdążyłam przed śniegiem

Wczoraj godzinami walczyłam z liśćmi, wszystko po to, by na wyczyszczone rabaty nasypać nowej ziemi, obkopczykować niektóre - róże i rodgersje - inne moje rośliny to raczej zimoodporne, bo już dawno zrezygnowałam z tych wrażliwych.

Widok ogrodów 'opakowanych' na zimę osobiście uważam za nieporozumienie - ogród zimą ma nadal cieszyć widokiem, a nie straszyć. Dlatego nie mam żadnych odmian wymagających ubranek na zimę. Co innego podsypanie ziemi, to nawet wygląda ładnie, szczególnie że nadal pięknie wyglądają żurawki, bodziszki, trzmieliny, kosmatka śnieżna, kostrzewy, a z krzewów śnieguliczki, hortensje dębolistne, wiele berberysów.

Zdjęć niestety nie zdążyłam zrobić po tych porządkach, bo zmrok mnie zastał. Jedno mam, ale kiepskiej jakości i zostawiam jako dokumentację.


Dzisiaj zimno bardzo, śnieg, niech ogród powoli zasypia ....
 

środa, 2 listopada 2016

Liściasta monotonia ;-)

Dzisiejszy widok ogrodu mnie jednak nieco podłamał.





 A ja niestety z tych porządnickich, co bałaganu w ogrodzie nie zaakceptuje chyba nigdy, więc złapawszy grabie znowu godzinami napełniałam wory liściowym śmieciem. Na szczęście jutro zabierają z naszego ROD-u zielone odpady, więc przynajmniej nie musiałam sama tych worów nigdzie zawozić.  

A pod wieczór było tak ;-)



Ta róża co to miała być Flammentanz a nie jest, jest jednak bardzo udana :-)


środa, 26 października 2016

Dzień za krótki na te liście ;-)

Kiedy skończyłam grabić i sprzątać ciemno już było. Wprawdzie niewiele więcej jest teraz do zrobienia, ale wciąż mam nadzieję na posadzenie hiacyntów i żonkili. Tulipanów nie sadzę, bo to efekt na jeden sezon, a potem znikają. Może te małe botaniczne 'Tarda' ? Listopad ma być ładny, liści już wtedy będzie mniej, to jakoś czas na inne prace może się znajdzie.

A ogródek nadal cieszy barwami i to jest całkowicie wyjątkowy rok pod tym względem.  








 

piątek, 21 października 2016

Zdążyłam przed potopem ;-)))


Pojechałam dzisiaj na Młociny raczej z poczucia obowiązku, niż przekonania bo dzień od rana bury i ponury. No i udało się. Trafiłam na 2 godziny bez deszczu. Wprawdzie szaro i wilgotno, ale zebrałam te 'materiałowe' liście morwy, które wyjątkowo szkodzą trawnikowi, wygrabiłam cały trawnik z 'sianka', zebrałam cały ten śmietnik i wtedy lunęło.

Teraz to już strach wyjść z domu. Ale za to mam parę mokrych zdjęć :-)




Trudno kochać taką deszczową pogodę, ale też trudno jej nie docenić. Napojony przed zimą ogród pozwoli roślinom lepiej przetrwać zimę. To z powodu ubiegłorocznej suszy i wczesnego mrozu, tyle roślin padło - do dziś nie mogę odżałować całej mojej kolekcji traw.

Trochę martwi mnie trawnik, bo koszenie w tej wilgoci nierealne, a jednak trawa rośnie, co widać na zdjęciach. Mam nadzieję na parę suchych dni wkrótce, by skosić jeszcze trawę przed zimą. Inaczej będzie kiepsko wiosną. 

W tej sytuacji tym bardziej ważne jest grabienie - razem z liśćmi wygrabiłam dzisiaj sporo 'sianka', a to pomoże trawnikowi na pewno.



wtorek, 18 października 2016

Kolorowy! Biały nigdy!


Natrafiłam niedawno na pomysł pewnej ogrodniczki, by jesienny ogród był biały.  

Dzisiaj kiedy jak zwykle grabiłam liście, podziwiałam bogactwo kolorów polskiej jesieni i zastanawiałam się, jak można by z tego zrezygnować. I wtedy uświadomiłam sobie, że takie ogrody, biało-zielone jesienią są dość powszechne u nas - tuje, chryzantemy i wieczne odpoczywanie naszych bliskich. Tylko nawet tam, bliscy raczej przynoszą kolorowe chryzantemy i róże, by kolorem kwiatów ubarwić te smutne chwile.

A zatem niech trwa kolorowa jesień!  

Do tego, dzięki ostatnim deszczom napojony ogród pozieleniał, drzewa nie gubią liści tak szybko, a wokoło trwa feeria barw.


 Hosty ładnie w tym roku odchodzą.



Bodziszki zazieleniają rabatki



Bluszcz pod Dławiszem ma się coraz lepiej


Trzmielina oskrzydlona kolejny raz, ale wyjątkowo długo trzyma kolorowe liście. W ubiegłym roku obsypały się za szybko i zabrały urodę 'gorejącego' krzewu 






Ostatnie pąki na róży pnącej


A w domu winko pięknie pracuje



A jutro Borków. Powoli wracam do ogrodowej rutyny sprzed nawału pracy i korzystam z - być może - ostatnich w miarę ciepłych dni.

 

czwartek, 13 października 2016

Winobranie i znowu kolory

I znowu jest pięknie!

Po tych szarych, zimnych, mokrych dniach wreszcie cudny, słoneczny dzień. Pognałam do ogrodu, bo na nic dzisiaj nie miałam takiej ochoty jak na ..... grabienie liści! No tak, bo świadomość że znowu od tygodnia nic nie robiłam na działce była jak wyrzut sumienia. Poza tym czas by zebrać wreszcie winogrona i nastawić wino.

Winogrona ścięte

 
Jest ich w tym roku znacznie mniej, za to grona pełne, a owoce niezwykle słodkie.

Nadal też kosze jabłek, ale to już koniec zbiorów.


W kolorach ogrodowych swój czas ma Trzmielina oskrzydlona. Cudny krzew właściwie zawsze, ale jesienią szczególnie warto go mieć w ogrodzie.




Inna pięknota w moim ogrodzie to Morwa czarna. Pięknie przebarwia się jesienią.


Za to śmieci nieludzko. Sąsiad mnie nie lubi, bo najchętniej widziałby morwę w ognisku, ale ja kocham jej cień, jej urodę i na pewno jej nie wytnę.


Nadal kolorowo - berberysy i pęcherznice w tej roli są niezawodne.






Liście zgrabione, owoce wywiezione. Młociny pod kontrolą, koniec wyrzutów sumienia. 

Jutro Borków, o ile pogoda nie wykona jakiejś wolty. Trzy tygodnie przerwy. Co też ja tam zastanę?  Zapraszam jutro do Bobrowego Borkowa, pewnie będzie ciekawie.