poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kolory jesieni

Dzień nie podobny do dnia, wczoraj dżysta jesień, dzisiaj słońce i pomimo chłodu jednak lato. Tyle że ogród mówi co innego. Kolory liści, zachowanie roślin, wszystko jest inne niż rok temu. Nie ma tego intensywnego życia letniego, jest wyraźnie odchodzenie ku innej porze roku.

Zawsze kochałam jesień za jej barwy i czekam na te przebarwienia, bo wtedy mój ogród jest jeszcze bardziej kolorowy niż latem. Ale zanim o kolorach jesieni pokaże raz jeszcze moja rabatę z Trzmieliną oskrzydloną, bo dodałam tu ostatnio trzy krzaczki. Nie są nowe, zostały przesadzone z miejsca, gdzie były skazane na zatracenie. To krzewuszki Purpurea Nana i Aleksandra. Posadziłam je w sierpniu ubiegłego roku pod ogrodzeniem.


Przed nimi były trawy, nad nimi Dławisz. Po roku trawy rozrosły się wspaniale nie przejmując się Dławiszem, natomiast moje Krzewuszki nie miały szans. Marniały, nie rosły, nie było innego wyjścia jak je stamtąd zabrać.
Wykopałam w piątek w ubiegłym tygodniu trochę z obawą o los rozplenic i hakonek, ale nie potrzebnie. Te od razu wypiekniały, bo w dziury po krzewuszkach wsypałam kompostu - własnego! - a i przestrzeń maja inną.

O tu widać jak wtłoczone między ogrodzenie a rozplenice były te biedne krzewuszki. To jest zdjęcie sprzed paru dni.

 
Teraz mają przestrzeń życiową a i rabata tutaj zyskała na wyglądzie.



Są na końcu rabaty, za nimi tylko winobluszcz, a dalej to trzmielina oskrzydlona i trawy, w tym podzielona w tym roku Miłka. Ciekawa jestem czy jeszcze zakwitnie, ale chyba już nie zdąży.
Jak widać przesadzenie było udane, krzewy zdrowo rosną, chyba już wyglądają lepiej po kilku dniach. Do tego zimna i deszczowa pogoda na pewno była tu pomocna. Poza tym ja wcale nie przestrzegam zbyt 'religijnie' terminów prac ogrodniczych - jak trzeba coś zrobić, to robię, przestrzegając jedynie zasad sadzenia, przesadzania, dzielenia.

Ostatnio podzieliłam też kilka moich traw i rosną wspaniale.

A teraz kolory jesieni ;-) 

Dębolistna zaczyna się przebarwiać


Miskant Gnome kwitnie na czerwono, wiesiołek czerwienieje, a krwawnik zasycha




Cudowne wilczomlecze jesienne


Czerwień Buchannanii i Marmalade w mieszance z bluszczem, który powoli zarasta rabatę pod Dławiszem, jako tło. Nic innego tu rosnąć nie da rady. Dają radę trawy, w tym Kostrzewa miotlasta i właśnie Turzyca australijska, żurawkę muszę zabrać, bo też ledwie zipie.



Ostatnie kwiaty Gaillardii ościstej


Też jakaś jesienna postać ;-))))


Brzoskwinie dojrzewając gubią liście jesiennie



No i wkrótce znowu czas nastawiać balony z winem.




Ostatnie płatki na Rugosie


I cudne jak zawsze kolory Pęcherznic.



I jak tu nie kochać jesieni ;-)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Po kryzysie

Weekend, chociaż bardzo udany był też jakiś emocjonalnie mało zrównoważony. Za dużo jak dla mnie wspomnień, smuteczków, rozpamiętywania i refleksji. Może to nagłe odejście lata, dziwna jesienna aura w połowie sierpnia, cokolwiek to było, mam już to za sobą. Znowu mnie cieszy wszystko i tego życzę wszystkim, by potrafili przeczekać 'rainy days', bo potem zawsze przychodzi słońce.

No bo jak tu się nie uśmiechnąć, kiedy z daleka wita nas takie słoneczko




Może nieco dziwny kolor, jak na słoneczko, ale nie jak na Hibiscusa. To ciekawa odmiana Hibiscusa bylinowego, Hibiscus moscheutos, którą bardzo polecam. Zamiera na zimę, ale za to nie jest trudno przechować go przez zimę, wystarczy okopczykować, by już czerwcu mieć ładny zielony krzaczek, a potem te niesamowite kwiaty do późnej jesieni. Mój to Fireball.

A potem kolejne odkrycie


 Pierwsze kotki na Rozplenicy.



Nadal sporo koloru w ogrodzie za sprawą Dziwaczków



Do tego ogród bez słońca, pod chmurami nabrał takiej cudnej zieleni i powoli idzie ku jesieni










i Rozchodniki zaczynają kwitnąć. To już jesień...



piątek, 15 sierpnia 2014

Daszki dla płota ;-))


Wreszcie realizuję plan zrobienia daszków na słupki konstrukcyjne płotu. Chodzi o taki mniej więcej obrazek


To jest zdjęcie z ogłoszenia wykonawców takich płotów, zresztą moja spora inspiracja, tylko realizacja u mnie nieco bardziej toporna. Ale to akurat mi odpowiada.

Albo lepiej taki ;-)  To zdjęcie pochodzi stąd . Polska prowincja jest warta tego by ja promować i uwieczniać, bo nie jestem pewna, jak długo przetrwa w takiej cudnej postaci.


Zdałam sobie sprawę, że powinnam pisać o tym w blogu o Borkowie, ale daszki robię na Młocinach, więc i relacja tutaj. Zaczęło się od przygotowania warsztatu do pracy



Po upiłowaniu i zbiciu pierwszych deseczek przymiarki do tego,jak to wygląda.


Ta wersja wygląda fatalnie, więc od razu z niej rezygnuję. 

Aha, w tle moje kanny i trawa zwana niedźwiedzim futrem. Wszystkim narzekającym na tę trawę polecam skubanie kęp od spodu, utrzymywanie wysokiej wilgotności oraz dzielenie kęp co najmniej raz do roku.

Kolejna wersja daszka podoba mi się bardziej i docinam kolejne deseczki.






Ta wersja jest najbliżej tego co sobie wyobraziłam, więc pewnie takie daszki będą. Jutro poeksperymentuję na realnym plocie, a nie na kawałku słupka, który w celu przymiarek właśnie przytargałam z Borkowa. I zobaczę, czy daszki będą, czy też nie ;-)

A tu z kolei w tle po prawej Trojeść bulwiasta. Jej pomarańczowe wiaty już dawno ścięte, ale kępa liściasta nadal śliczna. I za to ją lubię.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Chyba pechowy dzień...

Po wczorajszej wieczornej ulewie i burzy od rana nie mogłam się zdecydować co robić dalej. W planie były Młociny i piłowanie desek na daszki do płotu, ale co chwilę nadciągające czarne chmury i mżawki, jakoś mnie powstrzymywały i tkwiłam całkiem niezdecydowana w domu.

Do tego wiadomości z Borkowa od ulubionego sąsiada były takie, że najchętniej jechałabym od razu z powrotem na wieś. Tylko rozsądek - mam go nadal sporo ;-) - nakazywał przeczekać. Sąsiad wysłał zdjęcia z Borkowego potopu. Jeśli kiedyś mogłam narzekać na niski poziom wody w stawie to już historia...

Ostatecznie zapakowałam piłę i inne akcesoria do samochodu i pojechałam robić daszki. Jak to na Młocinach - najpierw sprzątanie. Kolejne wiadra liści i zgniłych jabłek i gruszek. Kiedy ogród już lśnił, złożyłam rozkręconą na zimę pilarkę (jeszcze nie używana w tym roku!), przygotowałam stanowisko do obróbki desek i .... niestety.

Miałam na miejscu wszystko z wyjątkiem oleju do pilarek. Ten niestety zimował w domu, a ja jakoś przeoczyłam ten fakt. Piłowanie 'na sucho' raczej źle by się skończyło, więc kolejny dzień daszki będą jedynie tworem mojej wyobraźni.

Jak zwykle jednak ogród młociński dostarczył dość powodów, by uniknąć frustracji i spokojnie odłożyć w czasie kolejne realizacje. Bo przecież jutro też jest dzień :-)

A te powody to np. Hibiscus gotowy do kwitnięcia

 
 Imperata, która wreszcie zdecydowała się wyglądać jako tako ;-)


 I inne zakątki ogrodu, które zawsze cieszą.



Dla moich czytelników, którzy nie znają historii tego miejsca dodam, że w lipcu 2011 roku, a więc trzy lata temu tu było wysypisko śmieci. Stworzony ogród - czy to jest już ogród? - to całkowicie dzieło moich rąk i nauce czerpanej z kolejnych forów i internetu. Codziennie uczę się czegoś nowego i to jest jedna z wielu zalet podejmowania kolejnych wyzwań w każdym wieku. Tak ja to w Borkowie. Może porwałam się z 'motyką na słonce', ale dzięki temu walczę i wiem, że warto. Polecam :-)