piątek, 21 listopada 2014

A jednak nadal kolorowo

Dzisiaj bardzo pracowity dzień na Młocinach. Rozsypałam kilkanaście wiader kompostu na rabatach, szczególnie tam, gdzie posadziłam cebule. Taka dodatkowa warstwa ziemi przyda się jak kiedyś przyjdzie zima, a i żyzność rabatek też będzie lepsza.

Poza tym lubię widok takich czarnych, czystych rabat, szczególnie jak niewiele tam teraz rośnie. To znaczy rośnie, ale skoro to byliny, to widać to będzie na wiosnę. Tak jak tutaj. Ta pusta część to miejsce zasadzenia podzielonych przetaczników. Mam nadzieję zobaczyć tu łan niebieskości.

 
Czysto wśród berberysów, pośród których na wiosnę spodziewam się łanu czarnych tulipanów


i pod różami. Tu też mają być wiosenne kwiaty - hiacynty,  krokusy i czosnek gigant.


Pięknie rośnie Runianka




I tytułowe kolory. Berberys Juliany


Turzyca 'Sparkler'


Trzcinnik Karl Foerster


I drugi Berberys Juliany, tylko ten jest zawsze bardziej zielony.


Miłka i Turzyca 'Silver Sceptre'


Zebrinus całkiem suchy, ale nadal zdobi.


Hortensja dębolistna wcale nie gubi liści


Rzadko robię jej zdjęcia, chociaż niezwykle ją lubię. Z wielu powodów. Dostałam ją od bardzo miłej Pani, jest niekłopotliwa, zawsze fajnie wygląda.

Rozplenice też suche i też nadal ładnie wyglądają.


A tuż za nimi, za ogrodzeniem taki gość!

Ostatnia Rudbekia, w dodatku samosiejka.



Głogownik znowu w kropki


A Budleja nadal żywa!

A tu niezwykła żółtość Pigwy, przed nią kity Miskanta Gnome.


środa, 19 listopada 2014

A poza tym nic na działkach się nie dzieje...

Śpiewała dawno temu Barbara Krafftówna we wspaniałym gatunku czarnego humoru, który od czasu Zembatego jakby zanikł. Wykonanie było charakterystyczne i dla artystki i dla kabaretowego stylu lat 60-tych, śpiewanej poezji szczególnie z Kabaretu Starszych Panów. 

Przypomniałam sobie dzisiaj ten przewrotny tekst, patrząc na opuszczone działki sąsiadów, którzy jeden po drugim odeszli na zawsze w ciągu paru miesięcy tego roku. Te opuszczone, dziczejące ogródki to bardzo smutny widok, bo są jak memento, że na nic nasze trudy za życia, wszystko i tak zmarnieje.

A do tego aura szara, ogrody puste, widok więc też dość ponury.


Na szczęście nieco lepiej jest z tej strony



Wiadomo, iglaczki i trawy ozdobne ratują wygląd ogrodu w zimie.

A z bliska widać, że jednak pełno tu życia. Pąki na rokitnikach i forsycji





już zapowiadają wiosenną zieleń. A berberysy zimozielone wypełniają kolorem rabaty


Zimno jednak i poza kolejnym grabieniem liści, wiele do zrobienia nie ma, a ogród to już nie jest miejsce do dłuższego pobytu. Pochowałam rozmaite sprzęty, wywiozłam kosiarkę i piłę, koniec sezonu nastąpił nieuchronnie.

piątek, 14 listopada 2014

Listopadowy dzień w ... ogrodzie

Wygląda na to, że nadal są wspaniałe warunki do pracy w ogrodzie, a i ogrody wcale nie takie puste i smutne. Wprawdzie szarość dzisiaj dominuje, ale jest względnie ciepło, lekko wilgotno i rośliny, te nowo posadzone bylinki puszczają zielone listki. W dodatku znikąd nie ma wieści by zima nadchodziła. Oby tak zostało do wiosny.

Prace ogrodowe to jednak nadal niemal wyłącznie sprzątanie. W środę idealnie wysprzątany ogród, a dzisiaj znowu taki widok


Liście wszędzie, te co opadły, te co je wiatr nawiał, tak czy inaczej znowu bałagan i znowu sprzątanie. Niestety mam taki nawyk, zbieram wszystkie liście, z trawnika, z rabat, lubię widzieć ład i porządek ;-)

Niby nie ma ich tak dużo, ale wygrabienie i wyzbieranie tego śmietnika zajmuje parę godzin. Potem jest czas na pobieganie z nowym aparatem i eksperymentowanie. A że możliwości aparat ma sporo, toteż korzystam z moich ogrodowych cierpliwych modeli i uwieczniam w rozmaitych konfiguracjach - programowych ;-)

A oto dzisiejsze obserwacje ogrodowe.

Trawy jednak rządzą jesienią. Mam ich trochę, ale dużo, dużo za mało i wiem, że poza rozmnażaniem tych, które mam, kilka odmian muszę podosadzać. Jest taki cudny ogród, w którym trawy są esencją jego urody, a dzięki jego właścicielce, wyjątkowej kobiecie o duszy anioła, ogród jest jedyny w swoim rodzaju, prawdziwy.

To moja ukochana turzyca Ice Dance. Na wiosnę czeka ja poważnie dzielenie.
 

I nie mniej ukochany Miskant Gnome. Co za kolory. Teraz czerwienieje, ale niestety nie udało mi się jeszcze uchwycić moim nowym aparatem.



Hortensja Dębolistna nie wymaga komentarza




Moja rozplenica już niemal sucha, ale nadal z kotkami.


A to nie zimująca u nas Turzyca Sparkler. Mam zamiar zostawić ją w gruncie, licząc na ciepła zimę.


Trzcinnik Karl Foerster pięknie żółknie. Zaznaczę, że był cięty w połowie lata.



A tu Miłka i kolejna Turzyca. Tutaj Silver Sceptre
 

Runianka japońska powolutku, ale rośnie, a Miskant Cabaret posadzony w sierpniu pokaże co potrafi dopiero za rok.


Nacieszywszy się ogrodem wracam do domu świętować dzień seniora ;-)

Niezły tydzień, wczoraj powrót syna z Azji i spotkanie po dwóch miesiącach, dzisiaj czas na kolejne celebracje. Życie jest źródłem stałej radości, jeśli tylko było nam dane umieć to widzieć. 

A to dar wcale nie taki rzadki :-)



wtorek, 11 listopada 2014

Kolory listopada 2014

Listopada tak kolorowego jeszcze chyba nie było, albo ja już nie pamiętam. Do tego dzisiaj zdjęcia nowym aparatem. 











Jeszcze popracuję nad moja wiedzą jak wykorzystać nowy sprzęt, ale jak na razie źle nie jest, chyba ;-)


środa, 5 listopada 2014

Listopad? Chyba wrzesień!

Pogoda dzisiaj prowokowała do nietypowych prac ogrodowych. 

Nietypowych wg kalendarza, ale skoro nigdy nie byłam niewolnicą niczego, to i teraz nie zamierzam podporządkować się dacie w kalendarzu, skoro aura mówi co innego.

A nietypowe prace ogrodowe to dzielenie i przesadzanie roślin. Zwykle listopad to nie jest miesiąc, kiedy takie działania w ogóle można brać pod uwagę, ale  skoro klimat mamy jaki mamy, wzięłam się za robotę i zrobienie czegoś, czego jakoś wcześniej nie miałam czasu zrobić.

Od dawna wiedziałam, że muszę podzielić Nachyłka i Krwawniki. Jak każda bardzo silnie rozrastająca się bylina wymagają - co jakiś czas - interwencji ogrodniczej ręki. 

Nachyłek wielkokwiatowy pozostawiony sam sobie zmarnieje. Musi być co 2-3 lat wykopany, podzielony, posadzony w małych kępkach i wtedy będzie jak nowy. Kiedy pierwszy raz - znalazłszy go na budowie Mostu Północnego - wykopałam Nachyłka i posadziłam na mojej niemal pustej działce, to był rok 2011. Wtedy to ja nawet nie wiedziałam co posadziłam. A był to chyba październik. Jakże mnie ucieszyło kiedy w następnym roku pojawiła się cudna kępa liści, a wkrótce potem bez końca kwitnące żółte kwiaty.

To jest zdjęcie z czerwca 2012


Kolejny miesiąc i kępa coraz większa


W moim wtedy jeszcze bardzo pustym ogródku ta kępa Nachyłka, mojej znajdy, to była cudna sprawa. Już wiedziałam co to za roślina, tylko jakoś nie wierzyłam, że bez przesadzania i dzielenia nie będzie taka cudna zawsze.

 W sierpniu 2012 nadal był cudny


Wycinałam regularnie przekwitłe kwiatostany, a Nachyłek trwał i trwał i kwitł...

W następnym roku - 2013 - może nie od razy zauważyłam, że kwiatów było mniej bo kępa liściowa nadal była okazała i zdrowa, a we wrześniu nadal był taki widok


Niestety w roku 2014 poza wytworzeniem marnej kępy liściowej nic więcej się nie pojawiło, żaden, nawet pojedynczy kwiatek.

Dzisiaj wykopałam kępę Nachyłka - kępę o średnicy około 40 centymetrów, podczas gdy w roku 2011 posadziłam kępkę o średnicy 5 centymetrów - i od razu zrozumiałam na czym polega problem. Nachyłek wprawdzie korzeni się płytko, ale wytwarza też dość głębokie zdrewniałe odrosty, które po pewnym czasie gniją. Kiedy wykopałam całą kępę zobaczyłam masę drobnych płytkich korzeni, ale też jeden przy drugim gnijące patyczki zajmujące mnóstwo miejsca pod rośliną. Nie wiem jak roślina może rosnąć mając taką blokadę pod sobą.

Podzieliłam kępę na chyba 15 części, połowa rośnie na nowo na Młocinach, reszta jedzie do Borkowa i od jutra tam będzie rosła. Teraz będę mogła porównywać zachowanie tej samej rośliny w dwóch różnych miejscach, w dwóch jakże różnych warunkach glebowych.

Do Borkowa jadą też irysy, podzielone krwawniki, sadzonki zawciąga, róży pomarszczonej i jaśminowca.

Listopad? Nie wierzę !