czwartek, 23 lipca 2015

Rocznicowe zmiany

I wczoraj i dzisiaj bardzo intensywnie obchodzę tę czwartą rocznicę objęcia ogrodu ;-)
Bardzo się zmobilizowałam i od dawna planowane zmiany wreszcie stały się faktem. Wczoraj zaczęłam od wykopania jednego z berberysów. Kiedy je sadziłam późną jesienią 2012 roku to były maleństwa i oczywiście posadziłam je zbyt blisko, chociaż wtedy wcale to tak nie wyglądało.

Tak było w czerwcu 2013 roku. Mnóstwo miejsca.


A tak to wyglądało w połowie maja w tym roku, więc wczoraj Jytte wywędrował na puste miejsce po azalii, obok innych berberysów.


To jego nowe miejsce.


Druga wyprowadzka dotyczyła kosodrzewiny karłowej Mugo. Posadzona w maju 2013 roku tez miała mnóstwo miejsca ;-)


Ostatnio ta iglakowa rabata wyglądała tak:


Jak widać kosodrzewiny nie widać ;-) Teraz rośnie sobie tu. Kiedyś tu były rozmaite byliny, ale słońce je wszystkie wykończyło, zostały tylko wilczomlecze pod szczepiona Iwą i stary pień, który służy jako dekoracja.


Chyba jej dodam jeszcze jedną, bo bardzo lubię te odmianę Pumilio.

Dzisiaj przesadzałam hosty, bodziszki, porządkowałam ciemny zakątek pod morwami, ale zdjęć nie ma, bo byłam rowerem i wtedy nie wożę aparatu. Toteż tylko parę zdjęć z komórki.




 



środa, 22 lipca 2015

Po czterech latach

Dzisiaj mnóstwo zdjęć z okazji czwartej rocznicy objęcia działki, o czym już dzisiaj pisałam. Po prostu. A także po to by utrwalić ten dzień i potem znów za jakiś czas móc porównywać jak było.
























22 lipca - moja działkowa rocznica

22 lipca, data znamienna tak w ogóle, ma dla mnie moje własne, ogromnie ważne znaczenie. Tego dnia, 4 lata temu weszłam po raz pierwszy na teren ogródka, a raczej tego co kiedyś ogródkiem było w ROD im. Huty Warszawa. 

A zatem dziś dzień wspomnień ;-) Oto jak w lipcu 2011 roku wyglądało te 185 metrów.







Ale mnie w tym dniu nic nie było w stanie zniechęcić. Miałam wreszcie kawałek ziemi, wymarzony od lat, a do tego wolny emerycki czas, by się tym śmietnikiem zająć. Przyznam dzisiaj, że gdybym wtedy wiedziała dokładnie co mnie czeka, nie jestem pewna, czy znalazłabym odwagę, by się tym miejscem zająć. 

Na szczęście nie wiedziałam, bo dzięki temu teraz mam ten mój malutki ogródek, bo dzięki temu moje ukryte ogrodnicze pasje mogły rozwinąć się tak, że dzisiaj obok tych 185 metrów mam i 1200 metrów, na których mozolnie tworzę moje nowe miejsce na ziemi. 

Historia powstawania ogrodu na Młocinach jest zapisana w wielu miejscach w internecie, gdzie trafiałam w poszukiwaniu pomocy, nauki, poznawania tajników udanego ogrodnictwa. Niektórych wątków już nie ma. Nie ma na Forum ogrodniczym, nie ma na Oazie, zostały te trzy, na stronach Świata kwiatów, na Ogrodowisku i w Zielonych blogach.

Moje 185 metrów


Berberysy i liliowce pod starą gruszą


Od zera do ogrodu


Chociaż wątki są, mnie już w tych miejscach nie ma, bo z ludźmi niestety mi nie po drodze, ale obrazy zostały, zostały też wspomnienia i pamięć o tych osobach, które potrafiły zaakceptować mnie taką, jaka jestem.  Została też spora wiedza, którą wyniosłam z tych wszystkich miejsc, za co zawsze będę wdzięczna twórcom ogrodowych forów.

Teraz jedynie tu, w moim blogu zdaję relację z tego, jaki jest los ogrodu, a raczej miejsca w ogrodzie działkowym w Warszawie. 

Dzisiaj równo cztery lata, a zatem jadę świętować na Młocinach! 

 

niedziela, 19 lipca 2015

I dla Młocin znalazłam czas ;-)

Pomimo ogromnego zmęczenia, które po wczorajszych zmaganiach w roli kosiarza w Borkowie wyszło ze mnie dzisiaj około południa, pojechałam jednak zobaczyć jak ma się mój ogródek pod gruszą. 

Dopiero po dotarciu na miejsce dotarło także do mnie, w jakiej jestem kondycji. Bolały mnie wszystkie mięśnie, z trudem robiłam cokolwiek, do tego nasiliły się dawno zapomniane zakłócenia w widzeniu. Po dużym wysiłku, przy poruszaniu gałkami ocznymi latają mi w polu widzenia takie rozmaite cienie. Z czasem to się zmniejsza, ale dla mnie to sygnał, że przesadziłam i czas zwolnić.

Toteż więcej czasu spędziłam dzisiaj pijąc moją ulubioną herbatę wiśniową, niż przy pracy. Pozbierałam opadłe jabłka, trochę zgrabiłam liści, a że padało także i tu rabaty mokre, niewiele więcej do roboty nie było. Ale cieszę się, że pojechałam, bo wreszcie zakwitły dwa z moich nie żółtych liliowców. Dotąd kwitły tylko żółte.






Kwitnie też budleja


Albo raczej rozkwita. Reszta kit jeszcze pozamykana, dobrze że będzie chłodniej. Jutro praca, wrócę tu we wtorek.


czwartek, 16 lipca 2015

Przygotowania do soboty

Jeszcze na Młocinach, ale sercem i duszą już w Borkowie! 

W sobotę kosimy na wsi, więc rozmaite przygotowania podejmowałam, obok zaplanowanych prac tutaj, na Młocinach. Takie lekkie rozdwojenie ogrodowych miłości ;-)

A zaplanowałam na dzisiaj wyrównanie zielonej dławiszowej ściany. Dławisz jak wiadomo jest rośliną o wielkiej żywotności i wymaga regularnego cięcia. Dwa razy do roku tnę dość mocno od góry i nie jest to ani trudne, ani jakoś specjalnie pracochłonne. Wszelkie zatem legendy o ekspansywności Dławisza okrągłolistnego osobiście polecam między inne bajki ogrodowe włożyć ;-)

A oto moja ściana dzisiaj



Niemal nie widać koszmarnych ekranów akustycznych, a od ścieżki rowerowej to już całkiem jestem odizolowana. Rośnie to 6 krzaczków obu płci, Herkules i Diana, dzięki czemu po niepozornym kwitnieniu są śliczne korale zimą, ozdoba i jagódki dla ptaków.

Ekspansywność dławisza jest nieco trudniejsza do opanowania od strony korzeni. Rabata wzdłuż ogrodzenia z dławiszem nie za bardzo nadaje się do uprawiania tu mało odpornych roślin. Nie dadzą rady. Ale daje radę i to doskonale bluszcz. Rośnie i w górę i po rabacie, wypełniając stopniowo przestrzeń po zabranych stąd roślinach, które nie dawały rady.


Jeszcze próbuję z trawami, ale chyba powoli je też stąd zabiorę. Za wyjątkiem niedźwiedziego futra. Ta trawa da radę wszędzie!


Ciemny zakątek pod morwami i głogami


Ogromna budleja zaraz zakwitnie


Ledwie żywy Clematis Polish Spirit - z powodu upałów ten polski duch z niego uleciał ;-)


I takie działkowe aranżacje. 



A do Borkowa pocięte drewno z dawno ściętych brzoskwiń na sobotnie ognisko po pracy. Zabrane grabie, nożyce, w samochodzie jeszcze pusty kanister na mieszankę do kosy, już się nie mogę doczekać...