środa, 18 lipca 2018

Lilia orientalna Exotic Sun

Rzadko poświęcam wpis jednej roślinie, ale jak zobaczyłam dzisiaj ten kwiat, wpadłam w zachwyt. Jest niezwykły i ma w sobie coś zwierzęcego. 

Zapachu nie przekażę, ale  ogródeczek jest słodko-cmentarny ;-)







Posadziłam ją w tym roku i wiem, że nie zimuje. Muszę ją wykopać, tylko jeszcze nie pamiętam kiedy ;-)

A ogródeczek po ulewach odżył, było trochę bałaganu i chwastów, ale generalnie bez większych problemów. Zachwycił mnie też ognik



 Floksów czas. Ciągle planuję mieć ich więcej i jakoś nie wychodzi.




Jednak są ! Tylko kilka po tym, jak wycięłam większość po suszy, do tego jednak z mączniakiem.



A w ogóle kolorowo, soczyście, tylko trawnik nadal z trudem się odradza.








Tyle zostało z wierzby szczepionej na pniu. Posadziłam ją w pierwszym roku, wtedy jeszcze miałam inne pojęcie o ogrodach. Potem wszelkie sztuczne twory roślinne przestały do mnie przemawiać. Teraz ta sucha plątanina biednych konarów jest na swój sposób piękna. 


Burza nadciąga


Dotarłam do domu przed, teraz już grzmi, czarno za oknem, a ja wspominam wspaniały dzień. Odzyskałam siły po intensywnej pracy na uczelni, ale wymagało to dwóch dni snu niemal bez przerwy. 

Już się bałam, że straciłam apetyt na życie ;-) bo snułam się jak cień człowieka, bez ochoty na cokolwiek. Wczoraj spałam 16 godzin!

Na szczęście to było tylko przepracowanie. Mam wakacje, przede mną niemal półtora miesiąca wolności. Jutro Borków na 3 dni, ale 22 lipca muszę być na Młocinach i świętować 7. rocznicę mojego ogrodowania!

środa, 4 lipca 2018

Zaczęłam 83. miesiąc


Od pierwszego dnia, w lipcu 2011, co miesiąc zapisuję te moje ogrodowe zmagania w ROD na Młocinach i dzisiaj zaczęłam kolejny lipiec. Wkrótce będzie kolejna rocznica, tym razem już siódma. 

Ileż ten czas dla mnie znaczy! 

Dzisiaj, jak po każdym intensywnym dniu na uczelni, dokonałam odnowy biologicznej przy pracach ogrodowych. Piszą, że nasi piłkarze odnawiają się w kriokomorach, może ich do koszenia warszawskich trawników zatrudnić. Pożytek większy, a i efekt murowany ;-)

Ale bez żartów. Trzeba kochać pracę w ogrodzie, by to miało przełożenie na naszą psychikę. Tak uważam. Mnie regeneruje świadomość uporządkowania ogrodu, widok piękniutkich zakątków - nawet jeśli to tylko moja estetyka. Poza tym lubię po prostu pracę fizyczną. Pewnie przy układaniu kostki betonowej bym tego nie powiedziała, ale na szczęście mam wybór ;-))))

A w ogrodzie czas na lilie. U mnie tylko żółte. Spotkałam sąsiadkę na parkingu - niosła do kościoła wiśniowe lilie - ależ cudny kolor. Muszę poszukać takich cudnych.
Moje typowe




Clematis Polish spirit w tym roku marnie rośnie i marnie kwitnie, ale jest.




Za to jest kaskada gruszek. Tak jak pisałam nie raz, ta moja stareńka grusza stoi, bo jest piękna, bo ją pokochałam, bo daje cień. Owoce? No bez żartów! Tego od niej nie oczekiwałam. A tu kaskady się sypią i zero chorób na liściach. 'No weź tu ogrodniku zrozum naturę! 



 

sobota, 30 czerwca 2018

Jabłka w hortensjach ;-)


Wpadłam wczoraj do ogródeczka po 8 dniach pracy prawie bez przerwy, dzisiaj też znowu praca  - koniec roku akademickiego to zawsze orka, ale przecież wkrótce wakacje :-) W ogródeczku bałagan nieziemski, jakiś orkan chyba tu przeszedł. Część pnączy winogron na ziemi, trawnik zasłany jabłkami, pełno suchych liści i połamanych gałęzi.

Sprzątałam 4 godziny, a potem w domu zasnęłam przed telewizorem oglądając mój ulubiony serial Midsomer murders :-( Znaczy się starość. A serial ma długą angielską tradycję i oglądam go głównie dla krajobrazów angielskiej prowincji, świetnych aktorów dystansu do zbrodni.

A jabłka w hortensjach? No takie widoki


Konary jabłonki sięgają ziemi pod ciężarem owoców


A tu wyścig lilii - która wyższa ;-))))



Kalina naprawdę koralowa. Zero mszyc!


Gnam do pracy. Miłego dnia odwiedzającym :-)

czwartek, 21 czerwca 2018

Wisienki ;-)


Moja wiśnia to rachityczne i bardzo stare drzewko, jak wszystkie na Młocinach odziedziczone po poprzedniku. Zwykle owocuje kilkunastoma owocami, więcej tego dla ptaków, niż dla zbierania. Ten rok - jak wiadomo -  jest absolutnie wyjątkowy pod względem zjawisk natury i chociaż susza szaleje i uszkodzi wiele zbiorów, owoców będzie w bród.

Zamiast garstki wiśnie mam prawie pełną dużą łubiankę. Do tego wiśnie pyszne, słodkie!


Ogródeczek odwiedzany 2 razy w tygodniu jakoś trwa, ale część roślin powoli zamiera. Dzisiaj wycięłam prawie wszystkie przetaczniki Christa. Zwykle to okaz w moim ogrodzie, bo rozmnożyłam je na liczne kępy i kwitną okazale tymi syrenimi ogonami. Może odrodzą się za rok. Do tego zaatakował je mączniak.

Budleje marniutkie, ale kwitną. Ta ma cudny kolor. 



Rugosy kwitną i zaraz przekwitają.


Ale są herosi tych trudnych warunków. Ten ciemny rozchodnik w pełnym słońcu trwa. Ja też ;-)


czwartek, 14 czerwca 2018

Pod gruszą i o urodzaju


Grusza ma niewiele lat mniej niż ja. 

Ogród - ROD założony przez Hutę Warszawa dla jej pracowników - powstał w latach 60-tych. Wtedy też pewnie pierwszy właściciel działki posadził liczne drzewa owocowe, w tym gruszę. Z tamtych drzew pozostały jedynie 2 jabłonki, 2 wiśnie, 1 brzoskwinia, 3 morwy no i ta grusza.

Zwykle ta grusza to raczej problem, choruje, sypie liśćmi, nie owocuje. Jest, bo lubię te jej stare, pochylone konary, daje cień, jest niezwykle malownicza pomimo wad, jakie ma. W tym roku jak wszystko inne i grusza jest nietypowa. Nie choruje, pełna zdrowych zielonych liści i pełna owoców!

Ten konar zawieszony na drzwiami domku to mój ulubiony kawałek tego ogrodu. Stąd przecież nazwa bloga o ogródeczku na Młocinach.



Tak więc owocuje wszystko i to w ilości, która zdumiewa. Na jabłonkach, na morwach. Dla mnie to piękny widok tych przygiętych do ziemi pod ciężarem owoców konarów. 


Morwa to stołówka ptactwa wszelakiego, bo kto by to zbierał! Drzewa mają teraz 5-6 metrów wysokości, są piękne. Ja objadam się tymi czarnymi jagódkami z dolnych gałęzi, górne zostawiam srokom, wróblom i wszelkim innym ptakom, których codziennie jest tu setki. Robią straszny hałas, a śmietnik pod morwami jest trudny do opisania ;-)

Do tego to czarna morwa, wszystko jest brudne, hosty poplamione, trawnik za to chyba lubi ten rodzaj nawozu, bo pomimo cienia tu, pod morwami jest wyjatkowo ładny jak na nasze obecne warunki pogodowe. 


  No właśnie. Warunki pogodowe :-( 

Kiedy dzisiaj po 5 dniach przerwy dotarłam na Młociny zobaczyłam dość marny widok. Tuż przy wejściu rośnie rodgersja kasztanowcolistna. Zamiast cudnych, wielkich, wyprostowanych liści zobaczyłam  płaski, ale jeszcze zielony naleśnik. 

Ruszyłam do ratowania - podlewanie, podpory i kiedy odjeżdżałam rodgersja wyglądała tak. Widać nadpalenie liści.


Niektóre liście jeszcze nadal nie odzyskały sprężystości



Nie wyobrażam sobie mojej drewnianej ścieżki bez rodgersji ;-)


Lałam wodę cały dzień, ale widać, że ogród słabnie. Z każdym kolejnym dniem bez deszczu będzie coraz gorzej. Póki co jeszcze to wszystko jakoś wygląda i do tego kwitnie.







I w sumie jest zielono




Wczoraj Borków. Nadal koszę sama. Jak skończyłam kolejny kawałek nie miałam siły zrobić zdjęć :-(
Nie nocowałam, bo wiadomo Młociny. Jutro znowu Borków i koszenie. 

OMG CZEKAM NA WAKACJE!