wtorek, 18 sierpnia 2015

Moje rośliny w pełnym słońcu

Chcę pokazać te rośliny u mnie, które dają radę w pełnym słońcu, nawet teraz, w tych saharyjskich warunkach. Nadal trwa upał i susza, a do tego dzisiejszy wiatr wcale nie pomaga, tylko wysusza wszystko jeszcze bardziej. Ogród ginie. Widziałam zdjęcia z rozmaitych ogrodów i to co mnie zachwyca to to, że nie wszyscy udają i pokazują zniszczenia. 

Bo nie ma takiej siły, moim zdaniem, by polskie ogrody mogły wyglądać dobrze po sierpniu 2105. Są miejsca i rośliny, które jakoś dają radę, ale ogólnie jest kiepsko.

Jak to wygląda u mnie już pokazywałam, dzisiaj tylko te rośliny, które dają radę właściwie bez podlewania. Oczywiście bez problemu żyją wszystkie berberysy, trzmieliny, w tym trzmielina oskrzydlona. To jest krzew śnieguliczki koralowej


Ma słońce właściwie przez cały dzień.


Obok rosną trawy - trzcinnik Karl Foerster i siwa kostrzewa




Jaśminowiec na patelni ;-)






 Liściasta kępa Trojesci bulwiastej


 Tu jest piekło, trawy Ice Dance kompletnie wypalone, a ona trwa!

Trawy w ogóle zachowują się różnie w tym upale. Np Miskant Cabaret, który rośnie we wściekłym słońcu wygląda ślicznie, ale już Zebrinus schnie od dołu.

O bylinach nie wspomnę. Te w słońcu wszystkie padły, te w cieniu jakoś marnie, ale idą. 

No nie jest to rok do cieszenia się ogrodem.



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Siwe siano

Siwe siano - to jest to, co zobaczyłam dzisiaj z daleka na mojej działce ;-) 

I to był mój trawnik.

Powinnam była skosić już w sobotę. Coś tam jednak pomimo suszy wyrosło, ale upał i kiepskie samopoczucie wygnało mnie do domu o wiele szybciej, niż planowałam. Wróciły problemy z widzeniem, więc uciekłam, nawet bez podlewania czegokolwiek. Wróciłam dopiero dzisiaj, po pracy i bardzo mnie widok ogrodu załamał. Nawet pęcherznice oklapnięte, część przypalona.

Na szczęście dzisiaj już normalny dzień pogodowo i od rana mam siły słonia, czyli forma wróciła :-) Cudnie, bo już miałam siebie dosyć! Taka ledwie żywa Krysia to nie jest to, co akceptuję ;-)

A więc do roboty - koszenie, bo jednak kosiarką najszybciej zebrałam to siwe siano, potem podlewanie na maxa do wieczora, sprzątanie, wycinanie, etc. Teraz już będzie z górki, bo palące słońce to już na szczęście wspomnienie.

Tak to wygląda teraz. Trawnik niestety w wielu miejscach bardzo żółty, ogólnie marnizna i o ile nie będzie sporo opadów, trudno oczekiwać zieloności w ogrodach. 





Winogrona dojrzewają, tylko niestety jak zwykle pojawia się mączniak na liściach.


 
Jabłkowe zbiory coraz bliżej



Jutro ciąg dalszy reanimacji Młocin, a w środę wobec powrotu ludzkiej pogody jadę do Borkowa. Jak zwykle doczekać się nie mogę, a moja wieś po nocach mi się śni...


czwartek, 13 sierpnia 2015

Zdjęciowy przegląd ogrodu

Posprzątane, podlane, a potem obfotografowane. Miłego oglądania :-)


















 

środa, 12 sierpnia 2015

Dwa zielone zdjęcia ;-)

Susza i upał ciężko nas doświadcza.

Z niezrozumiałych dla mnie powodów, takie wysokie temperatury znosi się zupełnie inaczej - łatwiej - w miejscach, gdzie jest to normalna pogoda, jak np. w Nigerii. Inna sprawa, że tam wszystko, od przyrody po architekturę, od stylu pracy do stylu życia jest dostosowane do warunków klimatycznych. U nas wokół coraz bardziej spalona ziemia, liście na drzewach schną, tylko ulice nie pustoszeją w środku dnia, tak jak być powinno przy tych temperaturach.

A ogródek na Młocinach wbrew wszystkiemu żyje i ma się dobrze. Powody są dwa - u mnie głównie drzewa i krzewy, sporo cienia, a do tego nadal intensywnie podlewam, chociaż mam coraz większe wątpliwości, czy nie czas przestać, przy zmniejszających się zasobach wody.

Inna sprawa, że to moje podlewanie to także wybawienie dla mnie, bo robię sobie prywatne wodne kurtyny, przez które przechodzę co i raz dla ochłody, a wodą ciurka sobie i zrasza wszystko wokół. Zużywam około pół metra sześciennego wody na dwa dni, co wcale nie jest chyba tak dużo.

A te tytułowe zielone zdjęcia, to te: 


Wilczomlecz martini 'Ascot Rainbow' po zaschnięciu kwiatów, tak zielono odrasta. Rośnie w głębokim cieniu po gęstą Iwą.


A tu jedna z wielu host, wszystkie w głębokim cieniu, tylko tu pod różą pomarszczoną, trochę słońce dociera, to i brzegi listków lekko nadpalone.

Te zielone zdjęcia to tak na przekór naturze ;-) Trzeba się jakoś motywować!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Dajemy radę ;-)

I ja, i ogródeczek!

Wprawdzie wczoraj nawet zdjęć nie robiłam, bo po przerwie na Borków od środy, w sobotę aż miałam ochotę płakać z żalu. Od wejścia powitały mnie smętne kikuty Rodgersji. Uschła kompletnie. A jeszcze parę dni temu była taka okazała. Ale wiadomo, to roślina wymagająca wilgoci i cienia. Cień wprawdzie ma, ale powietrze za gorące. Wycięłam wszystkie suche liście i pewnie jeszcze trochę odrośnie, ale to już nie będzie tak jak było. Nic to. Za rok będzie jeszcze większa.

Dzisiaj natomiast, po wczorajszym bardzo intensywnym podlewaniu, zraszaniu i znowu podlewaniu ogródeczek odżył i wcale nie tak bardzo widać te afrykańskie spiekoty.

Te floksy są jakieś niezniszczalne.


Ognik szkarłatny nad nimi


Budleje też w tym roku wielkie i odporne


Rudbekie, wiadomo, to byliny chyba najodporniejsze na każde warunki


I pomimo niemal pełnego słońca moja pnąca powtarza kwitnienie. Wiele razy już pisałam, że miała to być Flammentanz, ale nie jest bo ta jak wiadomo kwitnienia nie powtarza. Zatem nie wiem co mam. Liście jej trochę pożółkły, ale pąków nadal sporo. 


Rozchodnik pod różą


Cieniste zakątki bez problemu



Wycięte czosnki i coraz większy bluszcz pod okienkiem ;-)


Oczywiście nie robiłam niemal nic. Poza zebraniem jabłek i liści, podlewaniem, głównie leżakowałam, a nawet spałam na matach na trawniku. Nie wiem kiedy ostatni raz spałam tak na łonie natury, ale dzisiaj to było cudne - parasol liściastych konarów morwy nade mną, a wokół zieleń i lekki wietrzyk. Po kilkunastu minutach byłam jak nowa.

Nie ma się co łudzić - to co się dzieje z pogodą obecnie wymaga radykalnej zmiany zachowania. Kto tylko może powinien ograniczyć aktywność i zachowywać się tak, jakby to nie była Polska, a np. Nigeria. Spowolnienie to podstawa.

Ja w ramach zmian nie wybieram się do Borkowa do czasu, aż temperatura wróci do polskiej normy.
 



środa, 5 sierpnia 2015

Zalana słońcem

Dzisiaj to już rzeczywiście bramy piekieł otwarte, jak zapowiadali w prognozach. Młociny w słońcu, ale nie spalone. W niedzielę lałam wodę przez parę godzin, jeszcze w miarę chłodne noce i jednak ogród w lepszej kondycji niż był podczas lipcowych spiekot.

A że w planach miałam cięcie desek przywiezionych z Borkowa, tylko zebrałam opadłe jabłka i liście i wzięłam się za stolarkę ;-) Robię stół do Borkowa. Taki mniej więcej jak moje ławki w Borkowie, czyli maksymalna prostota topornych desek. Elementy gotowe, jutro jadę do Borkowa na parę dni, to i stół stanie przy ognisku i ławeczkach. 

Teraz tylko parę zdjęć z zalanej słońcem działki na Młocinach.





I parę miejsc bardziej cienistych.




 
 Kosodrzewina ma się wspaniale po przesadzeniu.

Młociny obecnie nie wymagają wiele pracy, to nie to co Borków, gdzie koszenie i strzyżenie traw pewnie zajmie mi jeszcze wiele dni. Toteż jadę jutro, także dlatego, że są sąsiedzi i zapowiada się nie tylko pracowity, ale też i bardzo rozrywkowy czas.

Wrócę, jak będę miała dość. Najpóźniej w niedzielę rano.

Czarne chmury nad stolicą w tej chwili. Wygląda to groźnie.