piątek, 23 października 2015

Ogniste Berberysy

Dla odmiany cudny dzień !
Sporo słońca, dość ciepło, tylko wichura rozsiewa liście bez końca. Mam 3 jabłonki, wielką gruszę, 3 morwy i sporo drzew w okolicy. W efekcie masa liściasta jest u mnie przeogromna. Grabię to co roku cierpliwie, bo lubię te moje drzewa, nawet niesłychanie brudzącą morwę. W tym roku mróz odebrał mi urodę przebarwiającej się morwy. Ściął wszystkie liście w jedną noc.

Poza grabieniem oczyściłam dzisiaj Hortensję pnącą z resztek liści. Lubię jej bezlistną wersję, te powyginane pędy z pięknymi pąkami. 


Ma też kolorowe otoczenie, bo tu są te moje ogniste berberysy.






Zebrinus żółknie powoli, już nie zakwitnie, a bardzo chciałam zobaczyć te jego kwiaty.


Cabaret też zmienia kolor.


Trzcinnik wyjątkowo ładny w tym roku.


A Rokitnik w wersji, która lubię najbardziej.


Razem ze Śnieguliczką koralową to mój ulubiony duet.


Posprzątane. Tyle że mam świadomość, że to do czasu. Jak przyjadę w poniedziałek wszędzie będzie znowu tyle samo liści, albo więcej. I tak jeszcze przez miesiąc, aż wszystkie opadną.

Takie uroki drzew liściastych w ogrodzie, ale trudno, bo przez większość roku cieszą urodą, dają cień no i owoce ;-)

Teraz czekam aż Hortensja dębolistna się przebarwi, bo w tym roku wyjątkowo długo jest nadal zielona. A Trzmielina oskrzydlona już goła. Cieszyła czerwienią przez niemal miesiąc, teraz tylko czerwony dywan u jej stóp pozostał.
 

środa, 21 października 2015

Co za pogoda :-(

No wcale nie ogrodowa pogoda, ale co robić, jak ciągnie na działkę, sprzątać kolejne zwały liści, być tam, nacieszyć się, tym co jeszcze jako tako z ogrodu zostało.

Udało mi się utrafić w kilka godzin bez deszczu, ale ponurość aury i bardzo jesienny ogród tylko pogłębił moje wczorajsze smutne wizje życia. Bywa i tak, tyle że ja i tak się cieszę ;-) Bo mam ten ogród, bo lubię nawet grabienie liści... a poza tym i tak jest jeszcze trochę życia i koloru na Młocinach.










Zgrabiłam liście z trawnika, na rabatach zostawiam. Posadziłam ostatnie cebule. Zimno i deszcz wygnały mnie do domu.

I tyle. Borków? No właśnie. Pewnie dopiero po świętach, bo wyjazd na drogi w okolicach 1 listopada, to niepotrzebne ryzyko, a i atmosfera przecież nie ku ogrodowym zmaganiom.

Poza tym, tam już niewiele zdziałam w tym roku. Żal, ale taka w tym roku aura i zbyt wczesne zakończenie ogrodowego sezonu.

 

piątek, 16 października 2015

Liście, liście liście...

Co robi ogrodnik w październiku?
Grabi liście oczywiście ;-) Kolejne 3 wory wywiezione i 5 godzin czyszczenia ogrodu, ale kiedy odjeżdżałam ogródek był śliczniutki. Szczególnie jestem zadowolona z mojej dławiszowej ściany - dławisz łysy, ale rabatka pod nim coraz piękniej porasta bluszczem, głogownik teraz widoczny, a i bluszczowa ściana coraz szersza.







Ta mieszanka bluszczu i dławisza to trochę przypadek, ale teraz podoba mi się ta zmiana dekoracji na jesieni. Kiedy dławisz traci liście, pojawia się bluszczowa ściana. Do tego bluszcz powoli wypełni rabaty wzdłuż ogrodzenia, gdzie rośnie dławisz, bo tam nawet trawy z trudem rosną. Korzenie dławisza wypełniają ziemie skutecznie. tylko bluszcz nic sobie z tego nie robi.


 Moja ukochana kolorowa rabatka :-)



 Widoczki też ulubione, nic tu nowego, ale po prostu jest.




Ledwie żyję, a jutro do pracy. Dam radę, tylko pewnie będę obolała od wielogodzinnego grabienia. 

Do poniedziałku ogródeczku :-)
 

poniedziałek, 12 października 2015

Mróz zostawił ślady

Niestety.

To co zastałam dzisiaj na Młocinach jednak było trochę nieoczekiwane. W czwartek, w promieniach słońca walczyłam ze śliwą, ogródek niemal letni, a dzisiaj późna jesień. Takie oto widoki mnie powitały :-(

Kompletnie suche liście winogron
 



Łyse morwy i liściasty dywan na trawniku



Dławisz prawie bezlistny


Martwe dziwaczki, a jeszcze długo mogły kwitnąć.


Na szczęście parę zakątków ogrodu nadal cieszy kolorem.







 
Wywiozłam 4 wory liści, zmarzłam, na koniec zmokłam. Wprawdzie deszcz to akurat był jak zbawienie, bo pokruszone liście winogron przestały fruwać wszędzie, łatwiej było to śmietnisko uporządkować, a ziemi deszcz potrzebny od zaraz.

Ależ smutno! Chociaż wierzę, że piękna jesień jeszcze wróci.


czwartek, 8 października 2015

Krysia drwal ;-))))

Dzisiaj korzystając z pięknej pogody a i z ostatniego w tym sezonie kontenera na odpady z naszego ogrodu postanowiłam rozstać się z ostatnią śliwą, jaka jeszcze została z dawnych lat. Dwie pierwsze z powodu ciągłych chorób, braku owocowania oraz stopniowego usychania zostały ścięte i jedynie ich martwe pnie służą jako podpora - jeden dla Hortensji pnącej, drugi dla Clematisa Paul Farges.

Trzecia z rzędu, o którą walczyłam prze 4 lata też niestety musiała podzielić los dwóch poprzednich. Dzisiaj nie bez żalu, ale uruchomiłam piłę i pożegnałam kolejną śliwę. Jej dalsza wegetacja nie miała sensu, do tego choroby z niej przenosiły się na inne drzewa.

Oto co zostało. Na przekroju konarów widać wyraźnie chorobę całego pnia.


Ścięte konary usunięte na [placyk przed działką, tylko jeszcze liście zalegają


A tu konary czekają na dalszą obróbkę. Pocięcie na drewno opałowe, rozdrobnienie gałęzi, zebranie liści.



Po 2 godzinach zostało tylko drewno do zabrania do Borkowa.


No i trochę smutne widoczki z kikutem drzewa, ale też z cudną Trzmieliną oskrzydloną.




Kolory


Tłuste tuje ;-) czekają na jesienne 'wytrzepanie' z suchych gałązek.


Ogródeczek czysty, wygrabiony. Zostaje sobie do poniedziałku. Do zobaczenia wkrótce :-)