piątek, 31 sierpnia 2018

Ogród odnaleziony ;-)


Narzekałam ostatnio na stracone lato, na zaniedbanie ogródeczka na Młocinach z powodu upału, z powodu suszy, z powodu ogromu urodzaju jabłek.... Było mi bardzo smutno z tego powodu, bo nie lubię nie dawać rady. Ja nie z tych co się poddają, choćby nie wiem co się działo, a tego lata niestety żar niebieski i rozsądek nakazały odpuścić.

Dzisiaj wreszcie mogłam działać jak dawniej. Wiele godzin pracy i chociaż jeszcze nie 'bombonierka ;-), to jednak znowu to mój ogródeczek!

Kolorowo jesiennie



Irgi i rozchodnik biały


Sadziec purpurowy


Trzmielina oskrzydlona zaczyna swoje jesienne przebarwienie. Wkrótce będzie czerwonym krzewem.


Zastanawiam się, kiedy moje kaliny w Borkowie będą miały takie korale. Tu czekałam 5 lat, ale to głownie chyba z powodu ciągłych inwazji mszyc. Od dwóch lat kaliny wolne od mszyc, za to bogate w korale ;-) 


Berberysowo-pęcherznicowy mix.



Jeszcze lawina clematisa Paul Farges


i bardzo marniutkie hortensje 'Tardiva'. Dopiero drugi rok u mnie, do tego chyba susza je pogryzła.


Jestem znowu w zachwycie, może nie mam podstaw, ale ja to widzę po swojemu. 

Jak wszystko zresztą. 

To moje widzenie świata w ogóle i w szczególe , inaczej niż wszyscy, to moje lekarstwo na całe zło ;-) 

niedziela, 19 sierpnia 2018

Moja winnica ;-)


Winogron - podobnie jak jabłek- urodzaj wielki.



Gdyby nie komary wizyty na Młocinach byłyby przyjemnością, bo tam pracy niewiele. Zgrabić liście, zebrać jabłka, ściąć przekwitłe róże i tyle.

Róże rosną jak szalone i kwitną, pąków jeszcze mnóstwo. Susza i upał całkiem im nie przeszkadzają.



Rabatka pod różami też daje radę. Sporo tu cienia.




Tak, czy inaczej stracone lato jak dla mnie. Czekam końca upałów, może we wrześniu będzie można cieszyć się ogrodami bardziej niż teraz. 

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Z telefonu


Dzisiaj nie zabrałam aparatu, bo cztery dni temu mając aparat nie zrobiłam żadnego zdjęcia. W sumie nie ma co uwieczniać, ogród trwa przez to upalne lato, ale do zachwytu daleko. No i dzisiaj po tych ostatnich ulewach ogródeczek pokazał rogi ;-)  Śliczny się zrobił taki, floksy, hortensje, sadźce, rozchodniki, nawet białe jeżówki jako tako! 

A to niespodzianka. Pojechałam tylko posprzątać jabłka z trawnika i zgrabić liście. No to musiałam zrobić zdjęcia telefonem, a tego nie lubię. Nie wiem, czy widać różnicę, bo w sumie to ja robię marne zdjęcia - o jeżówki całkiem nieostre ;-) 






Poza tym nawet te słoneczne i wypalone wyspy też jakoś wyglądają



Wiosenne nabytki trzmielin wyjątkowo udane



Mój szalony wiciokrzew!



Marmolada!


Jabłka zebrane. Zgniłki do wyrzucenia. Nie jestem w stanie przekompostować tego na tych 185 mkw. W Warszawie nie ma punktu zbioru 'zielonek'. 

Zdrowe jabłka zebrane z trawnika rozdaję. Ile można mieć przetworów?

Jutro praca, w środę udaję, że mnie nie ma. Stolica zablokowana, moja droga wyjazdowa do Borkowa pełna będzie czołgów i wojska, a objazdami jeździć nie mam ochoty. Poza tym to jednak święto w wielu wymiarach, słupów wbijać nie będę.

Środa będzie filmowa, za to czwartek borkowy! 

piątek, 3 sierpnia 2018

Róże, komary i burze ;-)



I to w takiej właśnie kolejności.

Najpierw, jak tylko doszłam do mojej furteczki nr 84, zobaczyłam jak pięknie znowu kwitną moje pnące. Do tego rosną jak szalone, masa nowych pędów, niektóre ponad metrowe.




A tak wygląda mój 'płot'  ;-)
Przeplata się tutaj berberys z hortensją pnącą, wiciokrzewem zaostrzonym i clematisem Paul Farges. A w środku jeszcze krzew bzu.



Potem były stada komarów. Żarły mnie tak, że uciekłam do domu. A domu zza okna mogłam patrzeć na czarne niebo i słuchać odgłosów nawałnic.

Zdążyłam jednak poprzycinać winogrona, zebrać jabłka z trawnika, zrobić rozmaite małe porządki. 

Wreszcie chłodniej. Na Młociny wrócę w poniedziałek. Weekend WYJĄTKOWO nie w pracy! tylko w Borkowie.


poniedziałek, 30 lipca 2018

Owocowo


Rok 2018 pomimo pogody z piekła ;-) rodem odnotuje się jako rok klęski urodzaju owoców wszelkich. Na razie staram się sprostać bogactwu jabłkowej obfitości. Po każdej wizycie na Młocinach wracam z koszem pełnym jabłek zebranych z trawnika. Nie są to jabłka jakościowo doskonałe, ale w 80% nadają się na przetwory. Takie duszone jabłka z cynamonem zamknięte w słoiczku to skarb na zimę ;-)



Koszt niemal żaden, bo na kosz jabłek zużywam ok. 1/2 cukru, tylko pracy sporo, bo trzeba te owoce 'obrobić'. Ale jakoś nie mam sumienia wyrzucać zdrowych owoców.

Upał niemiłosierny, uciekłam znowu szybko do domu.

A ogród bez problemu. Afrykańskie upały mu nie szkodzą i zrobił się bardzo hostowy ;-)






Nie licząc winogron, bo tych też masa ;-)




Przede mną aktywny tydzień. Jutro wyjątkowo w pracy, środa wizyta w tartaku, czwartek zakup piły spalinowej, piątek dostawa drewna i w weekend rusza budowa. 

To są plany!


czwartek, 26 lipca 2018

Gołąb


Mimo woli jest dzisiaj moim bohaterem.

Zastałam go w rabatkach. 



Siedział, potem biegał wystraszony, starał się podfruwać, ale chyba coś stało się z jego skrzydłem. Nad nim latał drugi, jakby go chroniąc. Wycofałam się, starałam się pokazać im, że nie jestem zagrożeniem. Postawiłam blisko poidełka, ten chory zaraz podszedł i napił się wody. I tak sobie siedział, to tu, to tam, powoli coraz mniej reagował na moją obecność. 





Zauważyłam, że oba mają obrączki na łapkach. Niedaleko mnie mieszka hodowca gołębi pocztowych. Planowałam poprosić go o pomoc, jak się pojawi. 

Dzień mijał na pracach ogrodowych, a gołąb był mi dzisiaj towarzyszem. To nawet była dobra odmiana, bo niestety zmiany w moim prywatnym świecie nieco utrudniają mi radość z obcowania z naturą na dotychczasowym poziomie. Daję radę oczywiście, bo taka już jestem z natury, że łatwo się nie poddaję.

Czasem tylko trochę się boję, czy mamy limit tej odporności?

Gołąb był mi dzisiaj odpowiedzią. Kiedy zbierałam rzeczy do wyjazdu i otworzyłam ogrodową furtę, ten sobie po prostu poszedł, jakby wiedział, dokąd idzie. Ja też przecież wiem :-)


A ogród? Tło tych wydarzeń ;-)))

Skoszony, nawodniony, kochany.





Pa, pa :-) 

Od jutra Borków na kilka dni.