środa, 1 kwietnia 2015

A wszystko sobie rośnie...

Pogoda jaka jest taka jest, ale ogród wie swoje. Po 4 dniach nieobecności wreszcie pojechałam na Młociny. W zacinającym deszcze, z wichrem wyrywającym mi parasol, w przeszywającym zimnie zwiedziłam moje ogrodowe zakątki i korzystając z chwili słońca zrobiłam kilka zdjęć. Po czym szybko uciekłam do domu. Tak nieprzyjemna ta pogoda.

Jak zwykle widok z tego samego miejsca. Mokro, ale forsycja już się żółci



Narcyzy w pąkach



Tulipany w berberysie


Moja ulubiona rabatka z berberysem, azalią i pięciornikami


Wszystko na raz. Nadal pierwiosnki, idzie Rozchodnik, hiacynty, zielenieją pierwsze listki przetaczników


Czosnek Globemaster kupiony w sierpniu na wystawie Zieleń to życie. Póki co liście ma  ładne, ale jak zakwitnie brzydkie liście schowają się w przetacznikach i lawendzie.


Sasanki


Hiacynty



Kwitnąca Runianka, z jakiegoś powodu  żółta


I Clematis Polish Spirit coraz bardziej zielony


Jak widać rośliny nie bacząc na pogodę robią swoje. Pewnie gdyby było ciepło, byłaby eksplozja, a tak to wszystko sobie rośnie tak powoli, z rozsądkiem, ale i tak coraz bardziej zielono. Tylko nie ma jak się tym dość nacieszyć, bo zimno i paskudnie na dworze. Ale i te parę chwil to też wielka radość.

wtorek, 31 marca 2015

9 tysięcy odwiedzin

Dziękuję Wszystkim, którzy mnie odwiedzają, czytają lub oglądają. To miłe. Anonimowość odwiedzin mi absolutnie nie przeszkadza, wiem sama, że wpisywanie czegoś na siłę, rodzi niepotrzebny problem, mnie wystarcza fakt, że czasem ktoś tu zagląda, a licznik mi o tym powie...

Domaganie się na siłę akceptacji, adoracji, ciągłego potwierdzenia, że to co robimy ma sens, to raczej objaw problemu w naszym prywatnym życiu, a czasem - niestety - w naszej psychice. Satysfakcję musimy czerpać nie z poklasku ogółu, a z naszego własnego poczucia wartości i satysfakcji z tego co robimy.

Nie byłam od piątku w ogrodach, praca, inne sprawy, nie wiem co też tam się dzieje i nie ukrywam, że źle mi z tym bardzo, ale czasem tak jest i być musi. Pomyślałam zatem, że zestawię zdjęcia z ostatnich trzech lat, z tego - mniej więcej  - samego miejsca, jak to wyglądało w marcu, w kolejnych latach.

2012


2013


2014


I teraz


piątek, 27 marca 2015

Deszcz, burza, ulewa

Trzeba przyznać, że pogoda urozmaicona ostatnio. Niby to taka pora, ale gwałtowność zmian nie jest chyba typowa dla naszego klimatu. Trzeba się przyzwyczaić, a poza tym jest z czego się cieszyć. Ulewa była naprawdę intensywna, a że nadal było ciepło przyroda od razu odżyła. Wystarczy porównać dzisiejsze zdjęcia i te sprzed dwóch dni.










Jeszcze nadal pustawo, ale niemal w każdym miejscu wystają mniejsze lub większe zielone kły. Aż się sama dziwię, ile ja mam tych roślin.

A pogoda? Po południu niezwykle szybko zaczęło robić się bardzo zimno. Przez 15 minut, kiedy wracałam samochodem do domu, temperatura spadła z 16 do 12 stopni, zrobiło się szaro i smutno. A dzień zaczął się tak pięknie! Stare przysłowie mówi - nie chwal dnia przed zachodem słońca - i choć ma wiele znaczeń i dalszy ciąg, dzisiaj wyjątkowo pasuje po prostu do dnia.



środa, 25 marca 2015

Zima w niedzielę, lato w środę

W niedzielę rano skrobałam szyby w samochodzie, a dzisiaj żałowałam, że nie mam stroju plażowego. Zamiast pracować w ogrodzie wylegiwałam się w słońcu na leżaku i zupełnie nie miałam siły nic robić. Wiosenne przesilenie, albo te wariackie zmiany tak na mnie działają. Nie narzekam, bo takie słoneczne lenistwo też czasem jest fajne.

Jedyne co naprawdę przeszkadza to susza. Ziemia szara i sucha jak piasek. Jutro ma zacząć się pora deszczowa ;-) , czyli deszcz przez niemal 2 tygodnie. Niech pada, natura tego potrzebuje najbardziej w tej w chwili. Zresztą wystarczy popatrzeć na te zdjęcia :-(






Ale chyba nie byłabym sobą, gdybym jednak trochę nie popracowała. Niezbyt to ciężka była praca, bo tylko wiosenne podcięcie winorośli. Główne cięcie wykonuję jesienią, teraz tylko pousuwałam to, co wyraźnie zbyt zagęszcza pędy, poskracałam niektóre łozy. Co ciekawe, zwykle o tej porze występowało zjawisko płaczu łozy, teraz nadal ani śladu. Do wiosny daleko ?

wtorek, 24 marca 2015

Zawciąg nadmorski

Po weekendowej przerwie i intensywnej pracy za wynagrodzeniem, dzisiaj praca fizyczna, w której wynagrodzeniem jest radość z natury i poczucie wolności. Dzisiaj Młociny, chociaż ciągnie do Borkowa ogromnie. Planowane roboty ziemne chciałabym zaczynać już zaraz, ale jest plan i trzeba się go trzymać. Borków po świętach!

Pojechałam właściwie tylko sprawdzić, czy weekendowe mrozy nocne szkód nie poczyniły, ale żadnych oznak mrozu nie znalazłam. Za to przyjrzałam się mojemu Zawciągowi i doszłam do wniosku, że jednak kępa jest za duża i bardziej podsycha, niż rośnie. 

Tak wyglądała parę dni temu



Wykopałam, podzieliłam, posadziłam na nowo. 

Tu małe kępki po podziale, już oczyszczone, z przyciętymi korzeniami, gotowe do sadzenia.


Tu jeszcze przed oczyszczeniem i widać ile tego suchego nazbierało się w zbyt dużej i zwartej kępie.


A tu już po posadzeniu. Z jednej zwartej i suchej, mam teraz 5 mniejszych, ale za to rozluźnionych, oczyszczonych i wiem jak szybko teraz będą śliczne zielone poduchy. Zaczynam być fanatyczką dzielenia bylin i traw, ale - moim zdaniem - to wspaniały zabieg i dla roślin, i dla ogrodu.



A to były początki Zawciąga. Tu w kwietniu 2012 roku.



A potem w 2104 w maju



Forsycja mówi, że do wiosny jednak jeszcze troszkę


Za to kolejna odmiana krokusów cieszy oczy fioletem




Dla urozmaicenia - wyczyny działkowego sąsiada. Właśnie zaczął budowę góralskiej chaty na Młocinach! Tylko dlaczego od dachu?
To w ogóle gość paskudny i żaden ogrodnik. No ale sąsiadów się nie wybiera, szkoda tylko, bo wyjątkowo antypatyczna osobowość.
Na działce niemal nic nie rośnie, tylko stoi przyczepa campingowa. No to chyba góralska chata będzie lepsza ;-))) 


Wracając do roslin, bo to znacznie bardziej przyjemny temat, Wilczomlecz złocisty idzie brawurowo i niebawem jego żółte kwiaty powinny już być.



Złocisty, to z tych wilczomleczy, co jako pierwsze kwitną na wiosnę. Na zimę znikają niemal całkowicie, ale już w kwietniu aż żółto od nich.

A wokół tyle życia w pąkach, teraz te ciepłe dni przyśpieszą wegetację, tylko deszcz potrzebny od zaraz. Susza straszliwa. Dzisiaj podlewałam co mogłam, ale nie mam jeszcze odkręconej wody, więc nie tyle, ile bym chciała, czy rośliny potrzebują. 

Czekam na deszcz!

piątek, 20 marca 2015

Wieczny ogrodnik

Czasem, kolejnego wolnego dnia próbuję nie pojechać do któregoś z tych moich ogrodów. Nawet rozważam jakiś wyjazd, ale tylko próbuję i tylko rozważam, bo jak przychodzi do decyzji to i tak wybieram ogrody. Dzisiaj też pomimo rozmaitych planów i tak ostatecznie pojechałam na Młociny. Nic nie sprawia mi teraz takiej przyjemności, jak pobyt wśród roślin, ciężka, fizyczna praca w słońcu, kontakt z naturą, obserwowanie jak przyroda budzi się do życia.

Najpierw kolejne energiczne grabienie trawnika. Wiadro sianka wydrapane pomimo tego, że to już kolejne w tym roku takie intensywne czyszczenie. Potem uporządkowałam pnącza Dławisza, wyszorowałam stół i podesty i już mogłam z herbatą w ręku cieszyć się słońcem i śpiewem ptaków.

Na koniec kilka zdjęć tradycyjnie.

Bergenie po zimie


Pąki na pigwie


Zawciąg nadmorski budzi się do życia


Juki i Rozchodnik kamczacki



Krokusy zaczynają przekwitać


Za to Trzcinnik rośnie szybko



I Runianka japońska


To wszystkie dzisiejsze kolorowe akcenty, ale z każdym dniem będzie ich coraz więcej.

środa, 18 marca 2015

Słonecznie

Tylko wiatr zimny, noce lodowate więc i postęp w zmianach ogrodowych niewielki.
Nadal porządkowanie rabat, kolejne dzielenie traw, tym razem miskantów, a potem poszukiwania ładnych miejsc w ogrodzie, bo jednak nadal pustawo.

Wilczomlecze


 Azalie japońskie


Głogownik


Ogniki


Reszta w pąkach czeka na ciepło.