piątek, 14 listopada 2014

Listopadowy dzień w ... ogrodzie

Wygląda na to, że nadal są wspaniałe warunki do pracy w ogrodzie, a i ogrody wcale nie takie puste i smutne. Wprawdzie szarość dzisiaj dominuje, ale jest względnie ciepło, lekko wilgotno i rośliny, te nowo posadzone bylinki puszczają zielone listki. W dodatku znikąd nie ma wieści by zima nadchodziła. Oby tak zostało do wiosny.

Prace ogrodowe to jednak nadal niemal wyłącznie sprzątanie. W środę idealnie wysprzątany ogród, a dzisiaj znowu taki widok


Liście wszędzie, te co opadły, te co je wiatr nawiał, tak czy inaczej znowu bałagan i znowu sprzątanie. Niestety mam taki nawyk, zbieram wszystkie liście, z trawnika, z rabat, lubię widzieć ład i porządek ;-)

Niby nie ma ich tak dużo, ale wygrabienie i wyzbieranie tego śmietnika zajmuje parę godzin. Potem jest czas na pobieganie z nowym aparatem i eksperymentowanie. A że możliwości aparat ma sporo, toteż korzystam z moich ogrodowych cierpliwych modeli i uwieczniam w rozmaitych konfiguracjach - programowych ;-)

A oto dzisiejsze obserwacje ogrodowe.

Trawy jednak rządzą jesienią. Mam ich trochę, ale dużo, dużo za mało i wiem, że poza rozmnażaniem tych, które mam, kilka odmian muszę podosadzać. Jest taki cudny ogród, w którym trawy są esencją jego urody, a dzięki jego właścicielce, wyjątkowej kobiecie o duszy anioła, ogród jest jedyny w swoim rodzaju, prawdziwy.

To moja ukochana turzyca Ice Dance. Na wiosnę czeka ja poważnie dzielenie.
 

I nie mniej ukochany Miskant Gnome. Co za kolory. Teraz czerwienieje, ale niestety nie udało mi się jeszcze uchwycić moim nowym aparatem.



Hortensja Dębolistna nie wymaga komentarza




Moja rozplenica już niemal sucha, ale nadal z kotkami.


A to nie zimująca u nas Turzyca Sparkler. Mam zamiar zostawić ją w gruncie, licząc na ciepła zimę.


Trzcinnik Karl Foerster pięknie żółknie. Zaznaczę, że był cięty w połowie lata.



A tu Miłka i kolejna Turzyca. Tutaj Silver Sceptre
 

Runianka japońska powolutku, ale rośnie, a Miskant Cabaret posadzony w sierpniu pokaże co potrafi dopiero za rok.


Nacieszywszy się ogrodem wracam do domu świętować dzień seniora ;-)

Niezły tydzień, wczoraj powrót syna z Azji i spotkanie po dwóch miesiącach, dzisiaj czas na kolejne celebracje. Życie jest źródłem stałej radości, jeśli tylko było nam dane umieć to widzieć. 

A to dar wcale nie taki rzadki :-)



wtorek, 11 listopada 2014

Kolory listopada 2014

Listopada tak kolorowego jeszcze chyba nie było, albo ja już nie pamiętam. Do tego dzisiaj zdjęcia nowym aparatem. 











Jeszcze popracuję nad moja wiedzą jak wykorzystać nowy sprzęt, ale jak na razie źle nie jest, chyba ;-)


środa, 5 listopada 2014

Listopad? Chyba wrzesień!

Pogoda dzisiaj prowokowała do nietypowych prac ogrodowych. 

Nietypowych wg kalendarza, ale skoro nigdy nie byłam niewolnicą niczego, to i teraz nie zamierzam podporządkować się dacie w kalendarzu, skoro aura mówi co innego.

A nietypowe prace ogrodowe to dzielenie i przesadzanie roślin. Zwykle listopad to nie jest miesiąc, kiedy takie działania w ogóle można brać pod uwagę, ale  skoro klimat mamy jaki mamy, wzięłam się za robotę i zrobienie czegoś, czego jakoś wcześniej nie miałam czasu zrobić.

Od dawna wiedziałam, że muszę podzielić Nachyłka i Krwawniki. Jak każda bardzo silnie rozrastająca się bylina wymagają - co jakiś czas - interwencji ogrodniczej ręki. 

Nachyłek wielkokwiatowy pozostawiony sam sobie zmarnieje. Musi być co 2-3 lat wykopany, podzielony, posadzony w małych kępkach i wtedy będzie jak nowy. Kiedy pierwszy raz - znalazłszy go na budowie Mostu Północnego - wykopałam Nachyłka i posadziłam na mojej niemal pustej działce, to był rok 2011. Wtedy to ja nawet nie wiedziałam co posadziłam. A był to chyba październik. Jakże mnie ucieszyło kiedy w następnym roku pojawiła się cudna kępa liści, a wkrótce potem bez końca kwitnące żółte kwiaty.

To jest zdjęcie z czerwca 2012


Kolejny miesiąc i kępa coraz większa


W moim wtedy jeszcze bardzo pustym ogródku ta kępa Nachyłka, mojej znajdy, to była cudna sprawa. Już wiedziałam co to za roślina, tylko jakoś nie wierzyłam, że bez przesadzania i dzielenia nie będzie taka cudna zawsze.

 W sierpniu 2012 nadal był cudny


Wycinałam regularnie przekwitłe kwiatostany, a Nachyłek trwał i trwał i kwitł...

W następnym roku - 2013 - może nie od razy zauważyłam, że kwiatów było mniej bo kępa liściowa nadal była okazała i zdrowa, a we wrześniu nadal był taki widok


Niestety w roku 2014 poza wytworzeniem marnej kępy liściowej nic więcej się nie pojawiło, żaden, nawet pojedynczy kwiatek.

Dzisiaj wykopałam kępę Nachyłka - kępę o średnicy około 40 centymetrów, podczas gdy w roku 2011 posadziłam kępkę o średnicy 5 centymetrów - i od razu zrozumiałam na czym polega problem. Nachyłek wprawdzie korzeni się płytko, ale wytwarza też dość głębokie zdrewniałe odrosty, które po pewnym czasie gniją. Kiedy wykopałam całą kępę zobaczyłam masę drobnych płytkich korzeni, ale też jeden przy drugim gnijące patyczki zajmujące mnóstwo miejsca pod rośliną. Nie wiem jak roślina może rosnąć mając taką blokadę pod sobą.

Podzieliłam kępę na chyba 15 części, połowa rośnie na nowo na Młocinach, reszta jedzie do Borkowa i od jutra tam będzie rosła. Teraz będę mogła porównywać zachowanie tej samej rośliny w dwóch różnych miejscach, w dwóch jakże różnych warunkach glebowych.

Do Borkowa jadą też irysy, podzielone krwawniki, sadzonki zawciąga, róży pomarszczonej i jaśminowca.

Listopad? Nie wierzę !

poniedziałek, 3 listopada 2014

Szmaragdy

Nie będę pisać o szlachetnych kamieniach, tylko o tujach. Rok temu dokładnie po pewnych zmaganiach z samą sobą zdecydowałam się posadzić tuje. Zmagania wynikały z tego, że tuje rosną w każdym ogrodzie, w większości to kluczowy, jeśli nie jedyny poza trawnikiem element obsadzeń i do tego powiedziałabym - dość pospolity.

Ale są też zalety tujowego szpaleru - pierwsze to ta żywa zieleń zimą, kiedy wokół szaro i pusto. Druga to ich szybki wzrost i naturalna przesłona od świata zewnętrznego. Pewnie że wolałabym szpaler cisów, ale cena i powolny wzrost spowodowały, że jednak zdecydowałam się na tuje. Wybrałam Szmaragdy ze względu na ich regularny kształt podczas wzrostu i dość właśnie spore roczne przyrosty.

Do tego w zakupach sporych drzewek pomagał mi syn, co biorąc pod uwagę jego wieczne przebywanie w podróży było świętem. A piszę o tym dzisiaj, bo wczoraj zrobiłam moim tujom zdjęcie równo w rok po posadzeniu i pomyślałam, że pokażę jak ten rok je zmienił. Takie zestawienia zdjęć roślin rok po roku to wspaniała sprawa. Ostatnio trafiłam na link do absolutnie niesamowitego ogrodu, pokazywanego na planie, na którym każda roślina jest dokumentowana rok po roku właśnie, przez sporo ponad 10 lat. Polecam oglądanie, bo jak ktoś nie ma ogrodniczej wyobraźni, to takie zobaczenie jak rosną drzewa i krzewy rozmaitych gatunków, to wielka pomoc w wyborze nasadzeń.

A oto moje tuje rok temu w listopadzie 2013


w kwietniu 2014. Martwiły mnie te rude wierzchołki i końcówki gałęzi


 Po pierwsze było cięcie


Po drugie specjalny nawóz do Szmaragdów i już w czerwcu wyglądały tak

 
A potem regularnie nawożone i podlewane obficie bezpośrednio pod korzenie i efekty są - niemal stykają się kudłatymi boczkami.To zdjęcie z wczoraj


Może przyrost na wysokość nie jest imponujący, ale wszerz na pewno. Zresztą tnąc im wierzchołki chciałam uzyskać taki właśnie efekt. 

Przed nimi - jeszcze malutkie - rosną kępki Kosmatki śnieżnej uzyskane z podziału jednej sporej bryły. Kosmatka - bylina, która wygląda jak trawa ozdobna - zawdzięcza swą nazwę kudłatym krawędziom listków i bieli kwiatów, którymi obsypuje się w maju

Tak wyglądała w połowie maja



Miała tu za mało miejsca powoli zdominowana przez Hortensję dębolistną, więc została wykopana i podzielona na małe sadzonki. Za rok mam nadzieję zobaczyć biały szpaler przed tujami.

niedziela, 2 listopada 2014

Paul Farges

Dzisiaj uznałam, że ten clematis zasługuje jednak na to, by go pokazać i co nieco o nim napisać. Nie jest to odmiana powszechnie doceniana, wymaga trochę cierpliwości, a i nie każdemu podobają się tego jego drobniuteńkie kwiaty, od których bierze druga nazwę - 'Letni śnieg'.

Dlaczego wymaga cierpliwości? Ano dlatego, że przez pierwsze dwa lata prawie go nie ma.

Posadzony w lipcu 2012


Niewiele urósł, wyglądał słabiutko i wcale nie robiłam sobie nadziei, że będzie lepiej. W następnym roku sporo go przycięłam i czekałam co będzie dalej.

Pod koniec maja, a więc niemal rok po posadzeniu wyglądał tak:


Jak widać niemal bez zmiany, a pozostawiony dla niego pień śliwy raczej zarośnięty clematisem nie był.


W końcu czerwca ledwie go widać zza Kordyliny


W rok po posadzeniu wprawdzie zakwitł, ale trudno tu mówić o jakimś śniegu. Parę kwiatków na jednym pędzie.


Koniec października, koniec sezonu a Paul Farges nie zachwycił. Co więcej podobne doświadczenia miały też moje znajome ogrodniczki, które posadziły tego clematisa w podobnym czasie.


I przyszedł rok 2014. 
Już w maju pień drzewa zaczął ginąć pod zielonym gąszczem clematisa.


Początek czerwca i nazwa 'Letni śnieg' zaczyna mieć pełne uzasadnienie.



A potem przybywało go każdego dnia. Ogrodzenie zniknęło pod masą zielonych liści.


 A dzisiaj w listopadowy dzień Paul Farges nadal cieszy i zielenią i kwiatami.



Podobno ogrodnictwo uczy cierpliwości. Mnie nauczyło na pewno. I nie tylko cierpliwości.

 

czwartek, 30 października 2014

Dławisz

Dławisz rośnie u mnie od 3 lat. Nie jest ulubieńcem ogrodników, podobnie jak Rokitnik, ale u mnie sporo takich nielubianych i uważanych za ekspansywne roślin. Ja sobie z nimi radzę, a że potrafią zdobić, cieszę się, że je mam.

Do tego w tym roku Dławisz zakwitł po raz pierwszy od posadzenia w 2011 roku jesienią. Wprawdzie - jak się później okazało - dostałam sadzonki jedynie Herkulesa, czyli męskie i Diany dosadziłam dopiero wiosną następnego roku. Jak wiadomo, podobnie jak Rokitnik Dławisz jest rozdzielnopłciowy i trzeba mieć sadzonki obu rodzajów by zakwitły. A czekałam na to kwitnienie, bo potem zimą dławisz jest niezwykle dekoracyjny, obsypany pomarańczowo-czerwonymi owocami. No i w tym roku wreszcie są.

Jeszcze nie jest ich bardzo dużo, ale jak już są, z roku na rok będzie ich coraz więcej.


Poza owocami, zimą zdobi także pogmatwany gąszcz jego pędów, i nawet bez liści dławisz też tworzy zasłonę na ogrodzeniu.


Tu przepleciony dodatkowo z bluszczem, dalej zieleni się Głogownik i spora grupa Ogników.


A tu mój coraz większy Jałowiec Phitzeriana Glauca, pięknie rośnie, absolutnie bezproblemowa roślina.


I jeszcze moje sadzonki. Oderwałam malutką kępkę Zawciągu nadmorskiego, podzieliłam na takie drobniuteńkie kawałeczki i wsadziłam do doniczki. Oto efekt po ok. 1,5 miesiąca 


7 sporych sadzoneczek, które już w następnym tygodniu zawiozę do Borkowa. Do zimy daleko, a że są już dobrze ukorzenione, nie ma obawy by się nie przyjęły. 

W sumie to jak dla mnie bardzo udany sezon rozmnażania roślin. Dotąd tego nie robiłam, bo wydawało mi się, że nie umiem, że nic mi z tego nie wyjdzie. A tu niespodzianka! Mam własne berberysy, pęcherznice, jaśminowce, rokitniki, róże pomarszczone. Małe to wszystko, ale cieszy, bo własne.