niedziela, 19 lipca 2015

I dla Młocin znalazłam czas ;-)

Pomimo ogromnego zmęczenia, które po wczorajszych zmaganiach w roli kosiarza w Borkowie wyszło ze mnie dzisiaj około południa, pojechałam jednak zobaczyć jak ma się mój ogródek pod gruszą. 

Dopiero po dotarciu na miejsce dotarło także do mnie, w jakiej jestem kondycji. Bolały mnie wszystkie mięśnie, z trudem robiłam cokolwiek, do tego nasiliły się dawno zapomniane zakłócenia w widzeniu. Po dużym wysiłku, przy poruszaniu gałkami ocznymi latają mi w polu widzenia takie rozmaite cienie. Z czasem to się zmniejsza, ale dla mnie to sygnał, że przesadziłam i czas zwolnić.

Toteż więcej czasu spędziłam dzisiaj pijąc moją ulubioną herbatę wiśniową, niż przy pracy. Pozbierałam opadłe jabłka, trochę zgrabiłam liści, a że padało także i tu rabaty mokre, niewiele więcej do roboty nie było. Ale cieszę się, że pojechałam, bo wreszcie zakwitły dwa z moich nie żółtych liliowców. Dotąd kwitły tylko żółte.






Kwitnie też budleja


Albo raczej rozkwita. Reszta kit jeszcze pozamykana, dobrze że będzie chłodniej. Jutro praca, wrócę tu we wtorek.


czwartek, 16 lipca 2015

Przygotowania do soboty

Jeszcze na Młocinach, ale sercem i duszą już w Borkowie! 

W sobotę kosimy na wsi, więc rozmaite przygotowania podejmowałam, obok zaplanowanych prac tutaj, na Młocinach. Takie lekkie rozdwojenie ogrodowych miłości ;-)

A zaplanowałam na dzisiaj wyrównanie zielonej dławiszowej ściany. Dławisz jak wiadomo jest rośliną o wielkiej żywotności i wymaga regularnego cięcia. Dwa razy do roku tnę dość mocno od góry i nie jest to ani trudne, ani jakoś specjalnie pracochłonne. Wszelkie zatem legendy o ekspansywności Dławisza okrągłolistnego osobiście polecam między inne bajki ogrodowe włożyć ;-)

A oto moja ściana dzisiaj



Niemal nie widać koszmarnych ekranów akustycznych, a od ścieżki rowerowej to już całkiem jestem odizolowana. Rośnie to 6 krzaczków obu płci, Herkules i Diana, dzięki czemu po niepozornym kwitnieniu są śliczne korale zimą, ozdoba i jagódki dla ptaków.

Ekspansywność dławisza jest nieco trudniejsza do opanowania od strony korzeni. Rabata wzdłuż ogrodzenia z dławiszem nie za bardzo nadaje się do uprawiania tu mało odpornych roślin. Nie dadzą rady. Ale daje radę i to doskonale bluszcz. Rośnie i w górę i po rabacie, wypełniając stopniowo przestrzeń po zabranych stąd roślinach, które nie dawały rady.


Jeszcze próbuję z trawami, ale chyba powoli je też stąd zabiorę. Za wyjątkiem niedźwiedziego futra. Ta trawa da radę wszędzie!


Ciemny zakątek pod morwami i głogami


Ogromna budleja zaraz zakwitnie


Ledwie żywy Clematis Polish Spirit - z powodu upałów ten polski duch z niego uleciał ;-)


I takie działkowe aranżacje. 



A do Borkowa pocięte drewno z dawno ściętych brzoskwiń na sobotnie ognisko po pracy. Zabrane grabie, nożyce, w samochodzie jeszcze pusty kanister na mieszankę do kosy, już się nie mogę doczekać...

wtorek, 14 lipca 2015

Mokro!

Wreszcie! Dzisiaj nie mogłam uwierzyć własnym oczom - rabaty głęboko nawilżone, wszystko zielenieje i odżywa, a wokół ogrodu wielkie kałuże. Musiały być mocne ulewy, a zaskoczona jestem tym, że parę dzielnic dalej, gdzie mieszkam, ani śladu deszczu. Oczywiście jestem w zachwycie nawet mimo tego, że znowu śmietnik na rabatach i trawniku. Dzisiaj jednak wystarczy grabić, a o podlewaniu chwilowo mogę zapomnieć :-)


Rodgersjowy zakątek



Rozchodnik oberżynowy

 
Śnieguliczka koralowa pod rokitnikiem


Zebrinus coraz bardziej pasiasty



Kabaret odżył i wypuszcza nowe kły



Przetaczniki kwitną



Winem obrasta mój domek


To moje ulubione miejsce do siedzenia, jeśli już czasem usiądę ;-)


A to wykonane przeze mnie dzisiaj szpikulce na ognisko. Do Borkowa oczywiście. Tam grill to abstrakcja, a przy ognisku kiełbaski najlepiej opiekać albo na patyku, albo na czymś bardziej pewnym i mam nadzieję, że te moje  się sprawdzą. Mogłam kupić gotowe, ale mam rozmaite konary z drzew, mam narzędzia, to zrobiłam własne.




niedziela, 12 lipca 2015

Grabię i podlewam 2 ;-)

Grabienie i podlewanie to teraz nieodzowna czynność niemal codziennie. A że nie było mnie na Młocinach od czwartku, po ostatnich wichurach było co sprzątać. Mnóstwo suchych liści, opadłe jabłka i sucha trawa. Wyczesałam dzisiaj z trawnika chyba ze dwa wiadra sianka, ale dzięki temu po dobrym podlaniu zraszaczem (parę metrów sześciennych wody dzisiaj poszło) te suche zółte połacie zaczęły się miejscami zielenić.

Ogólnie ogród w dużo lepszej formie, od kiedy upału saharyjskie należą do przeszłości. Wszystko się odradza, ziemia żyźniejsza. 

No to kilka zdjęć odradzającego się ogrodu





Uporządkowałam czosnki, tzn. przycięłam im suche liście i podwiązałam by nie kładły się pod ciężarem główek.


A potem 'polowałam' na trzmiela ;-)



Głogownik wśród liści dławisza. Często go pokazuję, bo bardzo go lubię.

Jabłek mnóstwo, tak że muszę podpierać konary jabłonek, by nie połamały się pod ciężarem owoców. Pięknie dojrzewają.


Wprawdzie sporo jabłek opada, ale i tak na drzewkach urodzaj.

Miły dzień i wielka odmiana po sobotnim maratonie w pracy. A od dzisiaj wolne weekendy do drugiej połowy sierpnia. Uczelnia na wakacjach ;-)





czwartek, 9 lipca 2015

Dębolistna kwitnie

To jest odmiana hortensji, poza pnącą, która w pełni odpowiada moim oczekiwaniom. Mnóstwo cudnej zieleni, a kwiaty białe i subtelne. Poza tym sam krzew trwa długo, a jesienią osiąga naprawdę piękne kolory.


Trochę dziur jest, ale obawiałam się w maju, że ślimaki zjedzą liście całkiem.


Czosnki zbielały od słońca i w tej wersji uważam je za bardzo ciekawe.


Pierwsza rudbekia, samosiejka. Inne jeszcze w pąkach.


A tu już deszcz pada. widać też dziurę na rabacie po mojej ukochanej azali i pięciorniku, które padły chyba od słońca.


Kolejny pięciornik też usycha, tylko berberysy mają się dobrze, toteż w planie dosadzenie tu kolejnych, tylko odpornych na słońce. Kórnik, ten z lewej nic sobie ze słońca nie robi, ale ma ochotę na jakąś odmianę Aurea, tylko te akurat słońca nie kochają. Muszę poszukać.


I znowu deszcz mnie wygnał do domu, ale nie tylko nie narzekam, tylko bardzo się cieszę. Wiadomo, jak potrzebny jest ten deszcz.

wtorek, 7 lipca 2015

Grabię i podlewam

Jesień czy co? Wiadomo upał. Mnóstwo suchych liści, wegetacja przyśpieszona, pogoda zabrała nam piękny czas dojrzałych ogrodów, teraz to już walka o przetrwanie. Szkoda, bo wiele roślin, szczególnie bylin w tym upale nie daje rady pomimo podlewania. Są, ale są marne i szybko mija ich uroda. Są jednak i takie, które pomimo suszy nadal cieszą urodą. Liliowce poza tym że żółkną im liście piękne są nad wyraz.


Aż się nie chce wierzyć, że one w tym skwarze są takie cudne.




Tu nieco gorzej, bo to nasłoneczniony kawałek. Trawa żółknie, jeżówka marna, złoty berberys lekko przypalony.


Trojeść też świetnie się spisuje


A ja, tak jak w tytule grabię opadłe liście i podlewam, chyba że robi to zraszacz ;-)


I już nie wiem, czy to lanie hektolitrów wody jest nadal ekologiczne, czy też może czas zacząć oszczędzać wodę?