środa, 12 sierpnia 2015

Dwa zielone zdjęcia ;-)

Susza i upał ciężko nas doświadcza.

Z niezrozumiałych dla mnie powodów, takie wysokie temperatury znosi się zupełnie inaczej - łatwiej - w miejscach, gdzie jest to normalna pogoda, jak np. w Nigerii. Inna sprawa, że tam wszystko, od przyrody po architekturę, od stylu pracy do stylu życia jest dostosowane do warunków klimatycznych. U nas wokół coraz bardziej spalona ziemia, liście na drzewach schną, tylko ulice nie pustoszeją w środku dnia, tak jak być powinno przy tych temperaturach.

A ogródek na Młocinach wbrew wszystkiemu żyje i ma się dobrze. Powody są dwa - u mnie głównie drzewa i krzewy, sporo cienia, a do tego nadal intensywnie podlewam, chociaż mam coraz większe wątpliwości, czy nie czas przestać, przy zmniejszających się zasobach wody.

Inna sprawa, że to moje podlewanie to także wybawienie dla mnie, bo robię sobie prywatne wodne kurtyny, przez które przechodzę co i raz dla ochłody, a wodą ciurka sobie i zrasza wszystko wokół. Zużywam około pół metra sześciennego wody na dwa dni, co wcale nie jest chyba tak dużo.

A te tytułowe zielone zdjęcia, to te: 


Wilczomlecz martini 'Ascot Rainbow' po zaschnięciu kwiatów, tak zielono odrasta. Rośnie w głębokim cieniu po gęstą Iwą.


A tu jedna z wielu host, wszystkie w głębokim cieniu, tylko tu pod różą pomarszczoną, trochę słońce dociera, to i brzegi listków lekko nadpalone.

Te zielone zdjęcia to tak na przekór naturze ;-) Trzeba się jakoś motywować!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Dajemy radę ;-)

I ja, i ogródeczek!

Wprawdzie wczoraj nawet zdjęć nie robiłam, bo po przerwie na Borków od środy, w sobotę aż miałam ochotę płakać z żalu. Od wejścia powitały mnie smętne kikuty Rodgersji. Uschła kompletnie. A jeszcze parę dni temu była taka okazała. Ale wiadomo, to roślina wymagająca wilgoci i cienia. Cień wprawdzie ma, ale powietrze za gorące. Wycięłam wszystkie suche liście i pewnie jeszcze trochę odrośnie, ale to już nie będzie tak jak było. Nic to. Za rok będzie jeszcze większa.

Dzisiaj natomiast, po wczorajszym bardzo intensywnym podlewaniu, zraszaniu i znowu podlewaniu ogródeczek odżył i wcale nie tak bardzo widać te afrykańskie spiekoty.

Te floksy są jakieś niezniszczalne.


Ognik szkarłatny nad nimi


Budleje też w tym roku wielkie i odporne


Rudbekie, wiadomo, to byliny chyba najodporniejsze na każde warunki


I pomimo niemal pełnego słońca moja pnąca powtarza kwitnienie. Wiele razy już pisałam, że miała to być Flammentanz, ale nie jest bo ta jak wiadomo kwitnienia nie powtarza. Zatem nie wiem co mam. Liście jej trochę pożółkły, ale pąków nadal sporo. 


Rozchodnik pod różą


Cieniste zakątki bez problemu



Wycięte czosnki i coraz większy bluszcz pod okienkiem ;-)


Oczywiście nie robiłam niemal nic. Poza zebraniem jabłek i liści, podlewaniem, głównie leżakowałam, a nawet spałam na matach na trawniku. Nie wiem kiedy ostatni raz spałam tak na łonie natury, ale dzisiaj to było cudne - parasol liściastych konarów morwy nade mną, a wokół zieleń i lekki wietrzyk. Po kilkunastu minutach byłam jak nowa.

Nie ma się co łudzić - to co się dzieje z pogodą obecnie wymaga radykalnej zmiany zachowania. Kto tylko może powinien ograniczyć aktywność i zachowywać się tak, jakby to nie była Polska, a np. Nigeria. Spowolnienie to podstawa.

Ja w ramach zmian nie wybieram się do Borkowa do czasu, aż temperatura wróci do polskiej normy.
 



środa, 5 sierpnia 2015

Zalana słońcem

Dzisiaj to już rzeczywiście bramy piekieł otwarte, jak zapowiadali w prognozach. Młociny w słońcu, ale nie spalone. W niedzielę lałam wodę przez parę godzin, jeszcze w miarę chłodne noce i jednak ogród w lepszej kondycji niż był podczas lipcowych spiekot.

A że w planach miałam cięcie desek przywiezionych z Borkowa, tylko zebrałam opadłe jabłka i liście i wzięłam się za stolarkę ;-) Robię stół do Borkowa. Taki mniej więcej jak moje ławki w Borkowie, czyli maksymalna prostota topornych desek. Elementy gotowe, jutro jadę do Borkowa na parę dni, to i stół stanie przy ognisku i ławeczkach. 

Teraz tylko parę zdjęć z zalanej słońcem działki na Młocinach.





I parę miejsc bardziej cienistych.




 
 Kosodrzewina ma się wspaniale po przesadzeniu.

Młociny obecnie nie wymagają wiele pracy, to nie to co Borków, gdzie koszenie i strzyżenie traw pewnie zajmie mi jeszcze wiele dni. Toteż jadę jutro, także dlatego, że są sąsiedzi i zapowiada się nie tylko pracowity, ale też i bardzo rozrywkowy czas.

Wrócę, jak będę miała dość. Najpóźniej w niedzielę rano.

Czarne chmury nad stolicą w tej chwili. Wygląda to groźnie.

 



 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Polskie lato

Zapowiadane upały to tylko straszenie ludzi. Owszem jest ciepło, ale to normalne polskie lato z temperatura około 30 stopni, a nie 50 jak było ostatnio. Do tego sporo chmurek, lekki chłodny wietrzyk, bardzo miły dzień.

Ja ten dzień, chociaż mieszkam w stolicy, gdzie od imprez, wydarzeń, uroczystości aż gęsto, spędziłam w zaciszach Młocin, głównie na leżaku ;-)


Wprawdzie kusiło mnie by zobaczyć nowe bulwary nadwiślańskie, ale jak sobie wyobraziłam tłumy, jakie tam będą, zrezygnowałam. Wybiorę się tam jutro po południu, po pracy. Sądzę, że będzie pustawo, a zniszczeń pewnie jeszcze nie będzie. Widziałam zdjęcia i aż się boję myśleć, co mogą tam zdziałać nasi stołeczni wandale.

A dzisiaj w ciszy i umiarkowanym słoneczku trochę się opalałam, trochę podlewałam, a czasem polowałam na motyle. Fotograficznie oczywiście.



 
Nie są te zdjęcia najlepsze, ale motyle się ruszają ;-))))) A budleje niemal przekwitły. Nie ścinam ich jednak jeszcze, bo właśnie motyli i innych fruwających na nich sporo.

Na floksach też, ale już nie polowałam.



I taneczny Cabaret


Cudna trawa. Muszę mieć jej więcej. Kupiłam ją w ubiegłym roku podczas imprezy Zieleń to Życie. Już dostałam zaproszenie, więc poczekam. W tym roku to 3-5 września, od czwartku do soboty. 

A wracałam do domu w gigantycznych korkach. Kolarze akurat blisko mnie maja wyznaczoną trasę, ulice zamknięte, pasy ruchu zablokowane, a u nas jazda na tzw. suwak, to nadal czysta abstrakcja. Zwykle powrót z działki do domu zajmuje mi 15 minut. Dzisiaj 50 minut.

Jutro u mnie relacja z bulwarów, a we wtorek Borków i koszenia ciąg dalszy!
 


czwartek, 30 lipca 2015

Pożegnanie z lipcem

Ostatni raz w lipcu na Młocinach. Dzień wietrzny, momentami wręcz jesienny. Jakoś smutno dzisiaj w ogrodach. Wprawdzie wszystko się zieleni, nawet liści opadłych mało, ale może to ten szelest gałęzi podczas porywów wiatru, może szare chmury co i raz zasłaniające słońce, może to po prostu taki mój jesienny dzień ;-)

A może znowu oczekiwanie na jutro, bo w planach wreszcie Borków. Po dwóch tygodniach przerwy.

Trzmielina oskrzydlona, Zebrinus i Sadziec




 
Rozchodnik Aubergine w rozkwicie


Wysiane dziwaczki długo wegetowały w upały, ale teraz chyba ostro ruszyły.



Budleje przekwitają


Trawnik coraz ładniejszy




Jabłka niemal gotowe

 
Może nie są to jabłka doskonałe w smaku, ale ich wygląd na drzewie po prostu mnie zachwyca.

Wiatr wygonił mnie do domu wcześniej, jakoś nie było nastroju do cieszenia się ogrodem.
 

środa, 29 lipca 2015

To było wczoraj ;-)

Dzisiaj na Młocinach nie byłam, bo długa lista spraw do załatwienia zatrzymała mnie w centrum, ale zdjęcia mam, bo zrobiłam je wczoraj, kiedy w przerwach między kolejnymi deszczami pracowałam wśród mojej zieleni. 

Kiedy jednak po powrocie do domu chciałam jak zwykle ściągnąć zdjęcia z aparatu  okazało się, że jest problem z portem HDMI w moim aparacie i łączności z komputerem nie ma. Ten port od początku był jakiś dziwny, łączenie kabla sprawiało stale trudności, chyba ostatecznie coś się zepsuło. Dzisiaj mam już czytnik kart, więc są i zdjęcia. Te z wczoraj ;-)

Przede wszystkim sprawdzałam jak się mają moje przesadzone krzewy, berberys i kosodrzewina. Wygląda na to, że jest dobrze.


 
 Liliowce nadal kwitną, ale jakoś skąpo, a i liści mają malutko.



Floksy i Budleje





 Jeżówki są, ale zdecydowanie marniejsze, niż rok temu


Moje nieśmiałe rozmnażanie Red Barona. Tu w ogóle rozmnażam ;-) Przetaczniki po podziale, jakieś kawałki jeżówek, dzwonków, może kiedyś będzie tego więcej.


Trzcinnik


Rozmnażana trzmielina


Przetaczniki w drugim roku



Trawa która pomimo tego, że nie zimuje, jednak przezimowała.


Skosiłam trawnik. Wreszcie po upałach jest co kosić. Trawnik powoli wraca do formy, jabłka się sypią, codziennie kosz spadów, a że coraz bardziej dojrzałe, żal wyrzucać. Wczoraj zrobiłam z nich jabłkowy mus. Wyszedł pyszny.

Jutro Młociny, piątek wreszcie Borków, ale że nikt z sąsiadów nie przyjeżdża chyba nie zdecyduję się na samotne nocowanie w głuszy ;-)
Ale kto wie.