Pojechałam dzisiaj po pracy na młocińskie metry działkowe, a tam szarość...
Z tej wiosennej żywotności sprzed kilku dni niewiele zostało. To znaczy nic nie zmarzło, tylko wszystko jakby bez życia, zszarzało.
Sądzę, że jednak mroźne noce i dni z zimnym wiatrem zrobiły swoje. Wegetacja zatrzymała się, przyczaiła, czeka na ciepło.
Żadnych nowych zdjęć, bo nie ma dość wdzięcznych obiektów. Z zazdrością patrze na te krokusowe łany u moich południowych i angielskich znajomych. Nam przyjdzie jeszcze sporo na to poczekać.
Ale... jak było rok temu? Ano nic nie było, jedynie w czasie moich rowerowych wędrówek fotografowałam
te ptaszyska ;-)
Co więcej, za radą znawczyni ornitologicznych prac zgłosiłam 'moje' Łyski do POLRINGU i po paru tygodniach dostałam odpowiedź o poprawnym zidentyfikowaniu tych ptaków.
Tyle jest piękna w naturze!


















































