wtorek, 7 lipca 2015

Grabię i podlewam

Jesień czy co? Wiadomo upał. Mnóstwo suchych liści, wegetacja przyśpieszona, pogoda zabrała nam piękny czas dojrzałych ogrodów, teraz to już walka o przetrwanie. Szkoda, bo wiele roślin, szczególnie bylin w tym upale nie daje rady pomimo podlewania. Są, ale są marne i szybko mija ich uroda. Są jednak i takie, które pomimo suszy nadal cieszą urodą. Liliowce poza tym że żółkną im liście piękne są nad wyraz.


Aż się nie chce wierzyć, że one w tym skwarze są takie cudne.




Tu nieco gorzej, bo to nasłoneczniony kawałek. Trawa żółknie, jeżówka marna, złoty berberys lekko przypalony.


Trojeść też świetnie się spisuje


A ja, tak jak w tytule grabię opadłe liście i podlewam, chyba że robi to zraszacz ;-)


I już nie wiem, czy to lanie hektolitrów wody jest nadal ekologiczne, czy też może czas zacząć oszczędzać wodę?


sobota, 4 lipca 2015

Przesadziłam

z tym spaleniem słońcem, co to ostatnio pisałam ;-)

Dzisiaj zaraz po pracy pognałam na działkę - oczywiście 50 km na godzinę - by podlać ogródeczek. Spodziewałam się niemal pogorzeliska (odpukać!), a tu mokra zieleń. Widać moje ostatnie lanie wody i coraz większy cień padający od morw zrobiły swoje. 

Tak mi się przynajmniej wydaje





Liliowce nowe i początki jeżówek




Trawki i czosnki w różnych etapach rozwoju





Tylko clematis jednak cierpi. Ma tu niestety słonce za długo. Po drugiej stronie pergoli jest znacznie lepiej.


Za to winogronom ta pogoda niezwykle odpowiada. Zapowiada się niezwykły urodzaj.


Dzisiaj wracałam do domu bardzo zadowolona. Oba ogrody pod kontrolą, może nie jest tak jakbym marzyła by było, ale przecież do czegoś trzeba dążyć, wyznaczać sobie nowe cele, gonić króliczka, bo tylko wtedy to wszystko ma sens.

W planach jednak kosa i koszenie traw z synem, który podjął się bycia Głównym Kosiarzem Borkowa!

czwartek, 2 lipca 2015

Spalona słońcem

Nie nadążam. Słońce niszczy, żadne podlewanie nie pomoże. Oczywiście w cienistych partiach ogrodu jest nieźle, ale tam gdzie operacja słoneczna jest bezpośrednia rośliny giną jak muchy albo marnieją tak, że szkoda patrzeć. Trawnik? Szkoda słów :-(

Trzy szybkie zdjęcia z komórki, bo nawet aparatu nie brałam. 




Kolory spłowiały. Żal mi ogrodu.

wtorek, 30 czerwca 2015

Po pracy na Młociny

Zmęczona kilkoma niezwykle intensywnymi dniami na uczelni, dzisiaj starałam się wyrwać tak, by jeszcze na Młociny był czas. A na Młocinach susza i dojrzałe wiśnie, które już ptaszki trzebić zaczęły. 

Dzisiejszy zbiór. Nie ma tego wiele, bo i wisienka malutka, ale za to wiśnie przepyszne.


Trojeść coraz okazalsza.


Moje ulubione ogrodowe widoki.




Jabłonki uginają się pod ciężarem owoców, które jak dotąd nie mają żadnych śladów chorób. Zobaczymy co będzie dalej.


Na koniec jeszcze intensywne podlewanie i czas wracać, bo jutro znowu praca. 
A Borków czeka :-(
Chyba w piątek powinno się udać.
 

piątek, 26 czerwca 2015

Bardzo dużo zdjęć ;-)

Po skoszeniu trawnika i intensywnym nawodnieniu ogrodu przy pomocy zraszacza, tak mi się ogród spodobał, że zrobiłam dzisiaj sporo zdjęć. Może to przesada, ale taki dzisiaj miałam radosny nastrój, a od jutra siedem dni w pracy, więc chociaż zdjęcia będą.







Gęsto i zielono ;-) 

Paprocie coraz bardziej okazałe, hosty olbrzymy.



Wietlica samicza




Służy im morwowy cień. Także Hortensje dębolistne lubią ten zakątek, pięknie rosną i zaczynają kwitnąć.


A tu hosta Big Daddy. Posadzona w kwietniu 2014 była tak mała, że nawet zdjęcia nie ma. A teraz cała Jej Niebieskość ;-)


Zebrinus dostaje pasków



Miskant Kabaret jeszcze niewielki, ale mam nadzieję, że się rozrośnie. Posadziłam go po zeszłorocznych targach Zieleń to życie, podobnie jak Zebrinus, w pierwszym roku był marniutki, teraz coraz ładniejszy. 


Trawnik i Polish Spirit powoli się regenerują



Suszki Szafirków z Imperatą w tle.


I na koniec mój ulubiony widok.



środa, 24 czerwca 2015

Na Młocinach

Miałam w planach na dzisiaj Borków, ale rano jakoś nie mogłam się zmobilizować i w efekcie spędziłam kilka uroczych godzin na Młocinach. Uroczych, bo dzień zrobił się piękny, a ja byłam sobie wśród moich roślin bez pośpiechu i morderczego zmęczenia, jak w Borkowie.

Do tego ogród nadal pełen zapachów - każde przejście ścieżka i poruszenie kwiatu Rodgersji to chmura niesamowitego aromatu. Owady też kochają ten kwiat.


Małe liliowce kwitną i kwitną. W ubiegłym roku było znacznie mniej kwiatów i jakoś szybko zmarniały im liście. 


Dzwonek kwitnie, ale to jest rabata w pełnym słońcu i jakoś w tym roku tutaj mam same porażki :-( Dzwonek ledwie zipie, zniknęły dwie kępy pięknej jeżówki, zniknęła ostróżka, nie ma Krokosmi.


Wiadomo, na pęcherznice i berberysy zawsze można liczyć ;-)


Lawendy coraz więcej, towarzyszy jej Tojeść kropkowana. Za każdym razem kiedy piszę o tej roślinie i tej drugiej z następnego zdjęcia pod drzwem, muszę się skupić i zastanowić - która to tojeść, a która to trojeść ;-)



Tu pod drzewem to oczywiście Trojeść bulwiasta o pięknej łacińskiej nazwie ASCLEPIAS TUBEROSA.


Czosnki coraz większe


Rudbekia też coraz większa, ale to już przekwitanie. Tyle że w tej postaci, lekko zasychająca może zdobić rabaty do późnej jesieni, a potem jako suszek nadaje się do suchego bukietu.



Nadal kwitnie wiesiołek, obok malutki szary przetacznik, w tle fantazyjne fontanny Miskanta Kabaret, w sumie nie jest tak źle, jak to widziałam w poniedziałek.


Rzecz w tym, że zawsze może być lepiej :-)