środa, 10 października 2018

Co za kolory!


Kompozycje barw są takie, że chyba nikt nie pozostaje obojętny na urodę dzisiejszej przyrody. Co za odcienie rudego, żółtego, różu, czerwieni, zieleni, brązów, no cudnie jest!

I do tego liście nadal na drzewach, grabienia niewiele, dzień letni, oj znowu chce się żyć :-)









Ostatnie gruszki, wreszcie owoce zebrane. Na drzewach ostatki dla ptaków, a te jedzą jabłka jak głupie ;-)


Susza. Podlewałam nawet dzisiaj, ale to bardziej by umyć ogród, zakurzony okropnie. Powycinałam to co już brzydkie, ale hosty nadal zielone. 
Wygląd trawnika, a raczej to co z niego zostało zapowiada wiosenną odnowę wpisaną w plan działań.
Nie posadziłam nawet jednej cebulki jeszcze, ale przy tej suszy zastanawiam się czy to ma sens.

Jutro ostatnie koszenie :-)
W Borkowie. Tu nie ma czego kosić.


piątek, 28 września 2018

Listopadowy wrzesień


Mam wiele powodów do smutku, a tu jeszcze taki smutny późno jesienny dzień był dzisiaj. Nawet zatęskniłam za upałem, za palącym słońcem, bo ten wicher, zimno i suche, żółte liście wokół przypomniały mi, że to już niestety koniec w tym roku z ogrodem. 

Pracy oczywiście jeszcze mnóstwo, ale to już tylko porządki. Kiedyś przecież sadziłam rośliny w listopadzie. Wszystkie moje berberysy są z listopada. Dlaczego chcę zamykać ogród we wrześniu? Nie wiem, może przyroda tak wygląda, może to mój stan ducha i umysłu.

Tak czy inaczej grabiłam, czyściłam i tyle. Jeszcze jakieś resztki zbiorów i kilka zdjęć w poszukiwaniu kolorów. 

No cóż, bywało lepiej, bywało cudnie, może jeszcze kiedyś...




piątek, 21 września 2018

Suchość i kolory.


Pierwsze wrażenie po 7 dniach :-(

Zasuszony ogród,  liściowy śmietnik, byliny do rozstania, teraz to już tylko sprzątać, sprzątać, sprzątać. 

No i nadal ta masa owoców, jabłka, gruszki, winogrona. Znowu skrzynki wszystkiego, grabienie przez parę godzin, wycinanie suchych liści ... niby takie nieciekawe, rutynowe działania, ale przecież coś tam oczy cieszy ;-)

Bo kolory jesieni nie mają sobie równych! Może brak im soczystości, ale są i są cudne.

Trzmielina oskrzydlona nie zawodzi.



Pęcherznice polecam na każde zło ;-) Nic im nie straszne. 


Tylko winobluszcz, ale te kolory i zębate liście


Berberysy zostawiam bez komentarza. Mam ich mnóstwo i powoli sadzę je też w Borkowie, ale tam im za mokro. Muszę coś wymyślić.





 Julep mint chorował, a teraz zieleń jak mięta.


Nawet hortensje jeszcze jakoś ciągną.


Już nawet nie podlewam, jesiennie, wkrótce będzie jak w listopadzie. Oby chociaż deszcz był.


   

czwartek, 13 września 2018

Owocowe bogactwo


I kolejny dzień pełen darów natury.


Tym razem bardziej hurtowo. Skrzynki z supermarketu, ale jabłka i gruszki z mojego Młocińskiego ogrodu. A na drzewach nadal bez zmian. Jeszcze sporo takich skrzynek zapełnię ;-)


piątek, 7 września 2018

Brzoskwinie w słoikach :-)


Zebrałam, przywiozłam, przetworzyłam!
Takie moje veni, vidi, vici, bo tegoroczne owocobranie wymaga zwycięstwa z samym sobą, by przemóc zmęczenie, przesyt, brak czasu i zakończyć z tymi owocami w słoikach.


Z brzoskwiniami o tyle łatwiej, że nie było ich aż tak dużo, a poza tym obróbka o wiele łatwiejsza, niż w przypadku jabłek. Po sparzeniu skórka schodzi sama i owoce gotowe do duszenia w syropie.

Winogrona to dopiero będzie wyzwanie! Te czekają by je zjeść. Reszta wisi i czeka, by je zebrać i co dalej?



I taki żart ;-) Pałka z szyszkami! Po czyszczeniu stawu zabrałam te brązowe ślicznotki do ozdoby tarasu i teraz mają towarzystwo szyszek, zamiast towarzystwa bażantów. Tych ostatnio w stawie bez liku. 

Chyba zacznę polować ;-) Oczywiście żartuję, ale nie wiem dlaczego mam ochotę nauczyć się posługiwać bronią palną. Niektóre egzemplarze broni są niezwykle ładne pod względem designu i wykonania.




Od razu zaznaczę dobitnie - zabicie zwierzęcia przeze mnie jest absolutnie niemożliwe. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można strzelić i zabić żywe stworzenie.


piątek, 31 sierpnia 2018

Ogród odnaleziony ;-)


Narzekałam ostatnio na stracone lato, na zaniedbanie ogródeczka na Młocinach z powodu upału, z powodu suszy, z powodu ogromu urodzaju jabłek.... Było mi bardzo smutno z tego powodu, bo nie lubię nie dawać rady. Ja nie z tych co się poddają, choćby nie wiem co się działo, a tego lata niestety żar niebieski i rozsądek nakazały odpuścić.

Dzisiaj wreszcie mogłam działać jak dawniej. Wiele godzin pracy i chociaż jeszcze nie 'bombonierka ;-), to jednak znowu to mój ogródeczek!

Kolorowo jesiennie



Irgi i rozchodnik biały


Sadziec purpurowy


Trzmielina oskrzydlona zaczyna swoje jesienne przebarwienie. Wkrótce będzie czerwonym krzewem.


Zastanawiam się, kiedy moje kaliny w Borkowie będą miały takie korale. Tu czekałam 5 lat, ale to głownie chyba z powodu ciągłych inwazji mszyc. Od dwóch lat kaliny wolne od mszyc, za to bogate w korale ;-) 


Berberysowo-pęcherznicowy mix.



Jeszcze lawina clematisa Paul Farges


i bardzo marniutkie hortensje 'Tardiva'. Dopiero drugi rok u mnie, do tego chyba susza je pogryzła.


Jestem znowu w zachwycie, może nie mam podstaw, ale ja to widzę po swojemu. 

Jak wszystko zresztą. 

To moje widzenie świata w ogóle i w szczególe , inaczej niż wszyscy, to moje lekarstwo na całe zło ;-) 

niedziela, 19 sierpnia 2018

Moja winnica ;-)


Winogron - podobnie jak jabłek- urodzaj wielki.



Gdyby nie komary wizyty na Młocinach byłyby przyjemnością, bo tam pracy niewiele. Zgrabić liście, zebrać jabłka, ściąć przekwitłe róże i tyle.

Róże rosną jak szalone i kwitną, pąków jeszcze mnóstwo. Susza i upał całkiem im nie przeszkadzają.



Rabatka pod różami też daje radę. Sporo tu cienia.




Tak, czy inaczej stracone lato jak dla mnie. Czekam końca upałów, może we wrześniu będzie można cieszyć się ogrodami bardziej niż teraz. 

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Z telefonu


Dzisiaj nie zabrałam aparatu, bo cztery dni temu mając aparat nie zrobiłam żadnego zdjęcia. W sumie nie ma co uwieczniać, ogród trwa przez to upalne lato, ale do zachwytu daleko. No i dzisiaj po tych ostatnich ulewach ogródeczek pokazał rogi ;-)  Śliczny się zrobił taki, floksy, hortensje, sadźce, rozchodniki, nawet białe jeżówki jako tako! 

A to niespodzianka. Pojechałam tylko posprzątać jabłka z trawnika i zgrabić liście. No to musiałam zrobić zdjęcia telefonem, a tego nie lubię. Nie wiem, czy widać różnicę, bo w sumie to ja robię marne zdjęcia - o jeżówki całkiem nieostre ;-) 






Poza tym nawet te słoneczne i wypalone wyspy też jakoś wyglądają



Wiosenne nabytki trzmielin wyjątkowo udane



Mój szalony wiciokrzew!



Marmolada!


Jabłka zebrane. Zgniłki do wyrzucenia. Nie jestem w stanie przekompostować tego na tych 185 mkw. W Warszawie nie ma punktu zbioru 'zielonek'. 

Zdrowe jabłka zebrane z trawnika rozdaję. Ile można mieć przetworów?

Jutro praca, w środę udaję, że mnie nie ma. Stolica zablokowana, moja droga wyjazdowa do Borkowa pełna będzie czołgów i wojska, a objazdami jeździć nie mam ochoty. Poza tym to jednak święto w wielu wymiarach, słupów wbijać nie będę.

Środa będzie filmowa, za to czwartek borkowy!