piątek, 16 maja 2014

Zielony busz

Zgodnie z planem dzisiaj dzień na warszawskiej działce. Miałam kosić trawę, bo bardzo na nią czas, ale niestety zbyt mokro. A zatem tylko powyrywałam trochę chwastów, podwiązałam gałęzie niektórych krzewów, bo pod ciężarem wody zbyt nisko nad ziemia wisiały, powyrywałam chwasty z trawnika, a potem to już tylko robiłam zdjęcia.
















 

poniedziałek, 12 maja 2014

Ogrodowa schizofrenia

Jeszcze nie zaczęłam prac w Borkowie, a już czuję jak trudno będzie jednak krążyć między obydwoma miejscami i to nie w sensie logistycznym, bo to dla mnie żaden problem. 

W końcu jestem mistrzem logistyki, co nie raz dowiodłam w mojej pracy zawodowej. Zawsze się śmiałam, że spokojnie panuję nad imprezą na 5 stadionów dowolnej wielkości. Nieskromnie napiszę, że mam taki wrodzony talent do organizacji każdego, nawet ogromnego wydarzenia, nie zawodzi mnie ani wyobraźnia, ani planowanie, ani tzw. prioretyzacja, czy ang. prioretizing, w dodatku robię to na prawdę na bieżąco, taki mam umysł. To jest wrodzone, albo nie i tego raczej nauczyć się nie można. Tzn. można, ale pod warunkiem pewnych predyspozycji osobowościowych.

No ale to była dygresja, a wracając do ogrodowej schizofrenii, to problem już widzę w moim zaangażowaniu w oba ogrody i zbalansowaniu  tego tak, by oba dało się utrzymać przez następne kilka lat. Bo kocham oba, choć w Borkowie ogrodu ani śladu jeszcze, i nie wyobrażam sobie by któregoś nie było.

Ale jednak ....

No nic, dzisiaj po pracy pognałam na Młociny nie zważając na gradzik, deszcze siekące, zimno i w sumie ... co za aura na ogrody!

No ale od piątku tam nie byłam, a przecież tyle mogło się wydarzyć! Nie wydarzyło się zbyt wiele, bo jednak zimno, ale kilka wartych odnotowania zmian rejestruję pomimo trudu robienia zdjęć ... pod parasolem.

Dzisiejsze widoki
Powoli, paskudny zielony ekran znika za zielonością Dławisza. I to jest wielka zaleta tego pnącza.


Azalia wielkokwiatowa w pąkach


Luzula kwitnie !


A wymarzła winorośl odbija i powoli obrasta domek Zawitki ;-), w którym sporo owadów osiedlonych!


Ostróżka w pąkach



Zawciąg nadmorski widoczny z daleka


A Borków?

Jutro konsultacje z ekipami pracowników, wizyta w tartaku, ustalenie szczegółów i powoli Borków już nigdy nie będzie taki sam. 

Oto zaczynam zmieniać to miejsce nieodwracalnie.

Jest moje własne, więc mam do tego prawo, ale bardzo bym nie chciała by to co zamierzam tam zrobić zaszkodziło naturze. Mam nadzieje na stworzenie miejsca, które tylko ją wzbogaci.

Ale to jest wielkie wyzwanie i mam tego świadomość.

piątek, 9 maja 2014

Trawki rosną

Burza i deszcz wisiały mi nad głową przez połowę dnia, ale jednak oba zjawiska atmosferyczne zachowały się uprzejmie i poczekały aż zakończę dzisiejsze ogrodowe prace i dotrę do domu.

Zanim posadziłam trawki musiałam uprzątnąć śmietnik jaki powstał pod i wokół gruszy. Myślę, że z gruszkami w tym roku raczej już się pożegnałam. Po ostatniej mroźnej nocy wszystkie kwiatowe szypułki znalazły się na ziemi. Trawnik zasypany, rabaty, rośliny wszystko zasypane. Niespecjalnie ładnie to wyglądało, więc wygrabiłam i zebrałam dwa wiaderka tych niedoszłych owoców. Szkoda, ale tak jak już pisałam ta grusza to bardziej trzon mojego ogrodu, jego ozdoba, źródło cienia, a nie owoców, które i tak zbyt dobre nie są.

Silver Sceptre rośnie razem z Miłką pod Trzmieliną oskrzydloną 


Na efekt sobie trochę poczekam, ale bazując na doświadczeniu z ubiegłego roku, spodziewam się sporego przyrostu turzycy. Miłka po podziale na razie słabiutko idzie, ale się zieleni.

Pozostałych nie fotografowałam, bo praktycznie nic nie widać.

Carex Buchananii  z dzisiaj

 
Hostowo-bodziszkowy kąt pod głogami


I Clematis, który miał być trzecim z odmiany Paul Farges, ale zakwitł na różowo i wiem, że to nie ta odmiana, tylko nie wiem jaka.


Dwa pozostałe kwitły już w ubiegłym roku, kwitły na biało, a te różowe kwiatki mam po raz pierwszy. Muszę poszukać jaka to odmiana, by wiedzieć czego się tutaj spodziewać.

Nowe trawy ozdobne

Zakochałam się w turzycach!
Do mojego małego ogrodu te niezbyt wielkie trawy, przeważnie wiecznie zielone - z wyjątkiem Buchananii, która jest zawsze ruda - są wymarzone. 

Mam tę rudą od roku, wygląda cudnie szczególnie gdy przez jej kępy prześwieca słońce. Specjalnie ja przesadziłam w takie miejsce, gdzie zachodzące słońce przenika przez jej rude włosy, ale jej nie grzeje zbyt mocno, bo za nią jest zielona ściana Dławisza.


Mam też inne, ale teraz ma być o nowych turzycach. Oto one

Silver Sceptre, Sparkler i Treasure Island. Na razie jak widać to maleństwa, ale tak się przecież zawsze zaczyna.



Szczególnie ciekawa jestem odmiany Sparkler - jak piszą w Ogrodach traw jest to oszałamiająco kolorowa, niezbyt wysoka replika egzotycznej palmy.




Swą urodę ma zawdzięczać zielono-białym liściom poukładanym w regularne okółki. Zobaczymy. No i czeka mnie wykopywanie na zimę, bo taka jest egzotyczna, że wymarza u nas.

Treasure Island ma szerokie liście i to w turzycach bardzo lubię.



Jadę sadzić moje trawy, tyle że zimno i pogoda mało ciekawa. Ale nie będę przecież trawek męczyć w doniczkach. Niech rosną.

czwartek, 8 maja 2014

Update

Niewiele się ostatnio w ogrodzie dzieje. Mróz nieco zatrzymał w biegu ten szalony wiosenny rozrost, nieco naszkodził, ale nie nieodwracalnie, a zieloność wokół po prostu jak zwykle cieszy oczy i wymaga stałej i uważnej pracy.

Nie ma ogrodu, który sam ślicznie rośnie. Nie ma takiej możliwości, by raz posadzić i zapomnieć. Nie ma takiej szansy, by mieć piękny ogród bez kogoś, kto codziennie wykona w nim te podstawowe prace, tu wyrwie chwasty, tu podetnie, tu podwiąże, tu przytnie, tu pogłaszcze, tu podleje.....

Ogród to żywy organizm i nie ma tak, że położymy agro i będzie pięknie. Jakiś czas będzie. Ale to co będzie za rok, góra dwa, zniweczy w nicość naszą pracę. Dla mnie rośliny pod agro i kamieniem to jak człowiek zasypany po szyję w ziemi. Jakiś czas będzie żył. Okrutne? Wiem, ale tak samo agro działa na rośliny.

Skąd ten wywód? Ano zbyt często oglądam ogrody, gdzie całe ogromne połacie pokryte są tym czarnym paskudztwem, szerzy się ta praktyka na cały kraj, a właściciele ogrodów żyją w przeświadczeniu, że idą  z prądem nowoczesności, wg której nic w ogrodzie nie trzeba robić. Pościelesz agro, żaden chwast nie wyrośnie, a Ty na tarasie pijesz tę sakramentalną 'kawusię'.

Tyle uwag ogólnych, czas przejść do realiów.

Jeśli narzekałam na Głogownika, to odszczekuję ! No fakt, przemarzł, ale teraz czerwieni się jak panienka !

Obok niego niebieściutko właśnie zakwitła niezmordowana Trzykrotka wirginijska. Ile mnie straszono, jak to cudo się rozsiewa i zarasta ogród. Nie zarasta. Tylko co jaki czas trzeba podzielić tę wielką kępę, by ją odmłodzić.


Pod kolor w mojej fioletowej alejce kwitnie intensywnie orlik


Przegorzan na razie w fazie rozrostu swoich ozdobnych liści


Rabata żurawkowo-hostowa pod Różą pomarszczoną też nie próżnuje, ale jeszcze chwilę potrwa, zanim zachwyci pełnością kształtów.


czwartek, 1 maja 2014

Majowa idylla

Rowerem w słońcu przez zieloną stolicę, lekko pustawą, kilka godzin wśród moich roślin, a potem powrót przez nagle ludną i pełna spacerujących, jeżdżących na rowerach ludzi. Tłumy. Najfajniejsze są malutkie dzieci na ścieżkach rowerowych, a przejechanie obok nich to gorsze od rosyjskiej ruletki. Długie odcinki szłam dzisiaj obok roweru, ale po rozkopaniu mojej ukochanej trasy nad Wisłą, muszę jeździć przez Kępę Potocka, a to taki deptakowo-piknikowy rejon.


Przyrosty roślin są zdumiewające, na wszystkich roślinach pąki albo kwiaty, wszystkie trawy - poza Miłką - zielenią się, rosną i kwitną. Szczególnie czekam na kwitnienie Kosmatki śnieżnej, bo jeszcze nie kwitła, a inne już znam. Już są pierwsze białe kwiatuszki.


Trawnik, jak to na wiosnę zaatakowany przez chwastnicę jednostronną, szczególnie po koszeniu wygląda okropnie. Ale mam z nią doświadczenie i wiem, że z biegiem czasu będzie jej coraz mniej, tylko muszę niziutko kosić trawnik, a ona stopniowo zaniknie. Aż do następnego roku, bo nie jest wcale jednoroczna, jak czasem o niej piszą. No i trzeba ją stale wyrywać.


To białe na trawniku, to poszarpana chwastnica. Ogrodzenie powoli zarasta, dławisz pięknie się rozrasta, a Głogownik po zimie wbrew wszelkim przeciwnościom losu też pięknie i na czerwono odżywa.

Hortensja pnąca goni dławisza i ma już ponad metr wysokości. 


Hortensja dębolistna jest po prostu niezwykle piękna. Jeszcze niewielka, ale to dopiero maj, ma tyle czasy do jesieni.


Dąbrówka pod irysami


Krwawnik Red Velvet rozrośnięty z dwóch małych sadzonek z ubiegłego roku.


Ogniki całe w pakach. Wreszcie! Od 3 lat czekam by zakwitły i potem miały zima kolorowe korale.


Bez też mi zakwitł.



Trzcinnik po przesadzeniu zachwyca zielonymi fontannami. Wreszcie ma dość miejsca. Clematis Paul Farges też zapowiada zieloną ekspansję.



Poza jedną różą nie straciłam w tym roku ani jednej rośliny, wszystkie wyglądają zdrowo i silnie, a lato zapowiada się jako zielony busz.

środa, 30 kwietnia 2014

Rozwichrzone tulipany i orliki

Nadal są, trzymają się długo, ale to już ich ostatnie dni.






wtorek, 29 kwietnia 2014

Nowi mieszkańcy domku dla owadów

Od jesieni nic się nie działo. Zaklejone okienka bez zmian przetrwały zimę i już zaczynałam się obawiać, że owady z jakiegoś powodu opuściły mój ogródeczek. Ale zacznę od początku.

Byłam kiedyś w bardzo pięknym miejscu, gdzie były takie domki

 
Nie sposób się nie zachwycić, a do tego to tylko jedna z najprostszych wersji tych 'willi' dla owadów, które można było tam zobaczyć.

Biorąc pod uwagę, że mój ogródeczek skromny, wybrałam też taki prosty model, który jeszcze tego samego dnia zawisł u mnie, na razie ku ozdobie.




Jakaż była radość, gdy wkrótce zawitali pierwsi goście. 7 lipca 2013 zakryta pierwsza dziurka.


Na następnych nie trzeba było długo czekać i wkrótce domek wyglądał tak


To był koniec sierpnia i niewiele działo się w domku potem. Przetrwał zimę bez zmiany. Nagle dzisiaj zobaczyłam to 


Zaklajstrowane te duże otwory!
A więc owady u mnie są!


poniedziałek, 28 kwietnia 2014