wtorek, 17 marca 2015

Znowu dzielę trawy ;-)

I nie tylko. Spodobało mi się odnawianie roślin. Nie chodzi tylko o rozmnożenie, chociaż i to ma znaczenie, ale o efekt na roślinach. Będą lepiej rosły, lepiej kwitły, niektóre byliny bez dzielenia po prostu zamierają.

Ale najpierw znowu nacieszenie się tym co rośnie. Krokusy nadal królują.



Te w zimniejszym zakątku nieco spóźnione



A tu już proces dzielenia traw. Wykopane kępy rozplenicy i hakone




I przykłady wydzielonych sadzonek. Z 2 brył mam 10 sadzonek.


A tu taki widoczek ogólny. Wszystko zielenieje, widać też moje Ice Dance po podziale. Ślicznie rosną.


Jutro też Młociny. Kolejny taki relaksowy dzień w ogrodzie bez przymusu robienia czegokolwiek. Tyle że kolejne pomysły na prace ogrodowe rodzą się masowo ;-) Co sekundę mam nowe koncepcje. Dzisiaj np. podzieliłam też kępy wilczomleczy. Jutro dzielę miskanty, a potem jeżówki.

poniedziałek, 16 marca 2015

Wiosenne cięcie krzewów

Dzisiaj po pracy, na krótko, ale też pożytecznie. Zabrałam się za nadanie ładnej formy moim krzewom, ale najpierw - jak zwykle - była dokładna inspekcja rozmaitych zakątków, by sprawdzić co prze te kilka dni się zmieniło.

Pierwiosnki nie tylko przetrwały, ale zdążyły się nawet lekko rozrosnąć a paków mają mnóstwo.


Kolejne krokusy, większe i bardziej fioletowe.


Trawnik zielenieje


A tu żółto ;-)



A krzewy cięłam, bo lubię by miały ładne, zwarte kształty. Pod sekator poszły budleje, róże pomarszczone, pięciorniki, pęcherznice i śnieguliczki. Lubię ciąć krzewy, bo potem pięknie się zagęszczają, lepiej kwitną.

Oczywiście nie ruszyłam forsycji czy pigwowców. Już niedługo ucieszą kwiatkami.

czwartek, 12 marca 2015

Pierwiosnki, obornik i dzielenie traw

Prognozom dzisiaj na szczęście się nie udało. Zamiast deszczowego i pochmurnego dnia, w stolicy był dzień ciepły, słoneczny, momentami wręcz letni. 
Ale kiedy rano jechałam na Młociny, jeszcze nie było to takie oczywiste. Z każdą jednak godziną dzień robił się coraz bardziej cudny. Nie wiedząc jak będzie wyglądał ten dzień zaplanowałam użyźnienie ziemi. Na to każda pogoda jest dobra. Wpadłam po drodze do LM po granulowany obornik, bo jak wiadomo, ja nie stosuję nawozów innych niż naturalne. Kupiłam obornik, ale też nie oparłam się pierwiosnkom.





Teraz tylko mam zmartwienie, czy te cieplarniane prymulki dadzą radę w gruncie. No cóż, jak nie dadzą, to koszt 2 zeta za sztukę wielki nie jest, a przecież same sadzonki zostaną, najwyżej stracą kwiaty.

Obornik rozprowadzałam przez pół dnia. Ten suszony granulat powinno się zakopać na około 10 cm.  Tam więc gdzie pamiętałam, że nic nie rośnie kopałam rowki i wsypywałam porcje granulatu. Teraz bardzo liczę na deszcz.

Krokusy nadal cieszą, tylko widać, że im zimno ;-)



A tu zaczyna się operacja dzielenia traw. To jest czynność nie do uniknięcia, jeśli ma się trawy ozdobne w ogrodzie. Po 2-3 latach każda kępa traw ozdobnych wymaga wykopania i podziału. Przy okazji wyczyszczenia martwych korzeni, liści, zamierającego środka kępy, do której - kiedy jest zbyt duża - nie dociera dość wody i pokarmu z ziemi. 

Dzisiaj dokonałam operacji jedynie na dwóch kępach turzycy Carex Ice Dance. Mam ją od dwóch lat, kiedy posadziłam malutkie kępki. 

Tak wyglądały w lipcu 2013 roku zaraz po posadzeniu.



Dzisiaj z trudem wykopałam dwie wielkie bryły i zabrałam się za dzielenie.
Na zdjęciu widać jedną bryłę jeszcze w całości i początki dzielenia. Wbrew pozorom, to nie jest skomplikowane. Wykopaną bryłę należy osypać z ziemi, pociąć ostrym nożem na mniejsze części, a potem to już tylko wyczyścić odrywane kępy z martwych liści i można sadzić. Te martwe liście są w środku kępy co jest jednym z dowodów, dlaczego dzielenie traw jest po prostu konieczne.



Kolejny powód to ta masa martwego korzenia, co widać dość dokładnie na tym zdjęciu.



No i efekt końcowy - z dwóch kęp traw mam obsadzone obrzeże podestu z dwóch stron, a jeszcze parę kłączy poszło w inne miejsce.


Pusto tu jeszcze, ale rosną tu przetaczniki, tawułki, trojeść bulwiasta, serduszka, piwonia. Wszystkie pokażą się zgodnie z ich czasem, a póki co trawy trochę zazieleniły ten kawałek ogrodu.



A z innych oznak wiosny to pąki na oczyszczonym clematisie Polish Spirit




Czy można nie kochać ogrodów :-)

poniedziałek, 9 marca 2015

17 stopni !

Wyjątkowo piękny dzień. Zatem prosto po pracy pognałam do ogrodu. Z daleka powitały mnie żółte i niebieskie łączki krokusów, ale to jedyna zmiana od piątku. oczekiwałam, że będzie bardziej zielono, ale widać zimne noce skutecznie powstrzymują naturę. 




Dla porównanaia to samo miejsce dokładnie rok temu


Może jeszcze nie dwa razy tyle, ale jednak krokusków przybyło.



Ale i tak pobyt w ogrodzie w taki dzień to wielka przyjemność. Trochę popracowałam. Wytrzepałam szmaragdy od środka, usunęłam dokładnie zeschniete gałązki i od razy tuje zaczęły wyglądać jakoś zieleniej.

Potem oczyściłam Clematisa Paul Farges z puchatych pozostałości po kwiatach, pousuwałam suche gałązki. Paul Farges gotowy, a na łodyżkach masę zielonych pączków. 

Myślałam o podziale traw, ale dzisiaj byłam już za późno, a przy tych moich 2-letnich kępach trochę pracy będzie. W środę - o ile nie zmieni się pogoda - zabieram się za trawy, bo jutro Borków. Wreszcie! Po 2 miesiącach przerwy.

A jako zwiastun wiosny taki krokus z wkładką ;-)



piątek, 6 marca 2015

Krokusy już są!

Jeszcze malutkie, jeszcze w pąkach, ale są. 

Jeszcze zimno, jeszcze zimowo, ale życie pod powierzchnią ziemi coraz bardziej widoczne. Wychodzą wszystkie cebulowe, są listki na niektórych bylinach, mam wrażenie, że czeka nas eksplozja natury z tą zapowiadaną temperaturą ponad 15 stopni. 

A ja ostro wzięłam się dzisiaj za porządki, by ta wiosna nie zastała mojego ogrodu w bałaganie. A było co robić!

Ostatnio jeździłam na Młociny jedynie po to, by sprawdzić, czy wszystko w porządku, a do pracy - ze względu na pogodę - jakoś zupełnie nie miałam ochoty. Trawy nie ścięte, trawniki nie zgrabione, rabaty w suchych liściach, no czarna rozpacz!

Na szczęście to 185 metrów i już po 5 godzinach sapałam z zadowolenia i nie tylko. Czysto, trawy ucięte - chociaż w przypadku trzcinników co najmniej 2 tygodnie za późno. Cięłam zielone niestety. Z doświadczenia wiem, że nic im nie będzie. Nie pierwszy raz go tnę 'na żywca'. Nawet to lubi, potem pięknie odrasta.Kostrzewy jedynie ciachnęłam na końcówkach i poskubałam.


  Carexy też tylko na końcówkach


Poczyściłam rabatki pośród krokusów, ale jak widać mało dokładnie ;-)



Moje ulubione Miskanty Gnome też poszły pod nóż, a pod nimi tyle zielonego! Wiesiołek w listkach, także szary przetacznik od Basi, tzn. Siwy ;-)


 
No i krokusy mają nie tylko zielone wąsy!




Poczyszczone rabaty czekają na wiosnę



Dzisiaj rano zastanawiałam się czy jechać na Młociny, bo nadal skutki przeziębienia dawały o sobie znać, ale zdecydowałam, że skoro w weekend pracuję, nie mogę zostawić ogrodu bez przygotowania na nastepny tydzień z tymi szalonymi temperaturami.

Pojechałam, zabrałam się za robotę i z każdą godziną ciężkiej, fizycznej pracy czułam się coraz lepiej. Mam wrażenie, że choroby są w naszej głowie bardziej niż w organizmie. 

JAK DOBRZE, ŻE MAM MOJE OGRODY!

piątek, 27 lutego 2015

Co z ziemi wychodzi...

Kiedy oglądam zdjęcia z ogrodów na południu Polski, mam wrażenie, że pochodzą z innego kraju. Tam wszechobecna zieleń, pękające pąki na krzewach, niemal żółte forsycje, a tu w stolicy burość i szarość.

Do tego zimno i pomimo nawet wysokich wskazań termometru, 6 - 7 stopni, wcale nie ma ciepła, ani widocznych oznak nowego życia. W poszukiwaniu wiosny chodziłam wśród moich rabatek z nosem niemal przy ziemi i coś tam jednak wypatrzyłam.

Nie jestem pewna, ale w tym miejscu chyba mam hiacynty. Za wcześnie chyba?


Piwonia?


Krokusy coraz większe


Szafirki



Pączki na pigwowcach


I jedynie zielone listki



Nadal nic nie robię w ogrodach, ale czasu ostatnio było mało, do tego złapało mnie jednak małe przeziębienie, rzadkość u mnie, ale opadłam z sił i chęci do grabienia. Zdążę, a pogoda nie sprzyja. Na opryski też za wcześnie, za zimno. Ogrody zatem czekają do następnego tygodnia.