piątek, 6 lutego 2015

Wizyta w biegu

Sesja zimowa na uczelni, gdzie pracuję, pracy sporo to i ogrody sobie śpią beze mnie. Inna sprawa, że i tak nic tam do zrobienia nie ma tylko ot tak, postać, popatrzeć i tęsknić za wiosną i latem. Ale nawet te kilka minut pośród moich roślin, na moim kawałku ziemi, od razu generuje tyle radości, że wracałam uskrzydlona pomimo zmęczenia i stresu. 

Po drodze, kiedy jak zwykle mijałam dom, w którym mieszkała moja Matka, zaczęłam z nią nagle rozmawiać. To raczej był mój monolog, ale mówiłam o tym jak różne jest moje i Jej życie. Moja Matka w tym samym wieku była schorowaną i bezradną osobą. Od szpitala do szpitala, dawno już nie pracowała, skupiała się na walce z dniem codziennym, bo życie to był wysiłek. 

Jakże inaczej to wygląda dla mojego pokolenia, jakże cieszy mnie fakt, że mogę nadal pracować, że lekarza widziałam ostatnio rok temu, że moje życie nadal pełne jest aktywności i mnóstwa planów na przyszłość. Inna epoka.

A wracając do ogrodu, ten śpi pod śniegiem, tylko krokusy niecierpliwe coraz większe.

Azalie japońskie zahartowane całkowicie


Miskanty coraz bardziej suche, już niedługo przyjdzie czas na cięcie wiosenne


Rosa Rugosa, a raczej jej badyle ;-)


Forsycje czekają na wiosnę


Śniegowo


No i te krokusy niecierpliwe


czwartek, 29 stycznia 2015

Ubiorek się zieleni

Dzisiaj to chyba najbardziej zielone miejsce w młocińskim ogrodzie.


Posadziłam 3 lata temu takie nie wiadomo co, kawałek brązowego korzonka, a teraz mam kilka dorodnych kęp Ubiorka. Nie tylko jest wiecznie zielony, jak głosi jego nazwa, do tego kiedy rozkwita wiosna na biało, z daleka zachwyca.

Trawy w większości ruina, jedynie tutaj nadal jaszcze jako tako ładnie



Azalia japońska niezmordowana


 

Rokitnik w pąkach

Z ziemi wychodzą kły Rodgersji, pomimo tego, że przysypałam je jesienią sporym kopczykiem ziemi.


Suche główki jeżówek nadal są


A hiszpański dziadek wreszcie wyłonił się zza gąszczu wiciokrzewu. Zwykle zieleń go zagłusza.


A potem poszłam do domu. Dzisiaj pieszo, bo robiłam zdjęcia w ROD-ach i napisałam coś o tych moich wędrówkach i obserwacjach.

środa, 21 stycznia 2015

Cotygodniowa wizyta

Ot, takie sprawdzanie, czy młociński ogródek trwa bez niepotrzebnych wydarzeń, co się dzieje z roślinkami, takie też nacieszenie się choć przez chwilę ogrodem w wyczekiwaniu wiosny.

Na szczęście jak zwykle cisza, spokój, ogrody śpią i nikt im tego snu nie zakłóca. Wegetacja wyraźnie dała cała wstecz, nawet krokusy jakby mniejsze. Jednym słowem wszystko zgodnie z naturą tylko ciemno i buro, a zatem jakoś jednak smutnawo.

Nic to, przecież taka kolej rzeczy i najważniejsze, że nie ma żadnych złych niespodzianek.

Już rutynowo robię zdjęcie tego miejsca, bo dzięki Miskantowi Gnome, to chyba najjaśniejsze miejsce w moim ogrodzie podczas tych burych dni. Inne trawy też się trzymają, ale jednak nie tak mocno.


Widoczne w tle rozplenice jednak nieco zszargane wiatrem i zimą, za to rude turzyce nadal w formie i naprawdę przyznaję, że je niezwykle lubię za tę ich rudość, sprężyste i wiecznie piękne rude bukiety. Carex Buchananii jakby kto pytał ;-)


Trawnik w doskonałej formie, jestem usatysfakcjonowana stanem ogrodu tylko słońca mi brak....

piątek, 16 stycznia 2015

Jakże piękny dzień!

Pracowałam dzisiaj w ogrodzie. Kilka godzin!

Jeszcze rano narzekałam, że nic w ogrodzie robić nie można i pogoda sprawiła mi niespodziankę. W temperaturze 15 stopni w słońcu grabiłam, zbierałam naniesione przez wiatr śmiecie, aż rabatki pojaśniały a ja dostałam bąbli na rękach od grabi. Jednak odwykłam! Ale bąble to sama przyjemność biorąc pod uwagę jak cudownie był popracować fizycznie na świeżym powietrzu, w ciszy, wśród moich roślin.

Kilka godzin aż zrobiło się szaro, zdjęcia niezbyt udane, bo na dodatek zostawiłam aparat w samochodzie i pseudo fotki są z komórki. Nic to, to i tak tylko dokumentacja.

Pod różami lawenda i rozchodniki nadal jeszcze nie straszą ;-)


Iwa w pąkach


Trawki i malutki rodek


Kostrzewa zielenieje


Trzcinnik także, a ja zastanawiam się, jak go zetnę na wiosnę, skoro ma tyle nowych zielonych pędów


Hortensja pnąca jak zwykle w pąkach i wiem, że nawet najbardziej srogi mróz nic jej nie zrobi



No i krokusy, jedyne z cebulowych, które już wyszły z ziemi. Fotka okropna ;-)


Wygrabiłam też solidnie cały trawnik. Trawnik wysechł, można bez problemu po nim chodzić, a jeśli spadnie jeszcze śnieg, to lepiej było zgrabić ten cały śmietnik nawiany przez wichurę. Do tego wygrabiłam parę wiader sianka, dzięki czemu trawnik natleniony i żadna pleśń pośniegowa mu nie straszna jakby co.

Bardzo polecam grabienie trawników w takim czasie jak teraz. Nawet teraz od razu zrobił się zieloniutki, a był lekko szaro-żółtawy. Ciężka to praca, bo trzeba wachlarzowymi grabiami pracować na tyle silnie, by jak najwięcej suchego podłoża (podszerstka, jak u sznaucerów) usunąć. Efekt natychmiastowy.


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Co w ogrodzie po wichurze?

Z takim pytaniem w głowie jechałam dzisiaj na Młociny. Wiało strasznie, w Borkowie wyłamało bramę, na szczęście mam cudownego sąsiada, który nie tylko mnie o tym powiadomił, wysłał zdjęcie, ale do tego jeszcze wszystko naprawił! Gdyby nie sąsiad, dziki mogłyby sobie swobodnie grasować po działce i zapewne z posadzonych młodych drzewek nic by nie zostało.

Jak dobrze mieć sąsiada! Dobrego! Panie Marku, dziękuję :-)

A na Młocinach na szczęście żadnych efektów wichury, poza masą zgniłych liści nawianych ze wszystkich stron. Niezbyt to ładnie wygląda, do tego jakoś szaro, wilgotno...

Chyba jedyny - poza berberysową - punkt jako tako wyglądający, to nadal mój Miskant Gnome i Runianka.



Toteż tylko dwa zdjęcia na szybko, z komórki, a jutro wizyta w Borkowie, sprawdzić co i jak.

środa, 7 stycznia 2015

W kratkę

Pogodowo w kratkę, bo na zmianę to wiosna, to śnieg. Moja cotygodniowa wizyta na Młocinach dzisiaj mroźna i śnieżna. Krótki pobyt, bo bardzo dokuczliwe zimno, kilka zdjęć, by mieć czym się nacieszyć już w cieple domowym, skoro w ogrodzie na razie za bardzo się nie da.

Azalia zbrązowiała, ale wiem, że da radę, bo to już jej czwarta zima.



Trawy w śniegu









Berberysy





Krokusy sobie rosną


Zimowa wersja Letniego śniegu, czyli Clematisa Paul Farges


I Ubiorek wiecznie zielony, bo tak właśnie się nazywa

czwartek, 1 stycznia 2015

1 stycznia 2015

Witam zaglądających i oby nasze ogrody zawsze zdobiły nasze życie. Także w tym 2015 roku.
 
Nie wyobrażam sobie tego dnia bez wizyty na Młocinach. W samo południe jechałam przez kompletnie wymarłe miasto i gdyby nie akurat zakończona msza u Boromeusza, chyba nie zobaczyłabym ani jednej osoby na ulicach. Świętowanie trwa, a do tego buro, mokro, choć nie tak zimno. Temperatura dodatnia, ale mży, no i ten brak światła...

A ogród? Śpi sobie w dużej części nadal pod śniegiem, spokój, cisza wokół, aż miło pochodzić i popatrzeć co też się na rabatkach dzieje.
Azalie liściaste i gotowe na wiosnę


Wiciokrzew zaostrzony 


Miskant Gnome nadal sprężysty


Wilczomlecze


Forsycje też gotowe na wiosnę





Hortensja pnąca zachwyca pędami pełnymi pąków


 Róże pnące nadal zielone i do tego z czerwonymi pąkami liści


Krokusy niecierpliwe już spod śniegu wychodzą


Bardzo jest wiosennie i niech tak już będzie. Wracałam przez nadal pustą Warszawę przy akompaniamencie koncertu Filharmoników Wiedeńskich, a Studenten polka z motywami Gaudeamus wprawiła mnie w jeszcze bardziej radosny nastrój. Oby tylko każdy dzień tego 2015 roku był tak radośnie miły.

Czego życzę Wszystkim czytającym te moje wpisy :-)