piątek, 7 marca 2014

Sadzę kanny

Czas na nie najwyższy. 

Zainteresowanych odsyłam do mojego zielonego bloga, bo tam piszę takie czysto ogrodowe opowieści. A że mam ciekawe z paciorecznikami doświadczenia, to się dzielę ;-)

Tutaj, na zachętę zdjęcia moich kwitnących kann z ubiegłego roku.




Kiedy oglądam zdjęcia z lata ubiegłego roku, także z kolekcji w moim starym wątku Berberysy i liliowce pod stara gruszą, aż sama nie wierzę, że to moje własne dzieło. 

Wiem, nieładnie chwalić się własną pracą, ale po prostu podoba mi się ten mój malutki ogródek tworzony od zera własnymi rękoma, bez niczyjej pomocy, poza oczywiście wiedzą czerpaną zewsząd, od wszystkich w tym z kolejnych forów, na których rezydowałam. Dziękuję za to Wszystkim, tym co mnie lubili, i tym dla których byłam niezrozumiałym potworem. Wiem, mam trudny charakter, straszliwie zagmatwaną osobowość, trzeba wielkiego serca i rozumu, by dać sobie ze mną radę.

Na szczęście jest sporo takich osób, które potrafią dostrzec więcej. Im za to zaczynając 65 rok życia dziękuję :-)

A wracając do wiedzy, teraz trochę próbuję dzielić się tym, czego się już nauczyłam, co się sprawdziło w mojej własnej pracy. Doświadczenie, własne błędy to bezcenne źródło w dochodzeniu do każdej prawdy. Także tej ogrodowej, że o ludziach nie wspomnę.



środa, 5 marca 2014

Moje 1200 metrów

W dniu dzisiejszym zrobiłam sobie urodzinowy prezent!

Aktem notarialnym te łąki, strumyk i bobry są już moje. 

Nie byłam tam dzisiaj, bo formalności odbywały się daleko, ale świadomość, że mam własną, starą brzozę i tereny "łąk i pastwisk położone w terenie oznaczonym jako zespoły przyrodniczo-krajobrazowe o walorach przyrodniczych rangi regionalnej" , że zacytuję ww akt cieszą mnie niezmiernie.

W dorzeczu Świdra jest moja ziemia, na której powoli stworzę mój wiejski ogród. Będzie staw, bo ziemia podmokła, będzie drewniany płot ze sztachet.

O taki:

 
Nie wiem skąd mam to zdjęcie, bo zapisałam je sobie dawno temu, by kiedyś mieć taki płot. Będą przy nim rosły rokitniki, derenie, dzikie róże, i rozmaite polne kwiaty.
 
Co będzie więcej? Jeszcze nie wiem, ale wokół stawu będzie całe mnóstwo wodnych roślin, sity, pałki, kosaćce, rozpławy...

Kiedyś...

poniedziałek, 3 marca 2014

Nie ma wiosny

Pojechałam dzisiaj po pracy na młocińskie metry działkowe, a tam szarość...
Z tej wiosennej żywotności sprzed kilku dni niewiele zostało. To znaczy nic nie zmarzło, tylko wszystko jakby bez życia, zszarzało.

Sądzę, że jednak mroźne noce i dni z zimnym wiatrem zrobiły swoje. Wegetacja zatrzymała się, przyczaiła, czeka na ciepło.

Żadnych nowych zdjęć, bo nie ma dość wdzięcznych obiektów. Z zazdrością patrze na te krokusowe łany u moich południowych i angielskich znajomych. Nam przyjdzie jeszcze sporo na to poczekać.

Ale... jak było rok temu? Ano nic nie było, jedynie w czasie moich rowerowych wędrówek fotografowałam
te ptaszyska ;-)







Co więcej, za radą znawczyni ornitologicznych prac zgłosiłam 'moje' Łyski do POLRINGU i po paru tygodniach dostałam odpowiedź o poprawnym zidentyfikowaniu tych ptaków. 

Tyle jest piękna w naturze!


wtorek, 25 lutego 2014

Dla ukojenia smutku...








Byłam tam dzisiaj, czeka mnie mnóstwo ciężkiej pracy, ale to dobrze.

poniedziałek, 24 lutego 2014

A wszystko toczy się dalej...

Kiedy wali się nam na głowę nasz mikroświat, kiedy istnieje dla nas tylko żal i smutek, to tak naprawdę dotyczy to tylko nas. Wokół wszystko żyje swoim rytmem, pełno jest życia, radości, pewnie też gdzieś innego smutku, ale jednak kula ziemska nagle nie staje w miejscu, chociaż przez moment, tak nam się może wydawać.

A czas, odwieczny lekarz - banał przeogromny, ale jakże prawdziwy -  z każdym dniem zaciera każdy ból. Blednie żal, smutek, poczucie straty, zostają tylko dobre wspomnienia.

A do tego wokół szaleje wiosna i rodzi się nowe życie, na każdym kroku pąki gotowe by odrodzić się w nowej pięknej szacie drzew, krzewów, jeszcze chwila i łany wiosennych kwiatów wywołają nowy uśmiech. Może jeszcze będzie przez łzy, ale przecież rozumiejąc życie i jego wartość, nie da się inaczej. Nasza radość z życia, póki ono jest, jest bezcenna.

Jak dobrze że jest przyroda, że mam te moje 185 metrów, bo kiedy dzisiaj patrzyłam na te pąki, jednak jakoś inaczej już patrzę na wszystko. 

Żegnaj Grysiu, witaj Wiosno.


Niezwykle zielony krwawnik


Rozchodniki, wiadomo, pierwsze budzą się do życia


Pąki na rokitniku, ale tylko żeńskim, męski nadal łysy


Pąki na Rosa Rugosa


Nowe kły Rodgersji


wiosna, nowe życie, wszystko się odradza, tylko to co odeszło na zawsze, odeszło na zawsze....

środa, 19 lutego 2014

Łąki, strumyk i bobry...

Tylko 20 km od granic Warszawy, w dorzeczu rzeki Świder leży moja łąka nad własnym strumykiem. Obok stary wiąz, brzoza i kępy starych drzew, których nazw jeszcze nie znam. Wokół lasy i pola, w najbliższym sąsiedztwie śliczne działeczki rekreacyjne, no i bobry!

Wygląda na to, że mam własne bobry, no bo skoro ich żeremie są w moim strumyku...

Dziki też są.

Pewnie czeka mnie niezła zabawa z tymi zwierzakami, ale na razie to dla mnie czysta radość.

Z tej radości nie zrobiłam nawet pół zdjęcia, ale też i pogoda dzisiaj była paskudna, buro, mżawka, tak więc zdjęcia już wkrótce. 

No czy nie jest cudny!


Zdjęcie pochodzi z serwisu Kraina bobra. W oczekiwaniu na załatwienie formalności i na cieplejszą pogodę zdobywam wiedzę o bobrach, moich nowych sąsiadach.

wtorek, 18 lutego 2014

Wiosenne przebudzenie

Czasu mam coraz mniej, bo praca, bo nowe plany ogrodowe, ale przecież ROD-owej posiadłości nigdy nie zaniedbam. Dzisiaj spędziłam tam - zaznaczam: w słońcu i cieple! - dobre parę godzin i wiem jedno na pewno. 

Nigdy, za nic, nie zostawię dobrowolnie tych 185 metrów, na których od zera stworzyłam coś, co zaczyna żyć niemal już wedle moich oczekiwań.
Jeśli nowe grunta będą, to będą jako drugie, chyba że los zdecyduje, że jednak ROD pójdzie pod koparki.
Po raz pierwszy, a jest to moja trzecia wiosna na Młocińskiej posiadłości, zobaczyłam jak moja praca daje efekty wiosną na taką skalę. Ogromnie dużo życia wszędzie. Pąki, nowe listeczki, kły rozliczne z ziemi wychodzą, zielone soki widać niemal gołym okiem. 
To jest też pewnie sprawa wiosny tej zimy, bo początki ubiegłych lat były jednak inne, ale tez nadal jest obawa, co dalej.

Czy kotki na wierzbie to jednak zapowiedź wczesnej wiosny?



 Krokusy coraz większe


Łebki szafirków pod jabłonką w sporych ilościach, ale czy zakwitną?


Pąki na trzmielinie oskrzydlonej


Podobne pąki na wszystkich krzewach, azalia japońska zieloniutka, hortensja dębolistna też ma pąki, jak tak dalej pójdzie, zazieleni sie mój ogródeczek za miesiąc.

Trawki


Trawki, ale widać też kły tojeści kropkowanej, takiej z żółtymi brzegami. Nazywa się 'Golden Aleksander'


 To mój zeszłoroczny zakup i uważam ją za bardzo dekoracyjną roślinę.




Przycięłam trzcinniki i jest porządek 


Berberyski


Nie mam już więcej zdjęć, słońce zaszło, a ja grabiłam, czyściłam, porządkowałam ciesząc się każdą chwilą po takiej długiej przerwie.

Jutro wizyta w nowym miejscu... No i co to będzie?

środa, 12 lutego 2014

W poszukiwaniu zielonego

Wprawdzie miałam dzisiaj wreszcie pisać dalej o Maderze, ale zupełnie mi się nie chce. Za oknem plucha, a ja sobie zaplanowałam na dzisiaj wizytę w ogrodzie.

Bez sensu, w ulewnym deszczu wędrowałam po zakątkach mojej działeczki w poszukiwaniu życia, zieleni i urody.

Urody nie znalazłam, bo taka pogoda to ni pies, ni wydra, mokro, szaro, buro, tu śnieg, tu błoto, ogólna paskuda. 

Za to życia i zieleni znalazłam mnóstwo! Mam wrażenie, że nic nie zmarzło poza oczywiście Hebe i Głogownikiem. Hebe to oczywista oczywistość, a Głogownik i tak był marny, więc wytnę go przy ziemi i dam mu szansę na lepsze jutro.

A co znalazłam?
Znalazłam cudownie zieloną i w świetnej kondycji moją Morrową Turzycę 'Ice dance'


Siedziała dość głęboko pod śniegiem niczym nie przykryta i jest jak nowa!

Inne trawy:


Jeszcze w śniegu, ale wcale nie jest źle. Miłka, Turzyca Buchananii, Trzcinnik Foerester jeszcze tydzień temu pod metrową warstwą śniegu, dzisiaj wyglądają tak. Zalecane jest cięcie na wiosnę, ale z Miłką i Buchananii to się zastanowię.

Wspaniale przezimowała berberysowa Juliana


Jak widać wokół pełno kiełków krokusów!


O nie nie martwię się wcale, jak tylko zrobi się cieplej spodziewam się tutaj niebieskiego dywanu. A może żółtego???

I jeszcze nieco zieleni. Ubiorek


Moje trzmieliny, ta czerwona od Joasi



 Iglaczkowa rabatka


i chyba jednak niezniszczalne wilczomlecze


To na tyle, chociaż w planach nowa lokalizacja ogrodu, jak dobrze pójdzie. Chyba znalazłam wymarzone miejsce wśród pól i lasów, gdzie powoli powstanie mój wymarzony ogród. Czy tylko jednak się uda?

niedziela, 9 lutego 2014

Wilczomlecze

Oglądałam dzisiaj wilczomlecze na rozmaitych zdjęciach i tak mi żal, że moich teraz nawet jeszcze nie widać spod śniegu, a już tak bardzo czekam na ich kolorowe listki o najrozmaitszych kształtach. 

Te migdałolistne w odmianie Purpurea są tak cudne w kolorach od zielonego po ciemną czerwień, z ciemnoczerwoną łodyżką




Tak było w sierpniu 2013 wkrótce po ich posadzeniu. Kwiatów już nie było, a przecież i kwitnienie mają warte uwagi.
To zdjęcie z atlasu roślin

Mam nadzieję mieć podobne ukwiecenie w tym roku.

A w ogóle to mam zamiar do tych odmian, które już mam - Złocistego, Maritimi, Groszkowego i Białoobrzeżonego dodać nowe odmiany, bo uważam wilczomlecze za prześlicznie dekoracyjne rośliny.


Ot takie wspomnienia ogrodowe, zanim znów będzie można mieć je na żywo.



I jeszcze tylko podarowana sadzonka Groszkowego i podwójnie miłe wspomnienie, nie tylko rośliny, ale też wspaniałej ofiarodawczyni.


Tu jeszcze w domu stoi sobie pod krotonem, a teraz nie wiem nawet co tam pod śniegiem jest. Ale myślę, że posadzona 31 października 2013 roku zdążyła się dobrze ukorzenić i wkrótce pokaże zielone 'szczotki'.

A to jego ostatnie zdjęcie z 4 grudnia 2013.


Śnieg powoli znika, kropi deszczyk i mam nadzieję w środę lub czwartek już go nie zobaczyć wcale.