sobota, 10 listopada 2018

Dekoracje jesienne

Wykonane.

Poza wrzosami i szufladkową doniczką reszta zebrana z ogrodu. Ława zrobiona własnoręcznie stała ostatnio w domku, ale kiedyś jej miejsce było właśnie tutaj.  



Doniczka szufladka zachwyciła mnie dzisiaj. 

Po odebraniu samochodziku (OMG ale masakra portfela! Całe zawieszenie do wymiany :-( To jest efekt dróg do Borkowa, niestety) wpadłam po wrzosy do Castoramy, wyprzedają je za bezcen, i szukając doniczki na ławę, natrafiłam na tę całkowicie inną.

To jest średni rozmiar, są większe i mniejsze. Kupiłabym wszystkie, ale nieco się obawiam, czy długo postoją. To jednak ogrody działkowe :-(

Zobaczymy. Jednak mamy kamery i monitoring, może nie zniknie. Wtedy dokupię większą. 


Ścieżka naprawiona. Widać nowe elementy, ale to kwestia czasu. Wkrótce spatynują się jak pozostałe deseczki.


Zdjęcia okropne. Telefonem. Aparat zapomniany przez sensacje samochodowe. Kiedy wczoraj usłyszałam cenę za naprawę zawieszenia, miałam ochotę kupić nowy samochód. No ale ...

Poza tym ja tak lubię czarniutkiego ;-)
To wyjątkowo dobry samochód. 

Na rok mamy spokój. No właśnie, na rok. Niestety, trzeba analizować co dalej. Bez samochodu żyć nie mogę, nie potrafię, nie chcę. 

To nie tylko ogrody, to nawyk, to wygoda, to mój styl życia.

Tłok w 'zbiorkomach' nie dla mnie :-(

 
 

czwartek, 8 listopada 2018

Ile można sprzątać ;-))))

Nadal liście, nadal liście...

Po dwóch dniach grabienia, czyszczenia rabat dzisiaj pod wieczór ogródeczek lśnił .... pustką ;-)
Badylki krzewów, konary i kilka zimozielonych. Byliny poznikały, powycinałam zaschnięte i brzydkie łodygi, listopad w pełni.

Powiązałam trzcinniki, bo wilgoć pod nimi straszna, a kolejne deszcze nadchodzą. 


Dopóki nie przemarznie berberys Juliany jest śliczny


Berberysowa gmatwanina też może być


Jest porządek, tylko ten trawnik :-( Chyba wiosną czeka mnie jego całkowita renowacja 


I jeszcze kilka miejsc jako tako wyglądających, ale to jednak listopad.




Jeszcze dosypię kompostu w parę miejsc, może zrobię jakieś jesienno-zimowe aranżacje, wreszcie mam czas, by nie ograniczać się jedynie do najpilniejszych prac.

Do Borkowa z racji świąt (?) i spodziewanych utrudnień w przejechaniu stolicy - mam swoje doświadczenia z ubiegłego roku - wybiorę się pewnie we wtorek. Jutro samochodzik idzie do spa ;-)
Olej, przegląd, etc....

Do soboty mam relaks domowy.
Ale mam dobrze :-)
 


 

sobota, 3 listopada 2018

I znowu te liście...

Po środowych porządkach oczekiwałam wczoraj czystej, wysprzątanej działeczki.

Akurat!

Znowu liście wszędzie, a ja w planach miałam dalszą naprawę ścieżki. Do tego przyjechałam dopiero około 14.00, więc prawie nic nie zrobiłam i ogródeczek rozbałaganiony, nic nie skończone, desek zabrakło na ścieżkę, no kiepskie planowanie wczoraj było. Na szczęście od poniedziałku 4 cudne, wolne dni.

Berberys Jytte zasługuje na utrwalenie




Plątanina berberysów - Juliany, Bagatelki i pędy hortensji pnącej, które bardzo lubię o tej porze roku. 


Posadziłam trochę wrzosów.


A teraz do pracy :-)

środa, 31 października 2018

Kolory i noc

Noc mnie zastała przy porządkach ;-)
Nie byłam dwa tygodnie na Młocinach ! Ach ta praca! No ale wczoraj był dzień ostatni i był bukiet oranżowy



Cudny, ale cieszę się, że to bukiet na rozstanie. Są rozstania, które są dobre. Nie mam wątpliwości, że zeszłam ze sceny ;-)))) w najlepszym możliwym momencie.

A na Młocinach liście, liście, liście ....

No wiadomo. Tyle że przez dwa tygodnie mojej niebytności spadły wszystkie i nie było grabienia tygodniami, tylko jedno, ale za to do nocy.  Stąd ta noc w tytule. Jak tylko przyjechałam zrobiłam kilka słonecznych zdjęć liściowego bałaganu, zakładając, że potem zrobię zdjęcia ślicznie czystego ogródeczka. No tak, tylko dzień kończy się o 16.00! Stąd nocne zdjęcia ;-)

Kolory zatem tutaj






A noc tutaj




Jest porządek, kilkanaście worów liści czeka na kontener, ścieżka w części naprawiona, ale deseczek za mało. Muszę dociąć więcej i zrobić totalną renowację drewnianej ścieżki.

Ale to już po tych dniach....


środa, 10 października 2018

Co za kolory!


Kompozycje barw są takie, że chyba nikt nie pozostaje obojętny na urodę dzisiejszej przyrody. Co za odcienie rudego, żółtego, różu, czerwieni, zieleni, brązów, no cudnie jest!

I do tego liście nadal na drzewach, grabienia niewiele, dzień letni, oj znowu chce się żyć :-)









Ostatnie gruszki, wreszcie owoce zebrane. Na drzewach ostatki dla ptaków, a te jedzą jabłka jak głupie ;-)


Susza. Podlewałam nawet dzisiaj, ale to bardziej by umyć ogród, zakurzony okropnie. Powycinałam to co już brzydkie, ale hosty nadal zielone. 
Wygląd trawnika, a raczej to co z niego zostało zapowiada wiosenną odnowę wpisaną w plan działań.
Nie posadziłam nawet jednej cebulki jeszcze, ale przy tej suszy zastanawiam się czy to ma sens.

Jutro ostatnie koszenie :-)
W Borkowie. Tu nie ma czego kosić.


piątek, 28 września 2018

Listopadowy wrzesień


Mam wiele powodów do smutku, a tu jeszcze taki smutny późno jesienny dzień był dzisiaj. Nawet zatęskniłam za upałem, za palącym słońcem, bo ten wicher, zimno i suche, żółte liście wokół przypomniały mi, że to już niestety koniec w tym roku z ogrodem. 

Pracy oczywiście jeszcze mnóstwo, ale to już tylko porządki. Kiedyś przecież sadziłam rośliny w listopadzie. Wszystkie moje berberysy są z listopada. Dlaczego chcę zamykać ogród we wrześniu? Nie wiem, może przyroda tak wygląda, może to mój stan ducha i umysłu.

Tak czy inaczej grabiłam, czyściłam i tyle. Jeszcze jakieś resztki zbiorów i kilka zdjęć w poszukiwaniu kolorów. 

No cóż, bywało lepiej, bywało cudnie, może jeszcze kiedyś...




piątek, 21 września 2018

Suchość i kolory.


Pierwsze wrażenie po 7 dniach :-(

Zasuszony ogród,  liściowy śmietnik, byliny do rozstania, teraz to już tylko sprzątać, sprzątać, sprzątać. 

No i nadal ta masa owoców, jabłka, gruszki, winogrona. Znowu skrzynki wszystkiego, grabienie przez parę godzin, wycinanie suchych liści ... niby takie nieciekawe, rutynowe działania, ale przecież coś tam oczy cieszy ;-)

Bo kolory jesieni nie mają sobie równych! Może brak im soczystości, ale są i są cudne.

Trzmielina oskrzydlona nie zawodzi.



Pęcherznice polecam na każde zło ;-) Nic im nie straszne. 


Tylko winobluszcz, ale te kolory i zębate liście


Berberysy zostawiam bez komentarza. Mam ich mnóstwo i powoli sadzę je też w Borkowie, ale tam im za mokro. Muszę coś wymyślić.





 Julep mint chorował, a teraz zieleń jak mięta.


Nawet hortensje jeszcze jakoś ciągną.


Już nawet nie podlewam, jesiennie, wkrótce będzie jak w listopadzie. Oby chociaż deszcz był.


   

czwartek, 13 września 2018

Owocowe bogactwo


I kolejny dzień pełen darów natury.


Tym razem bardziej hurtowo. Skrzynki z supermarketu, ale jabłka i gruszki z mojego Młocińskiego ogrodu. A na drzewach nadal bez zmian. Jeszcze sporo takich skrzynek zapełnię ;-)


piątek, 7 września 2018

Brzoskwinie w słoikach :-)


Zebrałam, przywiozłam, przetworzyłam!
Takie moje veni, vidi, vici, bo tegoroczne owocobranie wymaga zwycięstwa z samym sobą, by przemóc zmęczenie, przesyt, brak czasu i zakończyć z tymi owocami w słoikach.


Z brzoskwiniami o tyle łatwiej, że nie było ich aż tak dużo, a poza tym obróbka o wiele łatwiejsza, niż w przypadku jabłek. Po sparzeniu skórka schodzi sama i owoce gotowe do duszenia w syropie.

Winogrona to dopiero będzie wyzwanie! Te czekają by je zjeść. Reszta wisi i czeka, by je zebrać i co dalej?



I taki żart ;-) Pałka z szyszkami! Po czyszczeniu stawu zabrałam te brązowe ślicznotki do ozdoby tarasu i teraz mają towarzystwo szyszek, zamiast towarzystwa bażantów. Tych ostatnio w stawie bez liku. 

Chyba zacznę polować ;-) Oczywiście żartuję, ale nie wiem dlaczego mam ochotę nauczyć się posługiwać bronią palną. Niektóre egzemplarze broni są niezwykle ładne pod względem designu i wykonania.




Od razu zaznaczę dobitnie - zabicie zwierzęcia przeze mnie jest absolutnie niemożliwe. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można strzelić i zabić żywe stworzenie.