czwartek, 13 grudnia 2018

Raz w tygodniu

Takie co tygodniowe odwiedziny u roślinek na Młocinach.

Trzeba zobaczyć, co się dzieje, trochę się nacieszyć widokiem uśpionego ogródeczka, pooddychać ciszą, odludziem, tym niezwykłym spokojem ogrodów działkowych po sezonie. 

Dzień niemal czarny, tak pochmurno. Fotografować nie ma co, do tego światło żadne, no to tak na przekór, takie czarne zdjęcie ;-)


i jedno zielone. Donica z wrzosami i niedźwiedzim futrem nie najgorzej się trzyma.


Jutro w planach wizyta na wsi, ale przyznam szczerze, że nie wiem, czy mi się będzie chciało. Może raczej pojadę jeszcze za tydzień, by naciąć sosnowych gałązek dla zapachu w domu.

Jednak nigdzie nie jadę. Norweskie plany były, ale jak przyszło do wykupienia biletu, jakoś nie mogłam się zdecydować. W domu mi dobrze ;-)

piątek, 7 grudnia 2018

Co za cudny dzień :-)

Za oknem mokra, mglista szarość. Mżawka, wilgoć. 

To jak cudny?!

Czasem to jednak zależy od pogody ducha, a nie pogody za oknem ;-) Banalne, ale tak po prostu jest. Poza tym projekt  'daszek do karmnika' zakończony z powodzeniem, dzień wbrew wyglądowi ciepły, spędziłam na Młocinach sporo czasu wśród pustki ogrodów, spokojnych, uśpionych, z dala od ludzi. 

Ja akurat to lubię najbardziej.

A projekt 'daszek'? Wczoraj pisałam o robotach domowych. Zmieniwszy apartament (;-) w stolarnię wykonałam brakujący, bo przegniły daszek do karmnika. Trochę się bałam, czy będzie pasował, bo jednak stojak był na Młocinach a ja 'tworzyłam' na pamięć.

Widać pamięć nadal mam niezłą, bo daszek pasuje jak ulał. Oto ON!



Pomalowany drewnochronem, przymocowany do starego stojaka, pewnie znowu parę lat postoi.

  
Przy okazji uwieczniłam inne moje daszkowe 'konstrukcje'. Chyba mam do nich słabość ;-)))


Kiedy budowałam osłonę na ohydny betonowy słup, wymyśliłam taki domek dla bardzo starej rzeźby z Hiszpanii. Stoi tam sobie od lat opleciona pnączem wiciokrzewu, niemal niewidoczna. To mój STRÓŻ, moje wspomnienie. Pochodzi jakby z mojego dawnego życia.


A teraz stoi dokładnie pod kamerą działkową ;-) Jest na tym słupie ponad pnączem.  Groźny, prawda? Chociaż mam dziwne wrażenie, że zaczął się uśmiechać. Muszę porównać ze starymi zdjęciami, ale przecież wilgoć i po tym suchym lecie mogla go zmienić? A może ma mi coś do powiedzenia ;-)))


A tu mój inny daszek. Ścięłam chorą brzoskwinię, a pień został. Zostało też wspomnienie po Iwie szczepionej. Nigdy żadnych sczepionych drzew niw będę miała. To takie nienaturalne. Ale to było na samym początku mojej przygody z ogrodem.


Popijając herbatę patrzyłam ile to jeszcze koloru i życia w tym ogródeczku. Może ja go za bardzo kocham, może po prostu jestem tutaj szczęśliwa, ale widzę to wszystko na pewno inaczej. 





Nie jest ani doskonały, ani wyjątkowy, ale stworzylam go od zera sama, jest mój i mam z tego dziką radość. Czego życzę wszystkim. Bo nie chodzi o spektakularny efekt, ale o radość tworzenia na nasze potrzeby, by cieszyć się każdym dniem na nowo.

środa, 28 listopada 2018

Bardzo zimowo

Na Młocinach zimowa cisza, choć to tylko listopad. Pusto, ogrody śpią, trawniki białe od szronu.
Dzień wreszcie słoneczny, ale zimny przenikliwie.
Mogłam jedynie porozglądać się po ogródeczku, zrobić trochę zdjęć i uciec zmarznięta do domu.

Irgi nadal kolorowe

Weigela wyjątkowo jeszcze ma liście




Róże zielone


 Lubię suche clematisy - zimą oczywiście ;-) W lecie wolę te kwitnące.





 Karmnik stracił dach, miałam dorobić, ale zmiana pogody na zbyt zimną nie pozwoliła. Może w grudniu będzie jakiś cieplejszy dzień, to przytnę deseczki.





A tu mój garden shed ;-)


 Jutro odwiedzam Borków, odpoczywam od ogrodowej pracy, jeszcze za nią nie tęsknię ;-)
===================
P.S.
Zapomniałam dodać, że dekoracje sprzed 2 tygodni bez zmian. Wrzosy w doniczkach nadal śliczne. I doniczki całe.


poniedziałek, 12 listopada 2018

Dekoracje po raz drugi

Dzisiaj zabrałam aparat i tylko zastanawiałam się, czy jeszcze będzie szansa na nowe fotki moich jesiennych aranżacji. Jaka miła niespodzianka! Wszystko na swoim miejscu, do tego brak liści ;-)

No to nowa porcja zdjęć, tym razem aparatem i w słońcu. Moim zdaniem kompletnie inny widoczek ;-) Mnie oczywiście zachwyca, ale to rzecz - jak wiadomo - de gustibus..






Na rabatkach niewiele, ale korale śnieguliczki koralowej śliczne. To jej chyba drugi rok, ma ślicznie przewieszające się pędy, a tych czerwonych kulek kiedyś będzie więcej, mam nadzieję.


I do kompletu jesienna rabatka


Skosiłam trawnik. Niby niewiele tego koszenia, ale warto. Dwa kosze zebrane, trawnik będzie zdrowszy.

Kosiarka do magazynu, jeszcze odkurzyć domek, wytrzepać tuje i zamykamy sezon. Będę tu zaglądać kontrolnie, ale Młociny idą spać ;-)

Wkrótce 'uśpię' Borków i wtedy czas na podróże. W planach... no co tam, za wcześnie, będzie w blogu o podróżach.



 
 

sobota, 10 listopada 2018

Dekoracje jesienne

Wykonane.

Poza wrzosami i szufladkową doniczką reszta zebrana z ogrodu. Ława zrobiona własnoręcznie stała ostatnio w domku, ale kiedyś jej miejsce było właśnie tutaj.  



Doniczka szufladka zachwyciła mnie dzisiaj. 

Po odebraniu samochodziku (OMG ale masakra portfela! Całe zawieszenie do wymiany :-( To jest efekt dróg do Borkowa, niestety) wpadłam po wrzosy do Castoramy, wyprzedają je za bezcen, i szukając doniczki na ławę, natrafiłam na tę całkowicie inną.

To jest średni rozmiar, są większe i mniejsze. Kupiłabym wszystkie, ale nieco się obawiam, czy długo postoją. To jednak ogrody działkowe :-(

Zobaczymy. Jednak mamy kamery i monitoring, może nie zniknie. Wtedy dokupię większą. 


Ścieżka naprawiona. Widać nowe elementy, ale to kwestia czasu. Wkrótce spatynują się jak pozostałe deseczki.


Zdjęcia okropne. Telefonem. Aparat zapomniany przez sensacje samochodowe. Kiedy wczoraj usłyszałam cenę za naprawę zawieszenia, miałam ochotę kupić nowy samochód. No ale ...

Poza tym ja tak lubię czarniutkiego ;-)
To wyjątkowo dobry samochód. 

Na rok mamy spokój. No właśnie, na rok. Niestety, trzeba analizować co dalej. Bez samochodu żyć nie mogę, nie potrafię, nie chcę. 

To nie tylko ogrody, to nawyk, to wygoda, to mój styl życia.

Tłok w 'zbiorkomach' nie dla mnie :-(

 
 

czwartek, 8 listopada 2018

Ile można sprzątać ;-))))

Nadal liście, nadal liście...

Po dwóch dniach grabienia, czyszczenia rabat dzisiaj pod wieczór ogródeczek lśnił .... pustką ;-)
Badylki krzewów, konary i kilka zimozielonych. Byliny poznikały, powycinałam zaschnięte i brzydkie łodygi, listopad w pełni.

Powiązałam trzcinniki, bo wilgoć pod nimi straszna, a kolejne deszcze nadchodzą. 


Dopóki nie przemarznie berberys Juliany jest śliczny


Berberysowa gmatwanina też może być


Jest porządek, tylko ten trawnik :-( Chyba wiosną czeka mnie jego całkowita renowacja 


I jeszcze kilka miejsc jako tako wyglądających, ale to jednak listopad.




Jeszcze dosypię kompostu w parę miejsc, może zrobię jakieś jesienno-zimowe aranżacje, wreszcie mam czas, by nie ograniczać się jedynie do najpilniejszych prac.

Do Borkowa z racji świąt (?) i spodziewanych utrudnień w przejechaniu stolicy - mam swoje doświadczenia z ubiegłego roku - wybiorę się pewnie we wtorek. Jutro samochodzik idzie do spa ;-)
Olej, przegląd, etc....

Do soboty mam relaks domowy.
Ale mam dobrze :-)
 


 

sobota, 3 listopada 2018

I znowu te liście...

Po środowych porządkach oczekiwałam wczoraj czystej, wysprzątanej działeczki.

Akurat!

Znowu liście wszędzie, a ja w planach miałam dalszą naprawę ścieżki. Do tego przyjechałam dopiero około 14.00, więc prawie nic nie zrobiłam i ogródeczek rozbałaganiony, nic nie skończone, desek zabrakło na ścieżkę, no kiepskie planowanie wczoraj było. Na szczęście od poniedziałku 4 cudne, wolne dni.

Berberys Jytte zasługuje na utrwalenie




Plątanina berberysów - Juliany, Bagatelki i pędy hortensji pnącej, które bardzo lubię o tej porze roku. 


Posadziłam trochę wrzosów.


A teraz do pracy :-)

środa, 31 października 2018

Kolory i noc

Noc mnie zastała przy porządkach ;-)
Nie byłam dwa tygodnie na Młocinach ! Ach ta praca! No ale wczoraj był dzień ostatni i był bukiet oranżowy



Cudny, ale cieszę się, że to bukiet na rozstanie. Są rozstania, które są dobre. Nie mam wątpliwości, że zeszłam ze sceny ;-)))) w najlepszym możliwym momencie.

A na Młocinach liście, liście, liście ....

No wiadomo. Tyle że przez dwa tygodnie mojej niebytności spadły wszystkie i nie było grabienia tygodniami, tylko jedno, ale za to do nocy.  Stąd ta noc w tytule. Jak tylko przyjechałam zrobiłam kilka słonecznych zdjęć liściowego bałaganu, zakładając, że potem zrobię zdjęcia ślicznie czystego ogródeczka. No tak, tylko dzień kończy się o 16.00! Stąd nocne zdjęcia ;-)

Kolory zatem tutaj






A noc tutaj




Jest porządek, kilkanaście worów liści czeka na kontener, ścieżka w części naprawiona, ale deseczek za mało. Muszę dociąć więcej i zrobić totalną renowację drewnianej ścieżki.

Ale to już po tych dniach....