piątek, 23 maja 2014

Młociny dla odmiany

Po tych straszliwie intensywnych dniach w Borkowie miałam spore wyrzuty sumienia, bo podlać ogród na Młocinach pojechałam dopiero wczoraj. Po dwóch dniach bez wody, w tym afrykańskim upale, mój ogród o dziwo wcale nie straszył. Podlałam go bardzo intensywnie w poniedziałek wieczorem i te kolejne dwa dni dał radę bez problemu. Wczoraj podlewałam o 22.00!

Dzisiaj w porównaniu do harówki w Borkowie to pełny relaks. Chwasty, czyszczenie rabatek, podlewanie, czysta rozpusta, bo i siedzenie na leżaczku było. Jednak dałam sobie w kość przez te trzy dni.

A tu na Młocinach odpoczynek wśród zieleni i podziwianie moich własnych roślinek, wyhodowanych od zera. 

Luteus kwitnie 
  
Mój pierwszy Czosnek. To Scorodoprasum



Mam też rozmaite niskie, ale wcale ich nie polecam. Brzydkie liście, a kwiaty niepozorne i nieciekawe.

Ostróżka jak świeca zaraz rozwinie swoje białe kielichy


 Hosty cudowne wśród Bodziszków



 Rh już przekwita


Hortensja Dębolistna



Domek powoli zarasta



I pierwszy w tym roku liliowiec, Stella d'Oro. Co ciekawe, w ubiegłym roku ten zakwitł najpóźniej. A teraz na innych nawet pąków jeszcze nie ma.


 Żółte irysy kwitną


Tak oto krążę pomiędzy ogrodami i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, pomimo niesamowitego zmęczenia.
No ale chyba najgorsze za mną ;-)

poniedziałek, 19 maja 2014

Co nowego?

Dzisiaj stołeczna działka ma pierwszeństwo, bo od jutra Borków i płot w Borkowie będą pochłaniały moją uwagę i czas. Wcześniej z pracy, by zdążyć przed jakby wiszącym w powietrzu deszczem i od razu uruchomienie kosiarki, bo trawa zaczynała sięgać kolan. Może jeszcze nie aż tak źle, ale tak zarośniętego trawnika jeszcze nie miałam w swojej ogrodowej historii. 

Wszystko za sprawą zaklinowanego ostrza w kosiarce. Nikt nie dawał rady go odkręcić, a ostrzyć trzeba, inaczej trawa poszarpana i koszenie daje żałosne efekty. Kolejne sąsiedzkie próby pomocy nie zdały się na nic, zawiezienie kosiarki w całości do Pana 'złotej rączki' skończyło się pokaleczeniem tejże, dopiero warsztat samochodowy i pneumatyczny sprzęt dały radę.

Ogromna różnica kosić trawnik 5-cio dniowy, a trawnik 14-to dniowy! Ciężka praca, do tego ogromna ilość skoszonej trawy. Kompostownik pełny, muszę wywozić. Do tego po skoszeniu przy korzeniach trawnik jest bardzo suchy, bez natychmiastowego podlewania po koszeniu, trawnik zmienia się w suche rżysko. Nastawiłam deszczownice i kiedy odjeżdżałam trawnik już nie straszył. 

I dzisiejsze nowości. Czarna Rudbekia ma całkiem spore pąki.


Piaskowiec górski dołączył w kwitnieniu do Zawciągu


Kosmatka śnieżna (Luzula Nivea) pokazuje dlaczego jest śnieżna



Za dużo tu kolorów! Ciemne krzewuszki kwitną, Hakone się żółcą, Azalia ma wielkie żółte kwiaty, Obsydian też zaczyna kwitnąć, na szczęście Bodziszki głównie się zielenią.


Mój pierwszy rododendronowy kwiat!


I pierwsze kwitnienie Dławisza. Te kwiaty są bardzo niepozorne, ale potem zimą będa owoce, które zdobią i które są pokarmem dla ptaków.


Też pierwsze tak obfite kwitnienie Ogników


Wilczomlecz groszkowy też szykuje się do kwitnienia. To ten najwyższy, dołem te żółte, to kwiaty Migdałolistnego w wersji Rubrum.


No i kolejne pierwsze kwitnienie! Pierwszy pąk na Rodgersji kasztanowcolistnej.

piątek, 16 maja 2014

Zielony busz

Zgodnie z planem dzisiaj dzień na warszawskiej działce. Miałam kosić trawę, bo bardzo na nią czas, ale niestety zbyt mokro. A zatem tylko powyrywałam trochę chwastów, podwiązałam gałęzie niektórych krzewów, bo pod ciężarem wody zbyt nisko nad ziemia wisiały, powyrywałam chwasty z trawnika, a potem to już tylko robiłam zdjęcia.
















 

poniedziałek, 12 maja 2014

Ogrodowa schizofrenia

Jeszcze nie zaczęłam prac w Borkowie, a już czuję jak trudno będzie jednak krążyć między obydwoma miejscami i to nie w sensie logistycznym, bo to dla mnie żaden problem. 

W końcu jestem mistrzem logistyki, co nie raz dowiodłam w mojej pracy zawodowej. Zawsze się śmiałam, że spokojnie panuję nad imprezą na 5 stadionów dowolnej wielkości. Nieskromnie napiszę, że mam taki wrodzony talent do organizacji każdego, nawet ogromnego wydarzenia, nie zawodzi mnie ani wyobraźnia, ani planowanie, ani tzw. prioretyzacja, czy ang. prioretizing, w dodatku robię to na prawdę na bieżąco, taki mam umysł. To jest wrodzone, albo nie i tego raczej nauczyć się nie można. Tzn. można, ale pod warunkiem pewnych predyspozycji osobowościowych.

No ale to była dygresja, a wracając do ogrodowej schizofrenii, to problem już widzę w moim zaangażowaniu w oba ogrody i zbalansowaniu  tego tak, by oba dało się utrzymać przez następne kilka lat. Bo kocham oba, choć w Borkowie ogrodu ani śladu jeszcze, i nie wyobrażam sobie by któregoś nie było.

Ale jednak ....

No nic, dzisiaj po pracy pognałam na Młociny nie zważając na gradzik, deszcze siekące, zimno i w sumie ... co za aura na ogrody!

No ale od piątku tam nie byłam, a przecież tyle mogło się wydarzyć! Nie wydarzyło się zbyt wiele, bo jednak zimno, ale kilka wartych odnotowania zmian rejestruję pomimo trudu robienia zdjęć ... pod parasolem.

Dzisiejsze widoki
Powoli, paskudny zielony ekran znika za zielonością Dławisza. I to jest wielka zaleta tego pnącza.


Azalia wielkokwiatowa w pąkach


Luzula kwitnie !


A wymarzła winorośl odbija i powoli obrasta domek Zawitki ;-), w którym sporo owadów osiedlonych!


Ostróżka w pąkach



Zawciąg nadmorski widoczny z daleka


A Borków?

Jutro konsultacje z ekipami pracowników, wizyta w tartaku, ustalenie szczegółów i powoli Borków już nigdy nie będzie taki sam. 

Oto zaczynam zmieniać to miejsce nieodwracalnie.

Jest moje własne, więc mam do tego prawo, ale bardzo bym nie chciała by to co zamierzam tam zrobić zaszkodziło naturze. Mam nadzieje na stworzenie miejsca, które tylko ją wzbogaci.

Ale to jest wielkie wyzwanie i mam tego świadomość.

piątek, 9 maja 2014

Trawki rosną

Burza i deszcz wisiały mi nad głową przez połowę dnia, ale jednak oba zjawiska atmosferyczne zachowały się uprzejmie i poczekały aż zakończę dzisiejsze ogrodowe prace i dotrę do domu.

Zanim posadziłam trawki musiałam uprzątnąć śmietnik jaki powstał pod i wokół gruszy. Myślę, że z gruszkami w tym roku raczej już się pożegnałam. Po ostatniej mroźnej nocy wszystkie kwiatowe szypułki znalazły się na ziemi. Trawnik zasypany, rabaty, rośliny wszystko zasypane. Niespecjalnie ładnie to wyglądało, więc wygrabiłam i zebrałam dwa wiaderka tych niedoszłych owoców. Szkoda, ale tak jak już pisałam ta grusza to bardziej trzon mojego ogrodu, jego ozdoba, źródło cienia, a nie owoców, które i tak zbyt dobre nie są.

Silver Sceptre rośnie razem z Miłką pod Trzmieliną oskrzydloną 


Na efekt sobie trochę poczekam, ale bazując na doświadczeniu z ubiegłego roku, spodziewam się sporego przyrostu turzycy. Miłka po podziale na razie słabiutko idzie, ale się zieleni.

Pozostałych nie fotografowałam, bo praktycznie nic nie widać.

Carex Buchananii  z dzisiaj

 
Hostowo-bodziszkowy kąt pod głogami


I Clematis, który miał być trzecim z odmiany Paul Farges, ale zakwitł na różowo i wiem, że to nie ta odmiana, tylko nie wiem jaka.


Dwa pozostałe kwitły już w ubiegłym roku, kwitły na biało, a te różowe kwiatki mam po raz pierwszy. Muszę poszukać jaka to odmiana, by wiedzieć czego się tutaj spodziewać.

Nowe trawy ozdobne

Zakochałam się w turzycach!
Do mojego małego ogrodu te niezbyt wielkie trawy, przeważnie wiecznie zielone - z wyjątkiem Buchananii, która jest zawsze ruda - są wymarzone. 

Mam tę rudą od roku, wygląda cudnie szczególnie gdy przez jej kępy prześwieca słońce. Specjalnie ja przesadziłam w takie miejsce, gdzie zachodzące słońce przenika przez jej rude włosy, ale jej nie grzeje zbyt mocno, bo za nią jest zielona ściana Dławisza.


Mam też inne, ale teraz ma być o nowych turzycach. Oto one

Silver Sceptre, Sparkler i Treasure Island. Na razie jak widać to maleństwa, ale tak się przecież zawsze zaczyna.



Szczególnie ciekawa jestem odmiany Sparkler - jak piszą w Ogrodach traw jest to oszałamiająco kolorowa, niezbyt wysoka replika egzotycznej palmy.




Swą urodę ma zawdzięczać zielono-białym liściom poukładanym w regularne okółki. Zobaczymy. No i czeka mnie wykopywanie na zimę, bo taka jest egzotyczna, że wymarza u nas.

Treasure Island ma szerokie liście i to w turzycach bardzo lubię.



Jadę sadzić moje trawy, tyle że zimno i pogoda mało ciekawa. Ale nie będę przecież trawek męczyć w doniczkach. Niech rosną.

czwartek, 8 maja 2014

Update

Niewiele się ostatnio w ogrodzie dzieje. Mróz nieco zatrzymał w biegu ten szalony wiosenny rozrost, nieco naszkodził, ale nie nieodwracalnie, a zieloność wokół po prostu jak zwykle cieszy oczy i wymaga stałej i uważnej pracy.

Nie ma ogrodu, który sam ślicznie rośnie. Nie ma takiej możliwości, by raz posadzić i zapomnieć. Nie ma takiej szansy, by mieć piękny ogród bez kogoś, kto codziennie wykona w nim te podstawowe prace, tu wyrwie chwasty, tu podetnie, tu podwiąże, tu przytnie, tu pogłaszcze, tu podleje.....

Ogród to żywy organizm i nie ma tak, że położymy agro i będzie pięknie. Jakiś czas będzie. Ale to co będzie za rok, góra dwa, zniweczy w nicość naszą pracę. Dla mnie rośliny pod agro i kamieniem to jak człowiek zasypany po szyję w ziemi. Jakiś czas będzie żył. Okrutne? Wiem, ale tak samo agro działa na rośliny.

Skąd ten wywód? Ano zbyt często oglądam ogrody, gdzie całe ogromne połacie pokryte są tym czarnym paskudztwem, szerzy się ta praktyka na cały kraj, a właściciele ogrodów żyją w przeświadczeniu, że idą  z prądem nowoczesności, wg której nic w ogrodzie nie trzeba robić. Pościelesz agro, żaden chwast nie wyrośnie, a Ty na tarasie pijesz tę sakramentalną 'kawusię'.

Tyle uwag ogólnych, czas przejść do realiów.

Jeśli narzekałam na Głogownika, to odszczekuję ! No fakt, przemarzł, ale teraz czerwieni się jak panienka !

Obok niego niebieściutko właśnie zakwitła niezmordowana Trzykrotka wirginijska. Ile mnie straszono, jak to cudo się rozsiewa i zarasta ogród. Nie zarasta. Tylko co jaki czas trzeba podzielić tę wielką kępę, by ją odmłodzić.


Pod kolor w mojej fioletowej alejce kwitnie intensywnie orlik


Przegorzan na razie w fazie rozrostu swoich ozdobnych liści


Rabata żurawkowo-hostowa pod Różą pomarszczoną też nie próżnuje, ale jeszcze chwilę potrwa, zanim zachwyci pełnością kształtów.