wtorek, 14 października 2014

Grabię, grabię i ..... grabię...

Jak w tytule ;-)

Dzisiaj naprawdę miałam chwilę zniechęcenia. Tylko chwilę. 

Powód? 

Kiedy przyjechałam na Młociny zobaczyłam ogród dokładnie przykryty liśćmi. Po 4 godzinach sprzątania, kiedy odjeżdżałam, zobaczyłam .... ogród dokładnie przykryty liśćmi!

Wywiozłam trzy wielkie wory liści - nie nadają się na kompost, większość z nich jest porażona rozmaitymi chorobami, bo pochodzą ze starych drzew owocowych. Szczególnie grusza, którą trzymam wyłącznie ze względu na jej urodę, teraz ma wszystkie liście pokryte chorobowymi zmianami.

Grabiłam, zbierałam, ale co tylko powiał wiatr, trawnik i rabaty znowu były pod liśćmi. 
Nie zrobiłam więc dzisiaj żadnego zdjęcia, bo bałagan, ale powinnam, bo róże w nowych pąkach, na rudbekiach nowe kwiaty, bluszcz pięknie zarasta rabaty wokół traw, a trawy nadal cudne.
No chyba z wyjątkiem Zebrinusa. Ten u mnie zawsze schnie najwcześniej, inne miskanty,  np. Gnome to nadal ogrodowe cudo.

Nie wiem co jutro, bo gardło boli jak głupie, mam gorączkę, ale przecież ja nie choruję :-)

Tak dla przypomnienia - oto Miskant Gnome


Wspaniała trawa, polecam, tylko na palce należy uważać, bo tnie skórę boleśnie a rany goją się z trudem.

piątek, 10 października 2014

Ostatnia róża i pełnia lata

Co za niesamowicie piękny dzień!
Lato w pełni w październikowy dzień i gdyby nie te stosy suchych liści można by mieć wrażenie, że to lipiec. Ale i tak cudownie, nawet grabienie liści w taka pogodę to przyjemność. A kto ma ogród, to wie, że teraz to podstawowe zajęcie ogrodnika.

I tak pławiąc się w tym październikowym słońcu niespiesznie a to grabiłam, a to przycinałam, a to piłam herbatę... Wreszcie czas znowu jest mój! Po wrześniowym spiętrzeniu pracy, znowu równowaga i powrót do wolności.

A pijąc herbatę cieszyłam oczy takimi widokami

- ten najbliższy miejsca, gdzie zwykle siedzę: Miskant Gnome przepleciony z zasychającym Wiesiołkiem


- na wprost mam Pęcherznice, ale tu już chyba wkrótce czeka nas rozstanie. Listki schną i opadają jesiennie...


- po prawej stronie mam róże





Tego już nie widzę z miejsca moich herbacianych posiedzeń, ale lubię bardzo ten widok, szczególnie kiedy zachodzi słońce i rzuca te swoje płomienne ogniki, w których nawet zwykłe rozchodniki wyglądają bajecznie.



Siedząc na tzw. przyzbie mam tez ten widok


A tu juz z całkiem innej strony, ławeczka w cieniu morw



i nie kończąca się zabawa kolorami na płocie


Uwielbiam te moje rude i te kocice 



:-)

wtorek, 7 października 2014

Cebulowe w ziemi

Uff! wydawałoby się takie sadzenie cebulek to lekka i przyjemna praca. Przyjemna jest na pewno, tylko przy kilkuset cebulkach i w sytuacji kiedy trzeba dotrzeć do różnych zarośniętych zakątków, by tam wcisnąć cebulki, a ziemia często po suchym lecie twarda, to staje się także ciężką pracą. Nadal wielka przyjemność, jak się oczyma wyobraźni zobaczy te łany - oby! - kwiatów na wiosnę.

Wszystkie cebule znowu w ziemi. Jedynie krokusy zostały w ziemi na lato. Inne - tulipany, hiacynty, narcyzy, czosnki, szafirki - pracowicie wykopałam przed pełnią lata. Niewątpliwie podwoiłam zasoby cebulowe od jesieni, a do tego mogłam gołym okiem zobaczyć jak śliczne i zdrowe cebule mam teraz na jesieni. Ja wiem, że to ciężka praca, ale wiem też, że co roku będę powtarzać ten sposób traktowania cebul. 

Z własnego doświadczenia wiem, że tulipany, których kupiłam sporo w pierwszym roku i pozostawiłam w ziemi, po dwóch latach niewiele przetrwało.

Zanim jednak zabrałam się za cebule, najpierw skosiłam trawnik - pewnie to już wkrótce koniec koszenia, trawa rośnie wolniutko, ale przy okazji koszenia kosiarka wspaniale zbiera suche liście. Jak odkurzacz. Dwa w jednym!

Skoszone.


Potem rozstawiłam rozmaite pojemniki z cebulkami w miejscach gdzie mają rosnąć i wtedy zdałam sobie sprawę, że muszę najpierw podzielić Przetaczniki, bo tam chciałam dodać niebieskie hiacynty. Kępa przetaczników z dwóch malutkich doniczek rozrosła się wielokrotnie, a i kwitnienie w tym roku było tutaj słabe. Te które oddzieliłam na wiosnę kwitły i rosły pięknie. Jak z wieloma bylinami dzielenie i przesadzanie to konieczność. Podzielenie bryły o średnicy około 50 cm wymagało szpadla i sporo siły. Rozsadziłam przetaczniki w dwa miejsca, w każdym po 8 sadzonek!

Miałam zrobić nawet zdjęcia z tego dzielenia, ale byłam tak umorusana po walce z korzeniami przetacznika, że nie miałam jak użyć aparatu, a do tego presja czasowa - cebule czekały, a jutro sadzę drzewa. Oj, jest co robić ;-)

No to cebule czekają 





Tak jak wspomniałam, ziemia bardzo sucha, sadzenie trudne. Potem wlałam mnóstwo wody po posadzeniu, by cebulki dobrze się ukorzeniły. Deszcz byłby teraz zbawieniem, ale raczej nie ma co na to liczyć.

A ogród nadal cieszy barwami. Pęcherznice powoli tracą liście, ale jeszcze nadal cudnie zdobią


Podobnie Róża pomarszczona, ale w tym roku schnie znacznie szybciej.


I wreszcie w swojej pełnej krasie Kalina koralowa Roseum - Opulus viburnum. To jej trzeci sezon i dopiero teraz pokazała co potrafi. Jeszcze tylko koralików mało.


I tak ledwie żywa, ale szczęśliwa, bo plan wykonany zabrałam szpadel i inne narzędzia, by jutro walczyć z ugorem i sadzić drzewa.

A jeżeli ktokolwiek miałby wątpliwości, to od razu napiszę - tak, to jest ciężka praca, to jest zobowiązanie wobec kawałka ziemi, która jest nasza, to jest niekończące się zadanie, ale nie potrafię sobie wyobrazić niczego innego, co dałoby mi tyle satysfakcji i przyjemności, jak ta przyziemna praca.

I tylko proszę o deszcz!

piątek, 3 października 2014

Kolory, kolory, kolory!

Zawsze kochałam jesień za jej barwy. Zawsze jeździłam do Zakopanego we wrześniu, by podziwiać kolory regli we wszystkich odmianach czerwieni, zieleni, brązów, żółci... Teraz nie mam już czasu, ani też zbyt wielkiej ochoty by do Zakopanego wracać, bo tłumy wszędzie mnie zdecydowanie odstraszają. Na szczęście ta moja miłość do kolorów roślin przekłada się na kolekcjonowanie - nawet podświadome - roślin, które jesienią są po prostu ozdobą każdego ogrodu.

Jest wiele roślin, które z jesienią odchodzą cichutko, po prostu giną. To większość bylin, z wyjątkiem wilczomleczy, ale to też w zależności od odmiany, bo jest ich bardzo wiele. Te do zimy zostają piękne, a i zimą długo są śliczne. Niektóre z bylin - jak jeżówki - zostawiam długo, już bez liści i płatków na kwiatach, by te ich czarne zasuszone główki ubrane w śnieg tworzyły klimat ogrodu.

Wracając jednak do kolorów - Hortensja dębolistna, Trzmielina oskrzydlona, Azalie, berberysy, pęcherznice, rokitniki, róże pomarszczone.... to same kolory







A róże sobie kwitną


wtorek, 30 września 2014

Zdecydowanie jesiennie

Nie da się udawać, że sezon ogrodowy nie ma się ku końcowi. Dzisiaj szary dzień, wprawdzie ciepły, ale w nastroju niezwykle jesienny. Piękny, bo kolory są oczywiście cudne, piękny także, bo po ostatnich dniach jakże bogatych w emocje, złe i dobre, taki wyciszony czas wśród moich ukochanych roślin, w zielonej ciszy, to cudowna zmiana i odpoczynek dla duszy i umysłu.

Emocje negatywne, czy pozytywne zawsze wyczerpują. 

Kontakt ze szczęśliwym człowiekiem, który potrafi walczyć o swoje spełnienie jest niezwykłym doznaniem, dobrym, ale też zostawia ślad na naszej psychice.

Kontakt ze złymi ludźmi, ludźmi malutkiego formatu, ludźmi bez wiedzy, wrażliwości jest straszliwym doświadczeniem. Zostawia ślad, jak błoto, zmywalny, ale póki trwa budzi wstręt.

Dlatego tak unikam kontaktu z ludźmi w każdych okolicznościach. Coraz mniej mam ochoty, potrzeby, by z ludźmi mieć jakikolwiek osobisty kontakt. Moje odosobnienie ma głęboki sens. To mój wybór, to sposób, by uciec od wszelkiej ludzkiej małości, możliwości by ktokolwiek miał jakikolwiek dostęp do mnie i mojego życia.

Wracam po tej osobistej dygresji na Młociny. A tu kolory jesieni coraz piękniejsze. Czekałam na to, co wydarzy się z moja Oskrzydloną i oto jest!


Przepleciona z trawami, Miłką, Zebrinusem  i turzycami powoli zmienia się w krzew ognisty. A to dopiero pierwszy jej sezon u mnie.



A tu Dławisz pokazuje swoje jesienne szaty, ma mnóstwo jagódek, których jeszcze nie widać spod liści, ale w zimie bedzie ptasia spiżarnią.


 
  Poza fascynacją kolorami, jak zwykle mnóstwo porządkowych prac jesiennych, kolejne zbiory winogron, grabienie liści, ale tez 'wytrzepanie' moich Szmaragdów. Tuje maja zawsze sporo martwych gałązek w środku, niewidocznych, ale pozostawienie ich na zimę, to niebezpieczeństwo gnicia i chorób grzybowych. To konieczne, by pousuwać te żółte kawałki, a do tego to bardzo łatwo zrobić, wystarczy przeczesać ręką gałązki tui, a żółte sypią się same.


  

piątek, 26 września 2014

I kolejne zbiory...

Dzisiaj znowu jednak w dzikim pędzie, tylko wpadłam trochę posprzątać i  zebrać drugie winogrona. To deserowe, na wino się nie nadają. I kto to zje! ?


wtorek, 23 września 2014

Jesień i wino

Po czterech dniach wypełnionych wyłącznie pracą dzisiaj wreszcie - pomimo pogody - znalazłam się na Młocinach. Szczerze powiem, spodziewałam się gorszego widoku, ogrodu niemal ukrytego pod warstwa suchych liści, a tu niespodzianka. Liście owszem były, ale chyba za sprawą wiatru było ich wcale nie tak dużo. 
Natomiast nie było niespodzianki co do pogody. Zimno, co chwilę - a to ulewa, a to słońce, a to mżawka, a do tego porywy wiatru, silne i zimne. No nie jest to idealna pogoda na prace ogrodowe, ale jesień ma swoje prawa, a ogród wymaga zakończenia sezonu. A jak koniec sezonu to czas na winobranie. dzisiaj zebrałam pierwszy kosz, a sądzę, że jest to jedynie 1/3 tego co jeszcze zostało.

Winogronka już w domu


Nie zrywałam więcej, bo obrobienie tego kosza to praca na parę godzin. Reszta pewnie dopiero w piątek.


I pierwszy nastaw tegoroczny. Za parę godzin będzie pełny balon, a ja będę się bać czy wino z balona nie wyjdzie. W ubiegłym roku przesadziłam z ilością winogron na jeden balon i wprawdzie balona nie rozsadziło, ale wychodziło rurką fermentacyjną powodując sporo bałaganu.


 


wtorek, 16 września 2014

Żółto

Niestety zieleń to już pieśń przeszłości. Tempo w jakim żółknie wszystko oraz w jakim opadają liście jednak oznacza jedno - wkrótce po letnim ogrodzie nie zostanie nawet ślad. 

Dławisz na ogrodzeniu zmienił kolor w niemal jeden dzień i sypie liśćmi


A pod nim rozplenice, więc mam co sprzątać i to w dodatku muszę delikatnie wybierać listki z traw, by ich nie uszkodzić. A rozplenicowe kotki przechodzą metamorfozy - od bardzo kudłatych do takich najeżonych ziarenkami, nadal cudne.


Niezawodnie cieszą kolorem rozchodniki


ale jednak ogród teraz, szczególnie w tym roku, to niemal wyłącznie ciężka praca. Sprzątanie, porządki, przycinanie, cięcie, usuwanie... etc.....

Nie narzekam, lubię porządki, lubię to uczucie satysfakcji, kiedy patrzę na ogród, gdzie niemal wszystko na swoim miejscu.

Tylko żal, bo już niedługo będzie tak pusto.

Cebul nie sadzę, bo za gorąco, a i tak kilka niezauważonych i pozostawionych w ziemi szafirków - wykopałam wszystkie w czerwcu - wypuściło zielone wąsy. 

Chyba jednak każdy rok jest inny i stosowanie sztywnego kalendarza ogrodnika byłoby niewłaściwe. Myślę, że po kilku latach w ogrodzie, każdy wyrabia sobie własne rozeznanie co i jak robić. Pod jednym jednak warunkiem - że dużo czytał i łączył obserwacje z wiedzą zdobywaną od bardziej doświadczonych. Jak dla mnie, taka właśnie kombinacja jest idealna. Bez wiedzy innych nic bym nie potrafiła. Bez własnego doświadczenia i obserwacji stałabym w miejscu.

Dzisiaj czuję się niemal pewnie w ogrodzie, ciągle mnóstwo czytam o roślinach, sprawdzam, ale to już są coraz głębsze wtajemniczenia ;-)





piątek, 12 września 2014

Czysto, mokro, kolorowo...

Czysto, bo znowu zebrałam wszystkie jesienne liście.
Mokro, bo podlałam.
Kolorowo, bo to jednak jesień.





Tylko te gruszki na wysokości 5 metrów mnie martwią. Jak ja je zdejmę? A czas niestety, bo gniją na drzewie.
Pożyczę drabinę, taką rozsuwaną, bo moja to ma 120 cm. Tylko tam nie bardzo jest gdzie ją oprzeć. W ubiegłym roku nie było gruszek, to nie było problemu, a teraz nie tyle jest problem, co zadanie trudne nieco. Ale coś wymyślę.


czwartek, 11 września 2014

Ogrody i co z tego wynika

Po ostatnich kilku dniach w pracy przypomniałam sobie co oznacza stres, psychiczne zmęczenie, frustracja. Na szczęście - inaczej niż przed paroma laty - mam swoje ogrody i kiedy dzisiaj wreszcie wyrwawszy się z objęć pracoholizmu dotarłam tutaj na Młociny, w kilka chwil wszystko to co, było moim udziałem przez ostatnie dni stało się po prostu nierzeczywiste.   Z każdą minutą dystans do jeszcze niedawnego stresu, czy frustracji rósł coraz większy, po godzinie zapomniałam o wszystkim, otoczona jesienią mojego cudu na Młocinach ;-)

Mam wrażenie, że im więcej stworzymy sobie tego naszego, własnego świata, tym bardziej stajemy się odporni na wszelkie zło świata zewnętrznego, gdziekolwiek on jest, w pracy, na ulicy, w sklepie. Wszędzie tam gdzie może nas dopaść ludzka zawiść, małość, złośliwość. A jest tego niestety tak niezwykle dużo.   

Teraz siedzę sobie przy moim ulubionym angielskim biurku, a stres ostatnich dni jest jedynie wspomnieniem. Do tego kolory jesieni zaczynają być tak bajeczne, że wraca utracona na kilka dni radość życia. Gdybym miała ogród od zawsze, od zawsze byłabym jeszcze bardziej szczęśliwym człowiekiem, jeśli to możliwe...

A oto kolory mojej dzisiejszej jesieni, tylko nieco zaśmiecone liśćmi i opadłymi owocami. To zdjęcia zrobione jeszcze przed porządkami.






Berberysy, moje ukochane krzewy, mają chyba wszelkie odcienie zieleni, czerwieni, żółci...


A tak po dwóch latach wygląda bardzo brzydki słup obrośnięty wiciokrzewem zaostrzonym. Co za bestia z tego wiciokrzewu! Zaczynam się obawiać, że niedługo pokona słup ;-))))


Wszystko razem...




Bergenia w jesiennych barwach



Zbiory blisko



jeszcze trochę tych kolorów


I murek, który postawiłam rok temu. Bodziszki od Ewy G. na pierwszym planie, a nad - ławeczka własnej roboty - przewiesza się Dębolistna

Na koniec dzisiejsze zbiory


Czas do kuchni robić przetwory :-)

No i czy można stresować się, jak się ma takie malutkie zielone cudo ;-)))) Całe 185 metrów kwadratowych!