piątek, 21 marca 2014

I kolejne wiosenne

Dzień letni całkowicie, chociaż wiosenny. W środku dnia sporo ponad 20 stopni i piękne światło. 

W taki dzień nie sposób nie pracować w ogrodzie, toteż wiele godzin spędziłam na kolanach, chociaż wydawało się, że nie ma tam co robić.
A tu chwasty szaleją, rabatki ze zbitą ziemią czekają na grabienie i spulchnienie ziemi, trawnik nadal wymaga grabienia, krokuski usunięcia przekwitłych kwiatów, rozchodniki wyczyszczenia z zeszłorocznych badylków, etc....

Ledwie żywa, ale szczęśliwa siedziałam sobie potem z herbatą w nieprawdopodobnie gorącym słońcu i cieszyłam widokiem moich roślin. Są na pewni wspanialsze ogrody, z pięknymi aranżacjami roślin, wielkie i doskonałe, ale przecież wiadomo, że dla każdego z nas ten nasz własny jest taki bliski, i tak cieszy.








środa, 19 marca 2014

Nowe roślinki



Taki to etap, kiedy cała przyszła uroda roślinnych piękności siedzi zamknięta w foliowym woreczku. U mnie chwilowo - zanim pojada do ogrodu -pilnuje ich dobry duch pewnej kukiełki... Jest ktoś, kto zna tę postać :-)

A w foliowych woreczkach jest przyszła biała uroda, bo tak jak wcześniej pisałam, zapragnęłam białych kwiatów w ogródeczku.

Będą białe liliowce, łubiny i piwonie. Te kolorowe to kanny. I jedna pąsowa piwonia Red charm. Biała to Baroness Schroeder. A białe liliowce to Arctic snow. Zobaczymy - jak zwykle - co tak naprawdę wyrośnie.

Z piwoniami to dopiero początek mojej przygody. Jeszcze niedawno uważałam je za pospolite 'wypełniacze' rabat. Jak zwykle wszystko zależy od gatunku, odmiany. 

Może będę rozczarowana ale oto one, PANIE PIWONIE:




Będą też nowe pacioreczniki, bardzo egzotyczne, bo Striata i Durban o kolorowych, pasiastych liściach.  Kanny na razie do doniczek w domu, pozostałe kłącza po namoczeniu jeszcze dzisiaj pójdą do ziemi.

Tak mają wyglądać moje nowe kanny


 

Oba zdjęcia pochodzą z fantastycznego portalu kannowego z niesamowitym zakresem wiedzy o tych egzotycznych jednak roślinach.

A łubiny? Też niby pospolite, ale jak się patrzy na takie zdjęcia, czyż nie cuda!


 Zdjęcie pochodzi z serwisu Świat kwiatów, gdzie także są moje wątki, Moje 185 metrów i Zielone w czterech ścianach. 

Ile moich śladów i grafomańskiej historii w necie! 

Mój łubin będzie, albo ma być, biały.

I jeszcze białe liliowce, wcale nie tak częste.


No właśnie - Ogrody wodne - bo może też rosnąć kiedyś nad moją sadzawką?


Plany mam piękne, tylko strach wielki, szczególnie przed wykopaniem dziury w ziemi, która wypełni się wodą. 

Czy dam radę z roślinami?

Ryb nie zamierzam hodować!

sobota, 15 marca 2014

Miłego dnia czytającym :-)


Pada! Leje! Co za radość.

Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś deszcz będzie mnie cieszył, tak jak dzisiaj.

Jadę pracować, nie wszystko sobie rośnie. 

Pięknej soboty życzę czytającym :-)

czwartek, 13 marca 2014

Wczoraj Borków, dzisiaj Młociny...

Dzielę nie tylko czas, ale co trudniejsze, także swoje emocjonalne przywiązania do uprawianej ziemi. Nie potrafię uprawiać ogrodu bez zaangażowania serca i umysłu, zresztą wszystko tak robię. 

Cała jestem tym, co aktualnie robię. 

Jak na razie podróże między działkami są inspirująca dla obu, a i dla mnie.
Jedną, tę małą, kocham za to, że jest blisko i nie sprawia kłopotu, dostarcza relaksu i radości, że tak się wszystko udaje. Dzisiaj siedziałam sobie na leżaczku w gorącym (sic!) słońcu, patrzyłam na zieleń wokół, na porządek i ład, dzieło moich rąk i było mi po prostu dobrze, spokojnie.

  
Trawniczek za kilka dni będzie równo zielony, dzisiaj po raz kolejny wygrabiłam sianko, rozsypałam tłusta próchniczą ziemię (zamiast nawozu), jak w sobotę spadnie deszcz trawnik powinien dostac sporą dawkę energii.


Trochę martwiłam się zimą o lekko rudziejące Szmaragdy. Niepotrzebnie. Z każdym dniem cudnie zielenieją, tylko ta szara, sucha ziemia mnie denerwuje.

Jeszcze malusie botaniczne w błękicie ;-)


Przede mną 'pracujący' weekend (uczelnia, zaoczni studenci), we wtorek tu wrócę, a w środę znowu Borków.

Już niedługo kopię staw, Koparka umówiona ! I za to kocham także tę drugą. Za tyle nowych emocji i wyzwań.

środa, 12 marca 2014

Borków

Po pierwszym dniu spędzonym z łopatą, sekatorem, grabiami i czym się tylko da na tych moich nowych 1200 metrach wiem, że to jest moje miejsce na ziemi. 
Pracowałam cały dzień, nie widziałam ani jednej osoby w pobliżu, a jednocześnie bliskość domostw w zasięgu wzroku daje poczucie bezpieczeństwa.
Po lewej lasek brzozowy, dookoła zielone łąki, no i to szemranie strumyka, śpiew ptaków, poza tym błoga cisza. Rajskie miejsce, do którego bezkolizyjnie dojeżdżam w 40 minut. 

Dzisiaj prace porządkowe, głównie czyszczenie brzegów strumyka z tych wieloletnich złogów, suchych traw, patyków naniesionych przez wodę i bobry. Jest jako tako, ale sił nie starczyło, by doprowadzić ten brzeg do zadowalającego stanu.


Kopałam też dzisiaj wzdłuż granicy działki, chyba posadzę tu kosodrzewinę. Taki rowek i tyle kamieni!



Rośnie tu wszędzie na dziko mnóstwo bardzo ciekawych roślin, nie znam ich jeszcze, ale są ładne wykopuję i przesadzam na razie nad strumyk.

Nad samym strumieniem, po usunięciu tych stert suchych traw odsłoniłam też mnóstwo rozmaitych ciekawych roślinek. Aż się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć te dziką naturę w rozkwicie. Oczywiście nad strumieniem mam zamiar zachować pas około 5 metrów szerokości z niemal nienaruszonym naturalnym stanem roślin. Wyżej, powstanie część ogrodowa z domkiem i stawem. Zarys mam już w głowie, ale jeszcze nad tym będę myśleć i dokładnie planować.

Czeka mnie niezwykle pracowite wiosna i lato, ale to właśnie lubię najbardziej.

wtorek, 11 marca 2014

Dzisiaj Młociny, jutro Borków

Muszę teraz dzielić czas na dwie działki i pracę. Na szczęście wygląda na to, że kolizji nie będzie.

Młocińskie 185 metrów to już właściwie rośnie samo, praca jest tylko 2,5 dnia, Borków na razie to wstępne przygotowania do kopania stawu i dopiero potem stawiania ogrodzenia. Jutro jadę tam zrobić sobie wstępny zarys rozplanowania działki, wstępnie rozeznać jak, za ile, kiedy kopię staw, a i tak pewnie wiele razy się to zmieni. Ale od czegoś zacząć trzeba.

Tak czy inaczej, na tę chwilę w planie na ten rok jest staw z roślinami i ogrodzenie.

Oczywiście jeszcze jakieś porządki. Jutro mam zamiar podjąć próbę okiełznania strumyka. Jutro zatem napiszę  jak wyglądała konfrontacja planów z rzeczywistością.

Dzisiaj natomiast robiłam sobie idyllicznie porządki na Młocinach. Idylliczne, bo cisza tam wielka, pustki, a świergot ptasi aż mi przeszkadzał, tyle tego ptasiego rozhoworu było.

Przeszkadza mi też susza. Nie lubię patrzeć na tę zszarzałą, niemal spiaszczoną ziemię na moich rabatkach. Podlewałam, ale wiadomo, bez deszczu ta ziemia nie będzie taka jak być powinna. 

Inna sprawa, że trochę wody i cudne słońce, a moje krokusy urosły w jeden dzień całkiem duże


No i jeszcze poprawka, to są krokusy botaniczne, one nigdy nie sa zbyt wielkie, ale powinny mieć 15 cm, na razie maja 7 cm.
A tu moja łączka szafirków. Jeszcze nie kwitną, ale zielenią się ślicznie pod jabłonką


Posadziłam też cebule Krokosmii. Uważam ją za niezwykle dekoracyjny kwiat. Oby Lucifer się sprawdził.


Moja Runianka japońska po zimie w super kondycji, kwitnąć zaczyna.


Jeszcze tylko mój Fire Chief - chyba po zimie żurawki nigdy dotąd nie były w tak dobrym stanie. 



piątek, 7 marca 2014

Sadzę kanny

Czas na nie najwyższy. 

Zainteresowanych odsyłam do mojego zielonego bloga, bo tam piszę takie czysto ogrodowe opowieści. A że mam ciekawe z paciorecznikami doświadczenia, to się dzielę ;-)

Tutaj, na zachętę zdjęcia moich kwitnących kann z ubiegłego roku.




Kiedy oglądam zdjęcia z lata ubiegłego roku, także z kolekcji w moim starym wątku Berberysy i liliowce pod stara gruszą, aż sama nie wierzę, że to moje własne dzieło. 

Wiem, nieładnie chwalić się własną pracą, ale po prostu podoba mi się ten mój malutki ogródek tworzony od zera własnymi rękoma, bez niczyjej pomocy, poza oczywiście wiedzą czerpaną zewsząd, od wszystkich w tym z kolejnych forów, na których rezydowałam. Dziękuję za to Wszystkim, tym co mnie lubili, i tym dla których byłam niezrozumiałym potworem. Wiem, mam trudny charakter, straszliwie zagmatwaną osobowość, trzeba wielkiego serca i rozumu, by dać sobie ze mną radę.

Na szczęście jest sporo takich osób, które potrafią dostrzec więcej. Im za to zaczynając 65 rok życia dziękuję :-)

A wracając do wiedzy, teraz trochę próbuję dzielić się tym, czego się już nauczyłam, co się sprawdziło w mojej własnej pracy. Doświadczenie, własne błędy to bezcenne źródło w dochodzeniu do każdej prawdy. Także tej ogrodowej, że o ludziach nie wspomnę.



środa, 5 marca 2014

Moje 1200 metrów

W dniu dzisiejszym zrobiłam sobie urodzinowy prezent!

Aktem notarialnym te łąki, strumyk i bobry są już moje. 

Nie byłam tam dzisiaj, bo formalności odbywały się daleko, ale świadomość, że mam własną, starą brzozę i tereny "łąk i pastwisk położone w terenie oznaczonym jako zespoły przyrodniczo-krajobrazowe o walorach przyrodniczych rangi regionalnej" , że zacytuję ww akt cieszą mnie niezmiernie.

W dorzeczu Świdra jest moja ziemia, na której powoli stworzę mój wiejski ogród. Będzie staw, bo ziemia podmokła, będzie drewniany płot ze sztachet.

O taki:

 
Nie wiem skąd mam to zdjęcie, bo zapisałam je sobie dawno temu, by kiedyś mieć taki płot. Będą przy nim rosły rokitniki, derenie, dzikie róże, i rozmaite polne kwiaty.
 
Co będzie więcej? Jeszcze nie wiem, ale wokół stawu będzie całe mnóstwo wodnych roślin, sity, pałki, kosaćce, rozpławy...

Kiedyś...

poniedziałek, 3 marca 2014

Nie ma wiosny

Pojechałam dzisiaj po pracy na młocińskie metry działkowe, a tam szarość...
Z tej wiosennej żywotności sprzed kilku dni niewiele zostało. To znaczy nic nie zmarzło, tylko wszystko jakby bez życia, zszarzało.

Sądzę, że jednak mroźne noce i dni z zimnym wiatrem zrobiły swoje. Wegetacja zatrzymała się, przyczaiła, czeka na ciepło.

Żadnych nowych zdjęć, bo nie ma dość wdzięcznych obiektów. Z zazdrością patrze na te krokusowe łany u moich południowych i angielskich znajomych. Nam przyjdzie jeszcze sporo na to poczekać.

Ale... jak było rok temu? Ano nic nie było, jedynie w czasie moich rowerowych wędrówek fotografowałam
te ptaszyska ;-)







Co więcej, za radą znawczyni ornitologicznych prac zgłosiłam 'moje' Łyski do POLRINGU i po paru tygodniach dostałam odpowiedź o poprawnym zidentyfikowaniu tych ptaków. 

Tyle jest piękna w naturze!


wtorek, 25 lutego 2014

Dla ukojenia smutku...








Byłam tam dzisiaj, czeka mnie mnóstwo ciężkiej pracy, ale to dobrze.

poniedziałek, 24 lutego 2014

A wszystko toczy się dalej...

Kiedy wali się nam na głowę nasz mikroświat, kiedy istnieje dla nas tylko żal i smutek, to tak naprawdę dotyczy to tylko nas. Wokół wszystko żyje swoim rytmem, pełno jest życia, radości, pewnie też gdzieś innego smutku, ale jednak kula ziemska nagle nie staje w miejscu, chociaż przez moment, tak nam się może wydawać.

A czas, odwieczny lekarz - banał przeogromny, ale jakże prawdziwy -  z każdym dniem zaciera każdy ból. Blednie żal, smutek, poczucie straty, zostają tylko dobre wspomnienia.

A do tego wokół szaleje wiosna i rodzi się nowe życie, na każdym kroku pąki gotowe by odrodzić się w nowej pięknej szacie drzew, krzewów, jeszcze chwila i łany wiosennych kwiatów wywołają nowy uśmiech. Może jeszcze będzie przez łzy, ale przecież rozumiejąc życie i jego wartość, nie da się inaczej. Nasza radość z życia, póki ono jest, jest bezcenna.

Jak dobrze że jest przyroda, że mam te moje 185 metrów, bo kiedy dzisiaj patrzyłam na te pąki, jednak jakoś inaczej już patrzę na wszystko. 

Żegnaj Grysiu, witaj Wiosno.


Niezwykle zielony krwawnik


Rozchodniki, wiadomo, pierwsze budzą się do życia


Pąki na rokitniku, ale tylko żeńskim, męski nadal łysy


Pąki na Rosa Rugosa


Nowe kły Rodgersji


wiosna, nowe życie, wszystko się odradza, tylko to co odeszło na zawsze, odeszło na zawsze....

środa, 19 lutego 2014

Łąki, strumyk i bobry...

Tylko 20 km od granic Warszawy, w dorzeczu rzeki Świder leży moja łąka nad własnym strumykiem. Obok stary wiąz, brzoza i kępy starych drzew, których nazw jeszcze nie znam. Wokół lasy i pola, w najbliższym sąsiedztwie śliczne działeczki rekreacyjne, no i bobry!

Wygląda na to, że mam własne bobry, no bo skoro ich żeremie są w moim strumyku...

Dziki też są.

Pewnie czeka mnie niezła zabawa z tymi zwierzakami, ale na razie to dla mnie czysta radość.

Z tej radości nie zrobiłam nawet pół zdjęcia, ale też i pogoda dzisiaj była paskudna, buro, mżawka, tak więc zdjęcia już wkrótce. 

No czy nie jest cudny!


Zdjęcie pochodzi z serwisu Kraina bobra. W oczekiwaniu na załatwienie formalności i na cieplejszą pogodę zdobywam wiedzę o bobrach, moich nowych sąsiadach.

wtorek, 18 lutego 2014

Wiosenne przebudzenie

Czasu mam coraz mniej, bo praca, bo nowe plany ogrodowe, ale przecież ROD-owej posiadłości nigdy nie zaniedbam. Dzisiaj spędziłam tam - zaznaczam: w słońcu i cieple! - dobre parę godzin i wiem jedno na pewno. 

Nigdy, za nic, nie zostawię dobrowolnie tych 185 metrów, na których od zera stworzyłam coś, co zaczyna żyć niemal już wedle moich oczekiwań.
Jeśli nowe grunta będą, to będą jako drugie, chyba że los zdecyduje, że jednak ROD pójdzie pod koparki.
Po raz pierwszy, a jest to moja trzecia wiosna na Młocińskiej posiadłości, zobaczyłam jak moja praca daje efekty wiosną na taką skalę. Ogromnie dużo życia wszędzie. Pąki, nowe listeczki, kły rozliczne z ziemi wychodzą, zielone soki widać niemal gołym okiem. 
To jest też pewnie sprawa wiosny tej zimy, bo początki ubiegłych lat były jednak inne, ale tez nadal jest obawa, co dalej.

Czy kotki na wierzbie to jednak zapowiedź wczesnej wiosny?



 Krokusy coraz większe


Łebki szafirków pod jabłonką w sporych ilościach, ale czy zakwitną?


Pąki na trzmielinie oskrzydlonej


Podobne pąki na wszystkich krzewach, azalia japońska zieloniutka, hortensja dębolistna też ma pąki, jak tak dalej pójdzie, zazieleni sie mój ogródeczek za miesiąc.

Trawki


Trawki, ale widać też kły tojeści kropkowanej, takiej z żółtymi brzegami. Nazywa się 'Golden Aleksander'


 To mój zeszłoroczny zakup i uważam ją za bardzo dekoracyjną roślinę.




Przycięłam trzcinniki i jest porządek 


Berberyski


Nie mam już więcej zdjęć, słońce zaszło, a ja grabiłam, czyściłam, porządkowałam ciesząc się każdą chwilą po takiej długiej przerwie.

Jutro wizyta w nowym miejscu... No i co to będzie?